Zmieniające się megatrendy geopolityczne, technologiczne i demograficzne redefiniują decyzje lokalizacyjne globalnych firm. W tej nowej układance Polska ma mocne atuty, ale i wyraźne deficyty do nadrobienia – mówili uczestnicy AmCham Manufacturers’ Forum 2026.
Coraz częściej nie chodzi już o koszty pracy czy dostępność gruntów, lecz o odporność łańcuchów dostaw, bezpieczeństwo energetyczne, stabilność regulacyjną oraz zdolność do szybkiego wdrażania innowacji. Inwestorzy patrzą na Polskę jako część większego, europejskiego ekosystemu przemysłowego, ale jednocześnie oceniają ją przez pryzmat lokalnych warunków, czyli jakości administracji, przewidywalności prawa i dostępności kompetentnych kadr.
Nowa mapa inwestycji: bliżej rynku i bliżej sojuszników
Jak zauważył Jakub Urbaniak, partner w McKinsey & Company, przez dekady o lokalizacji inwestycji decydowały przede wszystkim koszty i dostęp do surowców. Od 2020–2021 r. widać jednak wyraźne odwrócenie trendu: rośnie znaczenie handlu wewnątrzregionalnego, a firmy skracają łańcuchy dostaw, lokując produkcję bliżej rynków zbytu.
Drugim czynnikiem jest geopolityka. – Zarówno inwestycje, jak i linie wymiany handlowej zaczęły coraz mocniej zbliżać się do linii geopolitycznych – podkreślił Urbaniak. Dodał, że bliskość Polski względem Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych staje się dziś strategicznym atutem.
Równolegle rośnie znaczenie kosztów energii, szczególnie w zaawansowanym przemyśle i centrach danych. Paweł Pudłowski, wiceprezes zarządu Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu wskazywał, że Polska przechodzi transformację z gospodarki opartej na węglu w kierunku odnawialnych źródeł energii, a w przyszłości także energetyki jądrowej. Jednocześnie wyzwaniem pozostaje deficyt mocy i wysokie ceny energii. – Tu nie ma szybkiej recepty, jak ten problem rozwiązać – ocenił.
Czytaj więcej
Polska stoi przed inwestycyjną falą wartą biliony złotych. Dlatego nie pytamy już o kwoty, tylko o to, czy dzięki temu zbudujemy własny przemysł i...
Polska to nie tylko kraj, to kapitał
Z perspektywy inwestorów coraz wyraźniej widać, że decyzja o lokalizacji to nie tylko wybór kraju, lecz inwestycja w ludzi. – Nie chodzi tylko o inwestowanie w kraj, ale o możliwości rozwinięcia kapitału ludzkiego – zaznaczał Can Kuterdem, prezes Philip Morris Polska. Dodał przy tym, że Polska jest krajem o coraz większym odsetku dobrze wyedukowanych ludzi, dlatego też przestała być postrzegana jako tania siła robocza Europy.
Na rynku inwestycji znaczenie ma zarówno jakość kadr, jak i stabilne otoczenie regulacyjne. Kuterdem wskazał, że w przypadku Polski dużą rolę odgrywają instytucje broniące demokracji oraz rozpoczęty przez zespół Rafała Brzozki proces deregulacji. Kluczowym elementem jest również stabilny system podatkowy. To on, zdaniem Małgorzaty Podreckiej, wiceprezes zarządu CANPACK, pozwoli Polsce konkurować o miano silnego ośrodka centrów usług biznesowych. – Polska powinna myśleć o sobie nie tylko jako o miejscu produkcji, ale jako lokalizacji regionalnych centrów holdingowych – dodała.
Z kolei Paweł Poniedzielnik, dyrektor ds. dostaw i logistyki PepsiCo, wskazał na potrzebę dalszego wypracowywania przejrzystego prawa, dalszej cyfryzacji administracji oraz wsparcia dla projektów typu brownfield (ponowne wykorzystanie terenów lub budynków - red.). – Dużo prościej zrobić greenfield, natomiast my nie zamkniemy olbrzymich zakładów i nie przeniesiemy ich do greenfieldów – dodał.
Dwie prędkości polskiego przemysłu
Choć Polska przyciąga coraz bardziej zaawansowane projekty, dane pokazują strukturalne luki. Nasycenie robotyzacją, jak mówił Urbaniak, jest trzykrotnie niższe niż w Europie Zachodniej czy USA, a inwestycje w innowacje pozostają relatywnie niskie. Z drugiej strony globalne firmy często testują w Polsce nowe rozwiązania produkcyjne. – Polacy są bardziej otwarci na zmiany. Łatwiej wdrożyć pewne rzeczy, ludzie są bardziej podekscytowani nowymi technologiami – tłumaczył partner w McKinsey& Company. Tworzy to obraz gospodarki „dwóch prędkości”: liderów zbliżających się do światowej czołówki i tych, którzy dopiero nadrabiają zaległości.
Częściowo wynika to z historii. Przez lata niższe koszty pracy nie wymuszały automatyzacji. Dziś, przy rosnących wynagrodzeniach i presji konkurencyjnej, luka musi zostać szybko zniwelowana. – Polski przemysł i przemysł światowy przyspiesza we wdrażaniu cyfryzacji, automatyki i najnowszej technologii – powiedziała Kinga Jabłonowska-Hieronimczuk z Rockwell Automation. Wskazała, że 56 proc. firm jest już na etapie wdrażania automatyzacji i cyfryzacji, a 40 proc. robi to celowo, aby przeciwdziałać problemom kadrowym.
Czytaj więcej
Polska stoi dziś przed inwestycyjną falą wartą biliony złotych – w energetyce, infrastrukturze i przemyśle. To może być moment przełomowy dla budow...
39 proc. kompetencji pracowników do wymiany za 5 lat
Budowanie zaplecza kadrowego dla przemysłu jest dzisiaj wyzwaniem systemowym. Do 2030 r. zmianie ma ulec 39 proc. kompetencji wymaganych na rynku. Patrząc na to, że w ostatnim półroczu jedynie 44 proc. pracowników przeszło jakiekolwiek szkolenie, przekwalifikowanie się może nie być tak proste. – Nie mamy do czynienia dzisiaj z sytuacją, gdzie indywidualne jednostki bardzo chętnie podejmują aktywności i działania dotyczące właśnie rozwoju własnych kompetencji. Czekają, aż my jako liderzy przez te zmiany pracowników przeprowadzimy – mówiła Luiza Luranc-Jaworek, dyrektorka sprzedaży w ManpowerGroup.
Jednocześnie 60 proc. pracowników deklaruje chęć pozostania u obecnego pracodawcy. Zjawisko „job hugging” zastępuje wcześniejszy „job hopping”. To, jak podkreślali paneliści, moment sprawdzianu liderów, którzy powinni przeprowadzić zespoły przez proces upskillingu i reskillingu.
Małgorzata Zaniewska, krajowa menedżerka w Avery Dennison, zwróciła uwagę, że tylko 20 proc. młodych ludzi uważa, że ich kompetencje są dopasowane do potrzeb pracodawców przemysłowych. Natomiast sama praca w fabryce wciąż jest negatywnie postrzegana w społeczeństwie, co utrudnia przyciąganie talentów. – Musimy zastanowić się, jak działać, żeby przemysł znowu stał się „cool”. W latach 90. 70 proc. uczniów kończyło kierunki techniczne. W 2015 r. raptem 50 proc. młodych osób wybierało tę drogę. Teraz te wskaźniki nieco rosną, ale dalej nie jesteśmy w sytuacji, w której możemy mówić o stałym trendzie – tłumaczyła Zaniewska.
Zmieniające się megatrendy geopolityczne, technologiczne i demograficzne redefiniują decyzje lokalizacyjne globalnych firm. W tej nowej układance Polska ma mocne atuty, ale i wyraźne deficyty do nadrobienia – mówili uczestnicy AmCham Manufacturers’ Forum 2026.
Trzeba lepiej wykorzystać potencjał edukacyjny
Piotr Bartosiak, dyrektor Departamentu Kształcenia Zawodowego w Ministerstwie Edukacji Narodowej podkreślił, że Polska jest trzecim krajem w Europie pod względem liczby uczniów w kształceniu zawodowym. Obecnie jest ich około 1,2 mln osób. - Wyprzedzamy między innymi Francję i Hiszpanię pod tym względem. Jest to około 1,2 mln osób, co jednoznacznie pokazuje, że jest to potencjał równy w zasadzie temu, który daje nam szkolnictwo wyższe – tłumaczył. Dodał, że w w tym roku 52,5 proc. absolwentów szkół podstawowych wybrało ścieżkę zawodową.
Kluczowe jest jednak dopasowanie kierunków do realnych potrzeb. Stąd coroczna prognoza zapotrzebowania na zawody oraz nacisk na specjalizacje odpowiadające przemysłowi 4.0, czyli m.in. automatykę, mechatronikę czy elektromechanikę.
Pracodawcy, jak podkreślał Piotr Skaldawski, dyrektor personalny Regionu Europy Wschodniej w 3M, oczekują jednak nie tylko twardych kompetencji technicznych, ale także ciekawości świata, umiejętności uczenia się, pracy zespołowej i komunikacji. – Jak do tego dołożymy tę wiedzę produktową, fachową, będziemy mieć ludzi przygotowanych do pracy w nowoczesnym zakładzie pracy – tłumaczył.
Czytaj więcej
Transformacja systemowa lat 90. oderwała edukację zawodową od jej instytucjonalnych związków z przedsiębiorstwami. Ten patologiczny stan nadal trwa...
Dwutorowe inwestycje kluczem do sukcesu
Polska ma atuty geopolityczne, wykwalifikowany kapitał ludzki i rosnące doświadczenie w zaawansowanym przemyśle. Jednocześnie stoi przed wyzwaniami energetycznymi, demograficznymi i kompetencyjnymi. Inwestorzy oczekują stabilności regulacyjnej i partnerskiego dialogu. Biznes deklaruje gotowość do współpracy ze szkołami i administracją. Państwo zapowiada wsparcie dla projektów o wyższej wartości dodanej. Warunek powodzenia jest jeden: inwestycje w technologie muszą iść w parze z inwestycjami w ludzi. Bez tego nawet najlepsze środowisko inwestycyjne nie stanie się długoterminowym silnikiem wzrostu.