W Unii takie przyjaźnie mogą ściągnąć bowiem na głowę polityka ogromne kłopoty. No ale kto byłby tak zdesperowany, że chciałby przyjaźnić się tak mocno z neonazistowską niemiecką NPD, że ta aż organizowałaby wiec w jego obronie, i to w cen-?trum Berlina? Czyżby wypę dzony ze wszystkich salonów prezydent Rosji  wpadł w taką rozpacz z powodu samotności, że postanowił przytulić się do brunatnych koszul ? „Trafiony-zatopiony" – to właśnie Władimir Putin.

Niesamowita menażeria, jaka przyznaje się w Europie do popierania go, okryłaby wstydem każdego innego polityka. Ale nie lokatora Kremla. Bez żenady gmera on publicznie w politycznym śmietniku, w poszukiwaniu co tłustszych kąsków. Ale robi to nie z powodu poczucia samotności.

Wybór przyjaciół jest z jego strony świadomy, a i oni w pełni władz umysłowych (chyba) chcą ściskać jego rękę. Trzecią falę przyjaciół Rosji jednoczą wybory ideowe.

Pierwszą byli słowianofile przełomu XIX i XX wieku, ale też omszała europejska arystokracja,  którą w podziw wprawiała stabilność tronu Romanowów. Drugą – partie komunistyczne oraz tłumy wrzaskliwych „pożytecznych idiotów" na całym świecie, proweniencji wszelakiej. No i trzecia...

Wszystkich ich łączy niechęć do Unii Europejskiej. Jedni nie lubią Brukseli z powodu zmian obyczajowych dekretowanych przez nią, inni uważają, że UE zagraża ich tożsamości – ale raczej rozumianej jako rasa niż narodowość, nie mówiąc już ?o kulturze. Są tacy, którzy wielbią skalistą niezmienność Moskwy w płynnym i zmieniającym się świecie.

Wszyscy szukają silnej ręki silnego przywódcy, który poprowadziłby ich do zwycięstwa, którego sami nigdy nie zdobędą. I rzecz najważniejsza, wszyscy świadczą jak najgorzej o swym przyjacielu, jeśli ktoś jeszcze miał co do niego jakieś wątpliwości.