Wspomnienia

Kochała tylko muzykę Moniuszki

Żartobliwie nazywano Marię Fołtyn wdową po Moniuszce
Forum, Mar Marek Skorupski
Maria Fołtyn światowej sławy śpiewaczka operowa i reżyserka zmarła w Warszawie. Miała 88 lat.
– Mamy w Polsce jednego twórcę opery narodowej. Wiele narodów może nam tego pozazdrościć. Co byśmy nie powiedzieli o Moniuszce – czy jest geniuszem, czy nie (a na pewno nie był takim geniuszem jak Chopin czy Mozart) – jedno jest u niego bezcenne: nie zostawił nas bez opery narodowej – mówiła o swym ukochanym kompozytorze. Trudno sobie wyobrazić, jak wyglądałaby znajomość twórczości autora „Strasznego dworu" poza granicami Polski bez wsparcia Marii Fołtyn. To dzięki niej Moniuszkę śpiewano po angielsku, turecku czy japońsku. Przyjaciele żartobliwie nazywali ją wdową po kompozytorze.
Artystka zorganizowała Międzynarodowy Festiwal Moniuszkowski w Kudowie-Zdroju i Międzynarodowy Konkurs Wokalny im. Moniuszki dla młodych wykonawców. – Nasz konkurs jest trudny, tu nie można marzyć o zdobyciu nagrody, mając w repertuarze kilka arii, które śpiewa się na wszystkich konkursach – mówiła. – Dla nas muzycy muszą przygotować dodatkowy, specjalny repertuar. Są to pieśni Moniuszki oraz kompozytorów polskich tworzących w XX wieku. Tak oto Moniuszko, który za życia bardzo był wszystkim życzliwy, promuje teraz swoich kolegów. Rok temu na prośbę Marii Fołtyn prezydentem imprezy została Aleksandra Kurzak.
Urodzona w Radomiu, zaczęła amatorsko śpiewać już w wieku kilku lat. Po latach wspominała, że rodzinie, a zwłaszcza ojcu trudno było zaakceptować pasję córki. – W czasie wojny śpiewałam w kościołach, nawet na czterech mszach, a ludzie na nich płakali. To mieszkańcy rodzinnego Radomia złożyli się na jej pierwszego pedagoga Adama Didura. Po jego śmierci w 1946 roku artystka myślała, że nie ma szans na karierę. Wyjechała na Wybrzeże, gdzie uczyła się w studium wokalno-dramatycznym. W styczniu 1949 roku już po dyplomie pierwszy raz zaśpiewała „Halkę" w odbudowanej Operze Bałtyckiej. Po szóstym przedstawieniu dostała propozycję pracy w Operze Warszawskiej, a uczyć ją zaczęła sama Ada Sari. – Ona całą miłość oddała śpiewaniu, w którym była bardzo erotyczna. Stał u niej postument - ona jako Królowa Nocy z „Czarodziejskiego fletu" Mozarta – przygotowany za życia na jej grób. Upajała się: grała Królową Nocy przed tym postumentem – wspominała ją Maria Fołtyn. Fołtyn przez wiele lat była gwiazdą Opery Warszawskiej, ale gdy w 1962 roku do teatru przyszedł nowy dyrektor, wyrzucił kilkanaście osób, w tym ją. Przez kilka lat występowała na scenach zagranicznych, by w 1968 roku wrócić do Teatru Wielkiego, gdzie zaśpiewała dwie najtrudniejsze partie – Aidy i Halki. W sumie zagrała tę drugą postać ponad 200 razy. Mając 45 lat, zaczęła nowe studia – reżyserię w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Jako studentka reżyserii przygotowała swoją debiutancką premierę w „Hawanie" w 1971 roku, w której śpiewała pierwsza w historii czarnoskóra Halka. Potem Maria Fołtyn wystawiała "Halki" między innymi w Meksyku, Ankarze, Nowosybirsku, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Kurytybie. Maria Fołtyn została odznaczona Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, uhonorowana tytułem „Zasłużony dla Kultury Narodowej" czy doktoratem honoris causa Akademii Muzycznej we Wrocławiu. 2 czerwca przed budynkiem Zespołu Szkół Muzycznych w Radomiu odsłonięto pomnik artystki. W jednym z wywiadów wspominała, że gdy chodziła na Powązki do matki, zachodziła też na grób Stanisława Moniuszki, z którym prowadziła rozmowy: – Panie Stanisławie, jeżeli się pan mną nie będzie zajmował, nic panu nie zwojuję.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL