Liczba zamówień w przedsiębiorstwach przemysłowych wzrosła w grudniu 2025 r. o 7,8 proc. wobec listopada. To czwarty z rzędu wzrost, poprawiły się też nastroje w niemieckim przemyśle eksportowym, indeks oczekiwań eksportowych według instytutu IFO wzrósł w lutym do +2,6 punktu z -0,8 punktu w styczniu. Nadzieje na wzrost eksportu ożywiły motoryzację, spadku eksportu, m.in. z uwagi na chwiejną politykę celną USA, spodziewa się natomiast przemysł chemiczny.
To ogromna zmiana, jeszcze w grudniu IFO ocenił, że w 2025 r. klimat biznesowy w Niemczech był znacznie poniżej wyników z poprzednich lat, brak strukturalnych reform budził rozgoryczenie przemysłu. Drgnięcie w nastrojach opiera się dziś na realnych podstawach, bo Niemcy dokonały cichej, dalekosiężnej rewolucji swoich finansów – postanowiły poluzować swoje zasady deficytu budżetowego i finansować z tego inwestycje w infrastrukturę i uzbrojenie. Analiza Ośrodka Studiów Wschodnich wskazuje dodatkowo, że siłą napędową zmian w niemieckiej gospodarce będzie wyłączenie finansowania wydatków na obronność przekraczających 1 proc. PKB z tzw. hamulca długu. To sfinansuje modernizację Bundeswehry, obronę cywilną, wywiad oraz wsparcie dla atakowanych państw. Kraje związkowe będą mogły się zadłużać do 0,35 proc. PKB. Powołano też 12-letni pozabudżetowy fundusz 500 mld euro na inwestycje w infrastrukturę i klimat.
Jaki to ma związek z Polską?
Od wzrostu niemieckiego PKB zależy polski wzrost eksportu do tego kraju. – Niemcy grają dla polskiej gospodarki zdecydowanie większą rolę niż wynikałoby tylko z danych o eksporcie – mówi Mariusz Zielonka, główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. Do Niemiec trafia ok. 28 proc. wartości polskiego eksportu, ale nie produkty końcowe, a głównie komponenty produkcyjne – części maszyn, samochodów, elektroniki, metale. – W praktyce polskie firmy współuczestniczą w wytwarzaniu towarów, które niemieckie przedsiębiorstwa sprzedają na świecie. Nasze gospodarki funkcjonują jak jeden organizm produkcyjny, a Niemcy są nie tyle rynkiem zagranicznym, co zewnętrzną częścią polskiego przemysłu – zauważa Zielonka. Skalę powiązań gospodarczych potwierdza fakt, że Niemcy są wciąż największym inwestorem zagranicznym w Polsce, odpowiadając za jedną piątą bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Polskie firmy zaś przechodzą od handlu do inwestycji i coraz częściej zakładają w Niemczech oddziały, magazyny oraz spółki, zwłaszcza w logistyce, budownictwie, meblarstwie i usługach IT. – Silny złoty i problemy płynnościowe niemieckich firm sprawiają, że mamy obecnie „okienko pogodowe” na dokonywanie przejęć za Odrą, to kolejna „odnoga” naszej ekspansji – mówi Zielonka.
Niemcy to widzą. – W Niemczech dostrzega się fakt, że polskie przedsiębiorstwa coraz częściej dokonują przejęć na tamtejszym rynku. Zmniejsza się ta asymetria, co poprawia jakość bilateralnych relacji handlowych – mówi Leo Mausbach z AHK. Bogacąca się Polska staje się już nie tylko hubem produkcyjnym, ale coraz ważniejszym celem niemieckiego eksportu – czwartym co do wielkości rynkiem zbytu, wyprzedzamy nawet Chiny. Inwestorzy też inaczej patrzą, już nie jak na kraj taniej siły roboczej. – Są kraje w Europie Płd.-Wsch., gdzie płace są znacznie niższe. Jednak dużymi atutami Polski w oczach niemieckiego biznesu pozostają dojrzałość rodzimego przemysłu oraz bliskość geograficzna i kulturowa – mówi Mausbach i wskazuje, że Polska niesie ze sobą w oczach biznesu mniej kosztownych ryzyk.