fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Czy eutanazja uleczy systemy emerytalne?

Rzeczpospolita, Miroslaw Owczarek Miroslaw Owczarek
Kiedy odwiedzaliśmy w Holandii domy spokojnej starości i rozmawialiśmy z ich pensjonariuszami, wielu z nich mówiło wprost, że boją się zwracać do holenderskich lekarzy w obawie, że zostaną bez swej wiedzy i woli zabici – piszą publicyści
Według oficjalnych danych liczba eutanazji przeprowadzanych w Holandii systematycznie spada – o ile w 2000 r. stanowiły one 4 proc. wszystkich zgonów, o tyle pięć lat później już tylko 2 proc. Problem polega jednak na tym, że w tym samym czasie wzrosła gwałtownie liczba tzw. sedacji terminalnych.
Trzy lata temu, kiedy kręciliśmy film dokumentalny o tym procederze, opowiadał nam o tego rodzaju praktykach dr Pieter Admiraal zwany ojcem chrzestnym eutanazji w Holandii. Sam przyznawał, że oficjalne dane dotyczące eutanazji są znacznie zaniżone, gdyż wielu lekarzy stosuje tzw. sedację terminalną. Polega to na tym, że pacjentowi podaje się podwyższone dawki morfiny, a następnie przestaje się go karmić i poić. Po kilku dniach chory umiera z głodu lub odwodnienia, ale ponieważ jest odurzony narkotykami, nie wie, że umiera, i nie jest w stanie zareagować. Doktor Admiraal wyjaśnił nam, że większość lekarzy wybiera ten sposób uśmiercania pacjentów, gdyż nie muszą dopełniać wielu biurokratycznych formalności wymaganych w przypadku oficjalnie zgłoszonej eutanazji. Proceder pozbawiania ludzi życia przez lekarzy nasila się więc, choć w statystykach słabnie.

Wykładnia...

Na tym przykładzie widać, jak oficjalna wykładnia holenderskiego prawa eutanazyjnego rozmija się z rzeczywistością. Na łamach "Rzeczpospolitej" 13 marca w tekście "Mity o holenderskiej eutanazji" ambasador tego kraju w Polsce Marnix Krop pisał: "Przepisy holenderskiego prawa chronią pacjentów. Nie dopuszczają możliwości podejmowania decyzji o wykonaniu eutanazji przez lekarza za plecami pacjenta. Ani rodzina, ani ubezpieczyciel, ani nikt inny poza samym pacjentem nie może wnioskować o eutanazję". Dyplomata podkreślał: "Podstawowym kryterium jest wielokrotna, wyraźna i świadoma prośba chorego o skrócenie jego cierpienia wypowiedziana z własnej woli. (…) Krótko mówiąc, jeśli pacjent nie chce, to nikt go nie zmusi do przerwania swego życia". Powyższe stwierdzenia to czysta teoria, praktyka bowiem jest zupełnie inna. Drogi obowiązujących przepisów i realnej rzeczywistości rozeszły się w Holandii już dawno. Gdyby trzymać się bezwzględnie litery prawa (na co powołuje się pan ambasador), to do kwietnia 2001 r. w Holandii nie powinno być w ogóle eutanazji, a gdyby takie przypadki miały miejsce, to powinny być karane.

...i rzeczywistość

Tymczasem od 1973 r., kiedy to lekarka Gertruda Postma uśmierciła swoją matkę i została za to symbolicznie ukarana – eutanazja stała się powszechną praktyką, a wymiar sprawiedliwości odstąpił od wymierzania za nią kary. Pierwszy raport holenderskiego resortu zdrowia na ten temat został sporządzony już w 1990 r. i wykazał liczbę 25 tys. 306 przypadków eutanazji – w czasie gdy oficjalnie była ona bezprawna. Mało tego – aż 14 tys. 691 przypadków stanowiła tzw. kryptanazja, czyli eutanazja niedobrowolna, dokonana bez wiedzy i zgody pacjenta. Stanowiło to 11,4 proc. wszystkich zgonów w Holandii. Podkreślmy jeszcze raz, że są to oficjalne dane rządowe. Na temat eutanazji przeprowadziliśmy w Holandii wiele rozmów. Wspomniany dr Pieter Admiraal z dumą przyznał się nam, że pierwszych zabiegów eutanazji dokonał już pod koniec lat 60., a niejednokrotnie zdarzało mu się skracać życie pacjentom bez prośby z ich strony. Henk Reitsma z Nimmwegen opowiedział nam historię swojego dziadka, który trafił do szpitala w początkowym stadium raka, a po tygodniu już nie żył. Personel wyjaśnił, że chory domagał się eutanazji. W jaki sposób? Jako prośbę o eutanazję potraktowano słowa chorego do pielęgniarki: "Proszę mi pomóc". Podobna historia przydarzyła się panu Jadoulowi spod Maastricht, który przytrzymywał własną żonę, gdy lekarz pierwszego kontaktu wstrzykiwał jej śmiertelny zastrzyk. Mąż był przekonany, że jego małżonka otrzymała zastrzyk wzmacniający, dlatego później nie mógł sobie wybaczyć, że asystował przy jej uśmierceniu.

Niemowlęta nie mogą prosić o śmierć

Tego typu opowieści można mnożyć. Najwięcej ma ich do opowiedzenia dr Ryszard Fenigsen, który w 1968 r. wyemigrował z Polski i przez 19 lat pracował jako kardiochirurg w Holandii. Wiele przypadków kryptanazji udokumentował w swej książce "Eutanazja. Śmierć na życzenie?", o której Leszek Kołakowski napisał, że jest najlepszą pracą, jaka powstała na ten temat. Pytaliśmy dr. Fenigsena, czy kryptanazja jest wypaczeniem ideałów eutanazji czy też ich logiczną konsekwencją. Jego odpowiedź daje wiele do myślenia: "Ważna przyczyna, która sprawia, że dobrowolnej eutanazji musi towarzyszyć eutanazja niedobrowolna, leży w samej logice eutanazji. Kto wierzy i głosi, że pozbawienie człowieka życia, aby uwolnić go od cierpień, jest dobrodziejstwem, nie ma prawa pozbawić niektórych cierpiących tego dobrodziejstwa tylko dlatego, że nie są w stanie sami o to poprosić". Taki właśnie punkt widzenia zaprezentował w rozmowie z nami dr Rob Jonquiere, przewodniczący Holenderskiej Fundacji na rzecz Eutanazji (NVVE). Według niego ustawa, która mówi, że eutanazja powinna być dobrowolna, świadoma, a jej pragnienie powinno być wielokrotnie powtarzane, to dyskryminacja osób upośledzonych umysłowo oraz chorych niemowląt, gdyż nie mogą one same poprosić o eutanazję. Jego zdaniem oczywiście należy to zrobić za nich.

Przybywa emerytów

Ambasador Marnix Krop pisał: "Powtarzane w Polsce stwierdzenia, że z Holandii uciekają starsi ludzie, ponieważ boją się eutanazji, są nieprawdziwe. Owszem, wielu Holendrów emeryturę spędza poza granicami swej ojczyzny, ale powodem tego jest bardziej przyjazny klimat panujący w innych rejonach Europy". Nie wiemy, czy w Niemczech, tuż przy granicy z Holandią, jest rzeczywiście bardziej przyjazny klimat niż w samej Holandii, wiemy natomiast, że korzysta się tam z usług niemieckiej, a nie holenderskiej służby zdrowia. Kiedy odwiedzaliśmy domy spokojnej starości i rozmawialiśmy z ich pensjonariuszami, wielu z nich mówiło wprost, że boją się zwracać do holenderskich lekarzy w obawie, że zostaną bez swej wiedzy i woli zabici. Musimy przyznać, że największe wrażenie zrobiło na nas stwierdzenie dr. Admiraala, że eutanazja stanowi świetny sposób na rozładowanie problemów ludnościowych, zwłaszcza nadmiaru osób w podeszłym wieku w społeczeństwach wysoko rozwiniętych. Być może tu właśnie, a nie w litości czy współczuciu, leży prawdziwe źródło eutanazyjnej ofensywy. W końcu proceder ten najmocniej rozwija się w krajach, których systemy emerytalne trzeszczą w szwach. Emerytów przybywa, średnia długość życia rośnie, a wydatki ubezpieczalni na opiekę nad starym człowiekiem w ostatnim półroczu jego życia są równe sumie wszystkich wcześniejszych wydatków na niego. W końcu, jak mówi amerykański lekarz dr Richard Thorne: "Taniej jest zabić kogoś, niż opiekować się nim". Autorzy tekstu są twórcami filmu dokumentalnego o eutanazji w Holandii "Śmierć na życzenie?", który w 2004 r. zdobył nagrodę Grand Press
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA