Reklama

Eksperci: Koniec mitu taniej energii. OZE to bezpieczeństwo energetyczne Polski

Czas skończyć z mitem, że odnawialne źródła energii (OZE) doprowadzą do obniżenia cen energii elektrycznej. Trzeba wyjść poza polityczny dyskurs, który polaryzuje debatę.

Publikacja: 26.01.2026 12:31

Nawet relatywnie tanie technologie lądowe OZE nie prowadzą automatycznie do niższych rachunków za pr

Nawet relatywnie tanie technologie lądowe OZE nie prowadzą automatycznie do niższych rachunków za prąd. Rozbudowa ich wymaga bowiem równoległych, kosztownych inwestycji w sieci elektroenergetyczne

Foto: Adobe Stock

Zwolennicy odnawialnych źródeł energii od lat posługują się dwoma argumentami za dalszą rozbudową energetyki wiatrowej i fotowoltaicznej: OZE mają wspierać dekarbonizację kraju oraz prowadzić do obniżenia cen energii elektrycznej dla odbiorców końcowych. Problem w tym, że po latach intensywnej zielonej narracji pierwszy argument coraz silniej polaryzuje debatę publiczną, a drugi niestety mija się z prawdą. Jednocześnie istnieje trzeci argument za rozbudową OZE, znacznie rzadziej eksponowany, który może okazać się politycznie i społecznie nośny po obu stronach sporu politycznego.

W ciągu ostatniej dekady polski system elektroenergetyczny przeszedł jedną z największych zmian w swojej historii. Z kraju, w którym niemal cała produkcja energii elektrycznej opierała się na węglu kamiennym i brunatnym, Polska stała się systemem, w którym dziś około połowa mocy zainstalowanej pochodzi z OZE.

W tym czasie do systemu dołączono około 21 GW mocy fotowoltaicznych oraz blisko 4 GW lądowych farm wiatrowych. Transformacja ta była możliwa przede wszystkim dzięki gwałtownemu spadkowi kosztów tych technologii – w szczególności paneli fotowoltaicznych – oraz rozbudowanemu systemowi wsparcia publicznego, który ograniczał ryzyko inwestycyjne poprzez mechanizmy takie jak kontrakty różnicowe.

Celem tych działań była przede wszystkim redukcja emisji CO₂ i stopniowa zmiana miksu energetycznego. Równolegle budowano narrację, zgodnie z którą energia z OZE będzie nie tylko czysta, ale i tania.

Wysokie koszty życia i niepewność gospodarcza ograniczyły gotowość do ponoszenia dodatkowych wydatków związanych z transformacją energetyczną. Dekarbonizacja stała się tematem silnie polaryzującym

Reklama
Reklama

Zmiana społecznego odbioru polityki klimatycznej

Polityka wspierania OZE w krajach Unii Europejskiej wynika bezpośrednio z uzgodnionych na poziomie wspólnotowym celów klimatycznych. W ostatnich 20 latach przyjęto sukcesyjnie dyrektywy podnoszące docelowy udział OZE w określonych horyzontach czasowych. W 2023 r. podpisana została najnowsza Dyrektywa RED III (Renewable Energy Directive) ustalająca osiągnięcie 42,5 proc. udziału OZE w końcowym zużyciu energii w 2030 r.

Przez wiele lat polityka klimatyczna cieszyła się szerokim poparciem społecznym. Jej symbolem były masowe protesty młodzieżowe spod znaku Fridays for Future. Jednak kryzysy ostatnich lat – pandemia, wojna w Ukrainie oraz gwałtowny wzrost inflacji – radykalnie zmieniły priorytety społeczne. Wysokie koszty życia i niepewność gospodarcza ograniczyły gotowość do ponoszenia dodatkowych wydatków związanych z transformacją energetyczną.

Dekarbonizacja stała się tematem silnie polaryzującym i coraz częściej wykorzystywanym jako narzędzie walki politycznej. Narracja klimatyczna, która jeszcze kilka lat temu łączyła, dziś coraz częściej dzieli. Budowanie stabilnych większości politycznych wyłącznie pod hasłem zielonej transformacji staje się coraz trudniejsze.

Dlaczego OZE nie obniżą rachunków za prąd

Drugim filarem promocji OZE jest obietnica niższych cen energii elektrycznej. Prąd ze słońca i wiatru bywa przedstawiany jako tani i bezpośrednio przekładający się na niższe rachunki odbiorców końcowych. Taka narracja jest jednak uproszczeniem, które nie oddaje pełnego obrazu kosztów systemowych.

Nie ulega wątpliwości, że wzrost udziału OZE obniża ceny energii na rynkach hurtowych. Wynika to z zerowych kosztów paliwa oraz mechanizmu ustalania cen na giełdzie energii. Problem polega na tym, że cena hurtowa stanowi jedynie część rachunku płaconego przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa.

Państwowe wsparcie OZE

Instalacje OZE charakteryzują się niskimi kosztami eksploatacyjnymi, ale bardzo wysokimi nakładami inwestycyjnymi. Opłacalność takich projektów jest silnie uzależniona od stabilności przyszłych przychodów. Wraz ze wzrostem udziału OZE w systemie pojawia się zjawisko kanibalizacji cenowej: im więcej zainstalowanej mocy z wiatru i słońca, tym niższe są ceny w godzinach ich wysokiej produkcji, które coraz częściej spadają do poziomów zerowych lub nawet ujemnych.

Reklama
Reklama

Aby ograniczyć to ryzyko, państwa stosują z reguły kontrakty różnicowe, które gwarantują inwestorom określony poziom przychodów niezależnie od sytuacji rynkowej. Kontrakty te są przyznawane drogą aukcyjną, przy czym najniższe oferty cenowe wygrywają aukcje. W Polsce koszty tego mechanizmu są przenoszone na odbiorców energii poprzez opłatę OZE widoczną na rachunkach za prąd.

Nawet relatywnie tanie technologie lądowe OZE nie prowadzą automatycznie do niższych rachunków za prąd

Tania energetyka lądowa i kosztowny offshore

Ceny kontraktów różnicowych dobrze oddają rzeczywisty koszt poszczególnych technologii. W przypadku fotowoltaiki i lądowej energetyki wiatrowej ceny te są dziś relatywnie niskie i w ostatnich aukcjach wynosiły poniżej 330 zł/MWh, czyli mniej niż średnia cena energii na rynku hurtowym w 2025 r., która wynosiła ok. 450 zł/MWh. Inaczej wygląda sytuacja morskiej energetyki wiatrowej. W aukcji offshore przeprowadzonej w grudniu 2025 r. ceny kontraktów różnicowych sięgały 492 zł/MWh, znacząco przekraczając poziomy cen rynkowych. Oznacza to, że w obecnych warunkach offshore nie obniża cen energii, lecz zwiększa ich koszt dla odbiorców, albo – mówiąc ogólnie – dla całego państwa.

Kluczową, często niedocenianą zaletą OZE jest korzystny wpływ na bezpieczeństwo energetyczne państwa. Każda jednostka energii z OZE zmniejsza zapotrzebowanie na gaz ziemny w elektroenergetyce, a tym samym ogranicza zależność Polski od importu

Ukryte koszty transformacji

Nawet relatywnie tanie technologie lądowe OZE nie prowadzą automatycznie do niższych rachunków za prąd. Rozbudowa ich wymaga bowiem równoległych, kosztownych inwestycji w sieci elektroenergetyczne, magazyny energii oraz elastyczne moce rezerwowe, przede wszystkim elektrownie gazowe.

Energia z wiatru i słońca jest produkowana wtedy, gdy pozwalają na to warunki pogodowe, a nie wtedy, gdy zapotrzebowanie jest najwyższe. Koszty zapewnienia stabilności systemu są finansowane poprzez opłaty sieciowe i opłaty mocowe, które bezpośrednio obciążają odbiorców końcowych. Uwzględniwszy wszystkie te dodatkowe elementy, trudno oczekiwać, by w dającej się przewidzieć przyszłości OZE doprowadziły do trwałego spadku rachunków za energię elektryczną.

Reklama
Reklama

OZE jako element bezpieczeństwa energetycznego

Fakt, że OZE nie obniżą rachunków za prąd, nie oznacza jednak, że inwestycje w te technologie są błędem. Ich kluczową, często niedocenianą zaletą jest wpływ na bezpieczeństwo energetyczne państwa. Każda jednostka energii wyprodukowanej z OZE zmniejsza zapotrzebowanie na gaz ziemny w elektroenergetyce, a tym samym ogranicza zależność Polski od importu tego paliwa. W sytuacjach kryzysowych oznacza to, że nasze rezerwy gazu mogą wystarczyć na dłuższy okres, dzięki mniejszemu zapotrzebowaniu na paliwo do produkcji energii elektrycznej.

W 2025 r. w Polsce wyprodukowano rekordowe 49 TWh energii elektrycznej z OZE, co stanowiło ok. 29 proc. całej wygenerowanej energii elektrycznej w kraju. Do wytworzenia tej ilości prądu z gazu w nowoczesnych elektrowniach typu CCGT (układ gazowo-parowy) Polska potrzebowałaby dodatkowo ok. 8 mld m sześc. paliwa, co zwiększyłoby krajowe zużycie gazu o prawie 40 proc. Ta ilość gazu wymagałaby aż 80 dodatkowych dostaw statkami LNG, co w ubiegłym roku oznaczałoby niemal podwojenie liczby transportów przyjmowanych w terminalu w Świnoujściu. Energia wygenerowana poprzez OZE będzie w następnych latach tylko rosła, a z tym również ilość oszczędności paliw kopalnych.

Czas na zmianę narracji

Zmiana sposobu mówienia o OZE – jako o fundamencie bezpieczeństwa energetycznego zamiast narzędzia walki klimatycznej – może stać się realną szansą na odbudowę społecznego i politycznego kompromisu. To argument mniej ideologiczny, a bardziej pragmatyczny, który może przemówić zarówno do zwolenników transformacji, jak i do jej sceptyków. Zmiana narracji może pozytywnie wpłynąć na poparcie społeczne dalszej transformacji elektroenergetycznej i ograniczyć jej obecność w najbardziej spolaryzowanej części debaty politycznej.

O autorach

Anna Jasińska, Jakub Jasiński

Anna Jasińska – eEkspert rynków energii specjalizująca się w analizach strategicznych i długofalowych prognozach cen prądu i gazu. Ukończyła studia inżynierskie energetyczne na Politechnice Warszawskiej oraz na duńskim Uniwersytecie w Aalborgu.Jakub Jasiński – ekspert rynków energii specjalizujący się w analizach opłacalności projektów energetycznych na polskim rynku i komercyjnej analizie zmian regulacyjnych. Były analityk projektów wodorowych. Ukończył studia inżynierskie oraz biznesowe na Uniwersytecie w Akwizgranie w Niemczech.


Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama