– Uczyłem się masażu i dorabiałem jako Święty Mikołaj – opowiada o swoich początkach na emigracji Aleksander Jędrzejewski. Wcześniej przez ćwierć wieku w Grodnie pracował w Teatrze Lalek, był twarzą wielu lokalnych imprez i uroczystości. Po wielkich powyborczych protestach w 2020 r. Jędrzejewski potępił reżim i został wyrzucony z zawodu. Każdy teatr na Białorusi zamykał przed nim drzwi. Doświadczył aresztu i rewizji, a w 2023 r. wraz z rodziną musiał uciekać przed represjami do Polski. Dzisiaj w Białymstoku prowadzi szkołę teatralną dla dzieci i próbuje poukładać życie na nowo.
Przedstawia swoją małżonkę, artystkę i performerkę Jekaterinę Jewdokimową, która tego wieczora w Belwederze zorganizowała wystawę poświęconą więźniom politycznym oraz wypchniętym ze swojego kraju Białorusinom. Jeden z eksponatów pokazuje metalowe rury kanalizacyjne, poprzez które więźniowie w kazamatach Łukaszenki komunikują się ze sobą. Inny – odbicie człowieka w zakratowanej szybie.
Wczoraj w białoruskim więzieniu, dzisiaj w Belwederze. Kogo zaprosił prezydent Karol Nawrocki na świąteczno-noworoczne spotkanie?
We wtorek wieczorem w Pałacu Belwederskim nie brakowało Białorusinów, którzy jeszcze miesiąc temu komunikowali się ze sobą w więzieniach za pomocą rur kanalizacyjnych i łapali powietrze przez niewielkie, zakratowane okienko w zimnej celi.
– Jak przeżyłem? Starałem się myśleć wyłącznie o rzeczach dobrych, bo tych złych wokół miałem pod dostatkiem. Byłem odcięty od świata, zakazano mi korespondowania nawet z bliskimi – mówi szczupły, krótko ostrzyżony mężczyzna, który niegdyś był jedną z kluczowych postaci opozycji demokratycznej w czasie sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborów w 2020 r.