Sektor ochrony to wciąż ogromny biznes, który daje pracę ćwierć milionowej armii ludzi. Ważny dla gospodarki, bo poprawia publiczne bezpieczeństwo i zagospodarowuje w kraju kadry o specjalistycznych, ale też nie najwyższych kwalifikacjach. W ostatnich latach wartość usług oferowanych przez 2,5 tys. spółek rosła – przed pandemią szacowano ją na ponad 11 mld zł rocznie.

To jednak, jak się wydaje, już koniec względnego miru w usługach związanych z bezpieczeństwem.

Czytaj więcej

Covidowa gorączka trzęsie ochroną. Technika zastąpi ludzi?

– W ostatnich latach ochroną regularnie targały turbulencje związane przede wszystkim z arbitralnie regulowanymi kwestiami płacy minimalnej czy stawek godzinowych, ale firmy były w stanie poradzić sobie z przeciwnościami. Teraz jest z tym kłopot, bo skumulowały się niekorzystne czynniki, a do tego słabnie gospodarka i klienci firm ochrony częściej odrzucają propozycje waloryzacji stawek – mówi Krzysztof Bartuszek, prezes Securitasu, jednej z większych firm ochrony w kraju.

– W ostatnich pięciu–sześciu latach to największy „waloryzacyjny" kryzys, jaki pamiętam – dodaje Bartuszek.

Inni prezesi firm ochrony, w tym Tomasz Wojak, szef największej w kraju spółki Seris Konsalnet i prezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Ochrona, twierdzą, że przy obecnych minimalnych marżach w biznesie nie mają się dokąd cofnąć i jedynym wyjściem pozostaje przepychanie wyższych stawek za usługi.

Będzie drożej

– To dlatego też w 2022 r. klienci firm ochroniarskich zapłacą za bezpieczeństwo zdecydowanie więcej – prognozuje Grzegorz Dzik, prezes największej w branży giełdowej Grupy Impel. Jego zdaniem, aby tylko urealnić stawki, trzeba będzie przekonać kontrahentów do podniesienia ich w kontraktach o minimum 16–20 proc.

Jednym z ważniejszych czynników, które mają wpływ na podniesienie cen w branży, jest wzrost minimalnego wynagrodzenia.

Czytaj więcej

Cywilna ochrona rejteruje z koszar

– Płaca minimalna w ciągu pięciu lat wzrosła o 70 proc. W 2018 r. wynosiła 1750 zł miesięcznie. Od nowego roku – już ponad 3000 zł. Sytuacja ta ma bezpośredni wpływ na wzrost kosztów usług w branży ochrony – przypomina Tomasz Wojak. Rośnie również minimalna stawka godzinowa stosowana w umowach cywilnoprawnych. W 2022 r. wyniesie ona 19,70 zł (o 1,40 zł więcej w stosunku do 2021 r.).

Podwyżka minimalnej płacy to niejedyny czynnik, który wpłynie na podwyżkę cen usług w przyszłym roku. Niska stopa bezrobocia (5,9 proc.) w kraju skomplikowała plany wielu zarządom spółek security, bo powoduje wielkie problemy ze znalezieniem ludzi do obsadzenia podstawowych stanowisk w ochronie fizycznej na portierniach czy stróżówkach.

Grzegorz Dzik mówi wprost, że sytuacja jest „dramatyczna".

Brakuje pracowników

Już teraz w branży ochrony brakuje chętnych do pracy za minimalne wynagrodzenie. Można również zauważyć odpływ pracowników do tych sektorów, w których wynagrodzenia są wyższe, a takie oferty można znaleźć w branży np. handlowej i logistycznej.

– Najwyższa od dekady inflacja (obecnie ponad 7 proc.) powoduje większą niż wcześniej presję pracowników na podwyżki wynagrodzeń. Jednocześnie w górę poszły ceny paliwa (o 19 proc. w 2021 r.), mundurów, materiałów biurowych oraz energii elektrycznej (o 8 proc. w 2021 r.) – wylicza Tomasz Wojak.

Czytaj więcej

Covid-19 ostro zweryfikował ochronę

– Wszystkie te czynniki, zarówno rosnące płace, jak i wyższe koszty związane z prowadzeniem biznesu, muszą wpłynąć na wzrost cen usług, bo nie jesteśmy w stanie przy obecnych niskich marżach wszystkich obciążeń wziąć na siebie – przekonuje szef PZPO.

Jednak to nie tylko rosnące regularnie koszty pracy i presja płacowa, lecz pandemia Covid-19 i ubiegłoroczne lock downy najgłębiej przeorały w ostatnich latach branżę usług związanych z bezpieczeństwem.

Słabsi wypadają z gry

Zamykanie restauracji, hoteli i sklepów pogrążyło już wiele lokalnych firm. Beniamin Krasicki, prezes Polskiego Holdingu Ochrony – grupy, która osiąga roczne przychody przekraczające 100 mln zł rocznie – potwierdza, że dla jego spółki osłabienie i kryzys w branży to okazja do akwizycji i przejęć. – PHO kupił i zintegrował w ostatnim okresie kilkanaście mniejszych spółek z przychodami 0,5–1 mln zł rocznie. Przejmowaliśmy słabnące firmy po bardzo okazyjnych cenach – przyznaje.

Jednak w statystykach i szacunkach analityków sektora security w czołówce branży z Solidem, Seris-Konsalnet i Impelem na podium – na razie większych przetasowań nie widać.

Czytaj więcej

Branża ochroniarska żegna strażników. Ile firm zniknie?

Prezes Wojak (jego firma to obecnie krajowy lider usług security z miliardem zł rocznych przychodów) twierdzi, że stabilny obraz branży to tylko złudzenie, bo skutki covidowego kryzysu są coraz bardziej widoczne. Menedżer potwierdza, że pandemia uderzyła najbardziej w małe i średnie firmy, niektóre właśnie znikają z rynku, bo nie wytrzymały spadku zamówień od przyciśniętych kryzysem klientów.

– Covidowy kryzys gruntownie zweryfikował w firmach jakość zarządzania. Wyraźnie widać, że nie wszyscy podołali zadaniu. Na niestabilnym rynku najbardziej zyskują spółki lepiej przygotowane do świadczenia kompleksowych usług i oczywiście gotowe do wprowadzania niezbędnych zabezpieczeń technicznych i elektronicznych, które w systemie bezpieczeństwa są w stanie zastąpić coraz droższych pracowników.

Grzegorz Dzik Prezes Grupy Impel

Czarne chmury nad zatrudniającą setki tysięcy pracowników branżą ochrony pojawiły się nie bez powodu. Wzrost minimalnego wynagrodzenia, najwyższa od lat inflacja, coraz poważniejsze problemy z rekrutacją tylko wzmogły ostrą presję płacową. Wzmożony nacisk na podnoszenie płac, zwłaszcza przy obecnej inflacji, jest zrozumiały. Ale nowa rzeczywistość stymulowana ostatnio także przez Polski Ład zderzyła się z zupełnym nieprzygotowaniem w państwie mechanizmów, które umożliwiają w takiej sytuacji uzasadnioną waloryzację umów, i podnoszenie cen. W segmencie usług oceniam, że potrzeba wzrostu stawek jest na poziomie 16–20 proc. Widzimy, że takie mechanizmy urealniania cen funkcjonują w przemyśle i wielu branżach. Ważny sektor usług security pozostaje niedowartościowany. A przecież musimy występować, gdy to konieczne, do klientów w sprawie podniesienia cen i stawek, i mieć taką możliwość zagwarantowaną w przepisach. W dzisiejszej trudnej sytuacji brak racjonalnych rozwiązań w tej kwestii zmusza słabsze spółki, które nie są w stanie porozumieć się z kontrahentami w sprawie nowych cen, do ucieczki w szarą strefę. A to będzie dla całej branży bardzo niebezpieczne.