Wartość depozytów bieżących gospodarstw domowych stopniała w I połowie roku o ponad 80 mld zł. Duża część tej kwoty trafiła na lokaty terminowe, na których w połowie roku znajdowało się o 55 mld zł więcej niż na koniec 2021 r. Ta zmiana w strukturze aktywów gospodarstw domowych świadczy o ich rosnącej skłonności do oszczędzania. To zaś jeden z antyinflacyjnych skutków zacieśniania polityki pieniężnej. Ten mechanizm działa dziś słabo, bo oprocentowanie depozytów w bankach nie dotrzymuje kroku stopom procentowym NBP, o inflacji nawet nie mówiąc.

Z tego powodu prezes PiS na początku lipca groził bankom, że jeśli nie podniosą oprocentowania lokat, to zostaną obłożone dodatkowym podatkiem. Nieco wcześniej premier Mateusz Morawiecki zadeklarował, że zwiększenie oprocentowania depozytów to kluczowy cel gospodarczy rządu. Wkrótce potem Ministerstwo Finansów poprawiło swoją ofertę obligacji detalicznych, aby zachęcić banki do uatrakcyjnienia ich oferty produktów oszczędnościowych. Popyt na obligacje po tym eksplodował. Problem w tym, że akurat zakupy tych papierów całkowitego poziomu oszczędności w gospodarce nie zmieniają, jeśli rząd wpływy z ich sprzedaży wydaje.

Wzmocnienie RPP

Pod koniec czerwca rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek zwrócił uwagę na to, że rząd ma do dyspozycji jeszcze jeden instrument, którym mógłby doprowadzić do wzrostu oprocentowania lokat i innych produktów oszczędnościowych. To podatek od zysków kapitałowych, znany powszechnie jako podatek Belki, który obniża stopę zwrotu z aktywów finansowych o 19 proc. Mniej więcej w tym samym czasie z propozycją czasowego zawieszenia tego podatku od niektórych produktów oszczędnościowych wystąpiła Polska 2050. – Teraz podwyżki stóp procentowych działają głównie poprzez koszty obsługi kredytów. Ich wpływ na oprocentowanie depozytów jest ograniczony przez to, że banki są nadpłynne, nie muszą konkurować o depozyty. Zawieszenie podatku od zysków kapitałowych podwyższyłoby oprocentowanie lokat, ściągając z rynku nadmiar pieniądza. To byłaby walka z inflacją u jej źródeł w odróżnieniu od działań osłonowych, na których koncentruje się rząd – tłumaczy „Rz” prof. Paweł Wojciechowski, szef Rady Gospodarczej Polski 2050.

Projekt opozycji nie wywołał entuzjazmu w rządzie. Rzecznik rządu Piotr Müller, zapytany na początku lipca, czy podatek od zysków kapitałowych zostanie zawieszony, powiedział, że „w tej chwili takiej decyzji nie ma”. Przypomniał, że dotkliwość inflacji dla gospodarstw domowych rząd próbuje zmniejszać inaczej, m.in. obniżając podstawową stawkę podatku dochodowego (z 17 do 12 proc.) oraz wprowadzając tzw. tarczę antyinflacyjną (czasowe obniżki podatków pośrednich od najważniejszych produktów). Te działania obniżają jednak inflację tylko przejściowo.

Jak wynika z naszej sondy wśród 26 ekonomistów, uczestników panelu eksperckiego „Parkietu” i „Rzeczpospolitej”, propozycja zniesienia lub czasowego zawieszenia podatku od zysków kapitałowych także nie jest pozbawiona wad. Zgodziło się z nią (w tym zdecydowanie) 12 ankietowanych (46 proc.) ekspertów, ale niewiele mniej – dziesięcioro (39 proc.) – jest krytyczna.

– Likwidacja podatku od zysków kapitałowych w tej części, w której dotyczy on odsetek od depozytów, powinna wzmocnić mechanizm transmisji podwyżek stóp procentowych NBP do realnej gospodarki – przyznaje dr hab. Andrzej Rzońca, profesor w Szkole Głównej Handlowej i były członek Rady Polityki Pieniężnej. Nawet czasowe i wybiórcze zniesienie podatku Belki wiązałoby się z pewnymi kosztami dla budżetu, ale nie byłyby one duże w zestawieniu z innymi działaniami polityki antyinflacyjnej rządu. W 2021 r. podatek od zysków kapitałowych przyniósł bowiem rządowi około 4,1 mld zł, czyli około 1 proc. całkowitych wpływów podatkowych. Tymczasem, jak szacuje Narodowy Bank Polski, tzw. tarcza antyinflacyjna, jeśli zostanie utrzymana do końca br., będzie kosztowała rząd 39 mld zł.

Więcej na wydatki

Dlaczego więc pomysł Polski 2050 nie spotkał się z bardziej powszechną aprobatą ekonomistów? Sceptycyzm części z nich wynika z tego, że ten instrument walki z inflacją jest mało precyzyjny.

Jak zauważa dr Wojciech Paczos, wykładowca na Uniwersytecie w Cardiff, założyciel grupy eksperckiej „Dobrobyt na pokolenia”, część gospodarstw domowych, które zyskałyby na zmniejszeniu tego obciążenia podatkowego, przeznaczyłaby dodatkowe wpływy właśnie na konsumpcję, a nie na oszczędności. Prof. Wojciech Charemza z Akademii Finansów i Biznesu Vistula dodaje, że ten efekt byłby szczególnie silny, gdyby podatek został zawieszony tylko czasowo. Jednocześnie, jak zauważył dr Paweł Doligalski, wykładowca na Uniwersytecie w Bristolu, część inwestorów mogłaby wykorzystać czasowe zniesienie podatku do optymalizacji swoich zobowiązań. Mogliby sprzedać aktywa, z których osiągnęli dodatnią stopę zwrotu, aby zrealizować zysk, a następnie te same aktywa odkupić.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Za minus takiej reformy ekonomiści uważają też to, że w największym stopniu wsparłaby najbardziej majętne gospodarstwa domowe, które osiągają największe zyski kapitałowe. W ten sposób rząd uszczupliłby swoje wpływy podatkowe, przyczyniając się do zwiększenia nierówności majątkowych. – Nie jest łatwo porównać zalety i wady tego rozwiązania bez pogłębionej analizy. Warto o nim jednak pamiętać, gdyby inflacja miała się wciąż rozpędzać – konkluduje Doligalski.