Wnioski z pierwszej części dochodzenia prowadzonego przez zespół pod przewodnictwem kanadyjskiego prawnika przedstawione podczas konferencji w Lozannie są szokujące. Fakty przytaczane przez McLarena świadczą wprost o korupcji podczas turnieju olimpijskiego pięć lat temu, o manipulowaniu wynikami i zastraszaniu sędziów, które było tam na porządku dziennym.

Richard McLaren jest w swojej działalności bardzo skuteczny, więc na pierwszej części raportu się nie skończy, w przyszłym roku będą jeszcze druga i trzecia, a z szafy wypadną kolejne trupy. Warto pamiętać, że raport profesora sprzed kilku lat dotyczący centralnie sterowanego dopingu w Rosji wywołał lawinę, która poskutkowała wykluczeniem tego kraju z ruchu olimpijskiego.

Czytaj więcej

Ołeksandr Usyk
Kozacka dusza Ołeksandra Usyka

Nie brakuje już głosów, że wyniki dochodzenia w sprawie korupcji w boksie podczas igrzysk w Rio mogą mieć równie poważne skutki i przyczynią się do usunięcia boksu z programu igrzysk w Paryżu (2024).

Środkowy palec Conlana

W Rio tak naprawdę burzę wywołały werdykty dwóch pojedynków: Irlandczyka Michaela Conlana z Rosjaninem Władimirem Nikitinem oraz Kazacha Wasilija Lewita z Rosjaninem Jewgienijem Tiszczenką. Conlan, aktualny wówczas mistrz świata, walczył z Nikitinem w ćwierćfinale kategorii koguciej o swój drugi olimpijski medal. Pierwszy zdobył w Londynie cztery lata wcześniej. Był faworytem, kandydatem do mistrzowskiego tytułu. O ostatecznym wyniku jego walki z Nikitinem decydowała trzecia runda, po dwóch pierwszych był remis.

Komentowałem ten turniej, byłem w Rio, widziałem obie walki, które przyniosły skandaliczne werdykty i uruchomiły lawinę krytyki. Nie mam wątpliwości, że wskazano niewłaściwych zwycięzców. Irlandczyk w trzecim starciu był wyraźnie lepszy od Nikitina, niestety, punktujący ten pojedynek sędziowie z Brazylii, Sri Lanki i Polski widzieli inaczej.

Po ogłoszeniu werdyktu Conlan pokazał sędziom i działaczom Międzynarodowej Federacji Bokserskiej (AIBA) środkowy palec. Nie gryzł się też w język. – Okradliście mnie z marzeń, moja noga już nigdy nie stanie na olimpijskim ringu. Boks olimpijski jest martwy, a wy jesteście złodziejami – krzyczał wzburzony do sędziów i działaczy.

Czytaj więcej

Yordenis Ugas sześciokrotnie uciekał z Kuby, by osiągnąć taki sukces jak to zwycięstwo w Las Vegas
Yordenis Ugas pokonał Manny'ego Pacquiao. Przeżyć taki dzień

Kilka godzin po walce Irlandczyk poszedł jeszcze dalej i wskazał, kogo obwinia za niesprawiedliwy werdykt. „Hey, Vlad, ile musiałeś im zapłacić?" – napisał na Twitterze, oznaczając oficjalne konto Władimira Putina.

Witalij Lewit, choć wygrał jeszcze wyraźniej niż Conlan, a mimo to został oszukany, starał się być elegancki. Komentatorzy przecierali jednak z niedowierzaniem oczy, a publiczność wygwizdała zupełnie niezrozumiały werdykt przyznający zwycięstwo kompletnie zaskoczonemu Tiszczence. Lanie, jakie dostał od Kazacha, szczególnie w trzeciej rundzie, widzieli wszyscy oprócz sędziów.

Co więcej, cały ten szwindel rozgrywał się na oczach Thomasa Bacha, prezydenta Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl), który tego dnia oglądał bokserskie walki w towarzystwie ówczesnego szefa AIBA, Tajwańczyka Ching Kuo Wu, oraz sekretarza generalnego tej organizacji, Francuza Karima Bouzidiego.

Początkowo, jeszcze w czasie trwania igrzysk, próbowano zamieść problem pod dywan, ale mleko już się rozlało. Trzy dni przed zakończeniem turnieju olimpijskiego, gdy coraz głośniej protestowano przeciwko tym werdyktom, najwyżej notowani sędziowie, tzw. pięciogwiazdkowi, zatrudnieni na bardzo dobrych kontraktach przez AIBA, zostali nagle odsunięci od pracy, a Bouzidi wraz z nimi, co tylko dolało oliwy do ognia i sprowokowało do zadawania niewygodnych pytań. Po igrzyskach podziękowano za dalszą współpracę wszystkim, którzy sędziowali w Rio.

Układy i znajomości

Dziś już wiemy, co potwierdza raport McLarena, że sędziów punktowych wybierano tak, by zapewnić możliwość manipulowania wynikami. Sędziowie zaś decydowali się na to dobrowolnie albo byli zastraszani i szantażowani.

O przebiegu turnieju decydowały układy i znajomości. Na specjalne traktowanie mogli liczyć nie tylko Francuzi ze względu na wysoką pozycję Karima Bouzidiego w strukturach AIBA, ale również pięściarze Uzbekistanu, których wspierał Gafur Rachimow, wówczas wiceprezydent AIBA, a wkrótce jej krótkotrwały szef, którego cichym doradcą został nie kto inny jak Bouzidi.

Pierwszy o roli Francuza napisał kilka lat temu dziennik „Le Monde". Przypomniał, że Bouzidi, który tworzył podwaliny pod jeden z najbardziej udanych projektów AIBA, jakim były rozgrywki World Series of Boxing (WSB), wiedział, jak zadbać o swoich i o tych, którzy, jak Rachimow, byli po jego stronie.

Ale prawdą jest też, że moim zdaniem żaden z reprezentantów Francji nie był zamieszany w oczywisty skandal, podobnie było w przypadku Uzbeków (siedem medali, w tym trzy złote), znakomitych pięściarzy, którzy w Rio wygrali klasyfikację medalową, a złoty medalista kategorii papierowej Hasanboj Dusmatow otrzymał Puchar Vala Barkera dla najlepszego boksera igrzysk.

Francuzi (sześć medali, w tym dwa złote, i trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej) i Uzbecy wygrywali wyrównane walki, tak jak miał sugerować sędziom Bouzidi, nikt jednak nie ciągnął ich za uszy, tak jak dwóch wspomnianych Rosjan, Tiszczenkę i Nikitina.

Komisja śledcza AIBA nie znalazła twardych dowodów w sprawie kontrowersyjnych werdyktów i wpływu na nie Bouzidiego (Rachimowem nikt się nie zajął). Nie zmienia to faktu, że Francuzi dzięki jego działaniom mogli się czuć bezpiecznie na olimpijskim ringu, co wyraźnie podkreślił „Le Monde".

Kiedyś z takiej ochrony korzystali też polscy pięściarze, ale to stare dzieje.

Na początku był Seul

Olimpijski boks jedną wielką burzę już przeżył. Turniej na igrzyskach w Seulu (1988) zawsze będzie wskazywany jako ten, na którym dopuszczono się największej korupcji i skandalicznych zachowań. A krzywda, jaką wyrządzono Amerykaninowi Royowi Jonesowi Jr., nie może się równać z żadną inną.

W finale kategorii lekkośredniej (71 kg) Jones zmierzył się z Park Si Hunem i dał mu lekcję boksu, a werdykt przyznający zwycięstwo i złoty olimpijski medal Koreańczykowi był najbardziej znaczącym wyrazem sędziowskiej nieuczciwości. Trzech sędziów wypunktowało wygraną zawstydzonego tym Park Si Huna.

Werdyktu nigdy nie zmieniono, choć były dowody, że nieuczciwi sędziowie zostali skorumpowani. A szczytem hipokryzji ówczesnych władz AIBA był fakt, że Amerykanina uznano za najlepszego pięściarza turnieju, przyznając mu Puchar Barkera.

MKOl też się nie popisał i choć minęło już tyle lat, nic nie zrobił w tej sprawie. Po prostu milcząco usankcjonował wielki przekręt.

Nieuczciwe, wołające o pomstę do nieba werdykty w Seulu to jedno, a towarzyszące im skandale to drugie. Największym był chyba atak w ringu na sędziego z Nowej Zelandii Keitha Walkera. Ówczesny prezydent AIBA, Pakistańczyk Anwar Chowdry (też niezbyt chwalebna postać), twierdził, że rozważał anulowanie turnieju. Zmienił decyzję dopiero po rozmowach z szefem MKOl Juanem Antonio Samaranchem i Park Seh Jikiem, przewodniczącym komitetu organizacyjnego igrzysk, który zagwarantował bezpieczeństwo na bokserskiej arenie. Kiedy trwały te rozmowy, Walkera w Seulu już nie było. Pobity i skopany w ringu przez pięciu koreańskich oficjeli, którzy nie mogli się pogodzić z jego decyzjami niekorzystnymi dla walczącego rodaka, prosto z hotelu udał się na lotnisko i odleciał do Nowej Zelandii.

Chowdry obiecywał dożywotnie dyskwalifikacje za to, co się wydarzyło, ale skończyło się na słowach. Co gorsza, takich gorszących sytuacji, podobnie jak haniebnych werdyktów, było więcej. Nic więc dziwnego, że po igrzyskach w Seulu olimpijska przyszłość boksu stanęła pod znakiem zapytania.

Diabelskie maszynki

Uratowała ją obietnica reform i maszynki do liczenia ciosów, prawdziwy technologiczny dziwoląg, który na prawie trzy dekady położył się cieniem na tej dyscyplinie. Nie chce się wierzyć, ale bokser mógł przegrać walkę, choć wszyscy sędziowie punktowali jego zwycięstwo. Jak to możliwe?

Ano tak, że aby cios został zaliczony i wprowadzony do pamięci centralnego komputera, minimum trzech z pięciu sędziów musiało wcisnąć w ciągu sekundy ten sam przycisk. Jeśli ktoś się spóźnił, cios był zapisany jedynie w pamięci komputera przypisanego do tego sędziego. Dochodziło więc do takich sytuacji jak ta, gdy dwukrotny mistrz świata Amerykanin Eric Griffin odpadał z mistrzowskiego turnieju, choć u wszystkich sędziów był zwycięzcą.

Doświadczył tego na własnej skórze również Bułgar Serafim Todorow, trzykrotny mistrz świata i Europy, gdy w 1996 roku podczas ME w Vejle przegrał z reprezentującym Rosję Gruzinem Ramazim Palianim, choć czterech z pięciu sędziów wypunktowało jego zwycięstwo. Jedynie w pamięci centralnego komputera wygrał Paliani, a zrozpaczony Todorow zamknął się na pół godziny z toalecie, co opóźniło dekorację medalami.

Ale maszynki do liczenia ciosów to był dobry biznes, najwięcej mógłby o tym powiedzieć długoletni prezydent AIBA Anwar Chowdry, jeden z beneficjentów tej przedziwnej technologicznej rewolucji.

Nowe władze, nowe plany

Raport McLarena jest bezlitosny dla olimpijskiego boksu, a to dopiero początek. Kanadyjczyk zapowiada, że kolejne części ujawnią zdecydowanie więcej nazwisk i szczegółów o ustawionych walkach. Wątpliwości budzą m.in. wygrane Francuza Tony'ego Yoki, złotego medalisty z Rio w kategorii superciężkiej, w półfinale z Chorwatem Filipem Hrgoviciem i w finale z Anglikiem Joe Joyce'em. Są też uzasadnione podejrzenia o próby korupcyjne i łapówki idące w setki tysięcy dolarów, śledztwo ma także wyjaśnić, czy doszło do korupcji w kierownictwie AIBA.

Pierwsza część raportu zaostrzyła apetyt na kolejne odcinki. Ich smak może być jednak wyjątkowo gorzki, co już zapowiada McLaren, a znając dociekliwość profesora i jego zespołu, nie jest to jedynie czysty PR.

Pytanie, co na to nowe władze AIBA. Prezydent Rosjanin Umar Kremlow już zapowiedział daleko idące zmiany, ukaranie winnych i wygaszenie konfliktu z MKOl.

„Z 239 walk, jakie stoczono na igrzyskach w Rio, zaledwie kilka nie zostało ocenionych przez sędziów prawidłowo. Dalsze reformy są jednak potrzebne, a dopóki trwa śledztwo, to żaden z 36 arbitrów nie może punktować pojedynków w zawodach pod egidą AIBA" – przeczytaliśmy w oświadczeniu.

Turniej olimpijski w Tokio, podobnie jak kwalifikacje do igrzysk, zorganizowano jednak bez udziału AIBA, podobnie ma być za trzy lata w Paryżu, choć Kremlow wierzy, że problem można rozwiązać. Na razie jednak MKOl nie wyciąga ręki do pojednania, tylko oskarża i stwierdza, że nie jest zadowolony, ponieważ otrzymał skargi dotyczące sędziowania podczas najważniejszych tegorocznych imprez organizowanych przez AIBA: mistrzostw Azji w Dubaju i Młodzieżowych Mistrzostw Świata w Kielcach.

Jak na razie nie wiadomo więc, czy boks pozostanie w programie olimpijskim na kolejnych igrzyskach w Paryżu. Znaków zapytania jest bowiem coraz więcej.