Węgierski parlament w ekspertowym trybie zaakceptował rządową propozycję uchylenia zakazu handlu w niedzielę obowiązującego od marca 2015 r. Prawo uderzało głównie w duże sieci z zagranicznym kapitałem, bo małe sklepy krajowych firm mogły tego dnia normalnie pracować.
Jednak nagle rządzący Fidesz postanowił z regulacji się wycofać, choć wcześniej mimo sprzeciwów Komisji Europejskiej forsował jego wprowadzenie w takim kształcie. Moment jest nieprzypadkowy, ponieważ zaledwie kilka dni temu węgierski Sąd Najwyższy przyjął petycję opozycyjnej Partii Socjalistycznej, aby w sprawie obowiązującego zakazu rozpisać referendum.
Niekorzystne dla dużych sieci prawo nie spotkało się bowiem ze społecznym entuzjazmem, według badań nawet 2/3 obywateli chciało jego zniesienia. Dlatego rząd wolał prawo uchylić, niż spektakularnie przegrać referendum.
W Polsce podobna batalia dopiero przed nami, ponieważ dopiero rozpoczynają się prace związane z wprowadzeniem zakazu niedzielnego handlu. Tym razem nie jako pomysł rządowy, ale obywatelski postulowany przez NSZZ „Solidarność" oraz inne organizacje jak Kongregacja Przemysłowo-Handlowa.
– Jesteśmy zaskoczeni informacjami z Węgier, ale nie zmieniają one w żaden sposób naszych planów i prac związanych z projektem ustawy o zakazie handlu w niedzielę – mówi Alfred Bujara, przewodniczący sekcji handlowej NSZZ „Solidarność".
28 kwietnia ma zostać oficjalnie zarejestrowany komitet zbierający podpisy, a sama akcja ruszy na początku maja. Celem jest wprowadzenie nowego prawa od stycznia 2017 r.
W Polsce zgodnie z badaniami ARC Rynek i Opinia dla „Rzeczpospolitej" 48 proc. ankietowanych jest przeciwne takim pomysłom, zwolennicy mają zatem niewielką, ale jednak większość. Branża handlowa także jest mocno podzielona. O ile duże sieci i centra handlowe są jednoznacznie takim rozwiązaniom przeciwne, o tyle środowisko krajowych firm w dużej części jego wprowadzenie popiera.
Zgodnie z przygotowanym już projektem ustawy zakaz handlu w niedzielę ma obowiązywać według podobnego scenariusza jak na Węgrzech. Ma dotknąć głównie duże sklepy i centra handlowe. Część sklepów spożywczych będzie mogła tego dnia pracować pod warunkiem, że za kasą stanie właściciel firmy bądź ktoś z jego rodziny.
Pracować będą tego dnia mogły także stacje benzynowe, kwiaciarnie, piekarnie oraz oczywiście placówki gastronomiczne. Specjalne zasady mają też obowiązywać w sezonie letnim w miejscowościach turystycznych.