Świat

Schmidt, Honecker i stan wojenny

Helmut Schmidt i Erich Honecker podczas wizyty kanclerza RFN w NRD. Grudzień 1981 r.
forum/dpa
Kanclerz Helmut Schmidt w trakcie rozmów z Erichem Honeckerem wyraził zrozumienie dla wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Ten ostatni nie omieszkał przekazać jego słów Wojciechowi Jaruzelskiemu
100 lat temu, 25 sierpnia 1912 roku, urodził się Erich Honecker, przywódca NRD (zm. w 1994 roku). Tekst z archiwum tygodnika "Plus Minus"
W przekonaniu wielu niemieckich polityków i intelektualistów Polacy są narodem romantycznym, niemyślącym realistycznie, żyjącym mitami, wręcz infantylnym, a do tego niemającym zdolności organizacyjnych. W styczniu 1982 r. Helmut Schmidt, ówczesny kanclerz RFN, podczas rozmów z sekretarzem stanu USA Alexandrem Haigiem na temat stanu wojennego w Polsce, wyraził wątpliwości co do „zdolności organizacyjnych narodu polskiego, ze względu na jego inklinacje do romantyzmu”. Co ważne, miał przy tym na myśli nie Wojciecha Jaruzelskiego i reżim komunistyczny, lecz „Solidarność” i miliony jej członków. Nic dziwnego, że ówczesny rząd zachodnioniemiecki wspierał, a nawet subwencjonował wręcz reżim komunistyczny w Polsce. Aby to zilustrować, przyjrzyjmy się, jak Niemcy Zachodnie zareagowały na powstanie „Solidarności” oraz w szczególności na wprowadzenie stanu wojennego w Polsce. A przecież te właśnie wydarzenia były początkiem końca reżimów komunistycznych w Europie Wschodniej i Środkowej.

Honecker i Schmidt wspierają stan wojenny

W 1981 r. w Niemczech Zachodnich rządziła koalicja SPD i FDP. Przewodził jej socjaldemokratyczny polityk, kanclerz Helmut Schmidt, który jest postrzegany w dzisiejszych Niemczech jako mąż stanu wielce zasłużony dla pokoju oraz rozwoju demokracji w świecie. Po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 r. Helmut Schmidt oraz wielu innych niemieckich polityków, w szczególności socjaldemokratycznych, a także czołowych publicystów, wykazało nie tylko zrozumienie dla wprowadzenia stanu wojennego, lecz wręcz poparło ten zbrodniczy czyn. Fakt ten po obydwu stronach Odry nie tylko stopniowo wyparto z pamięci, ale dzisiaj twierdzi się nawet coś przeciwnego. 13 grudnia 1981 r. Helmut Schmidt przebywał z oficjalną wizytą w NRD. Pomimo nadchodzących wieści o wprowadzeniu stanu wojennego nie przerwał rozmów z Erichem Honeckerem, szefem reżimu komunistycznego w NRD, który zarządził po powstaniu „Solidarności” nie tylko zmasowaną antypolską i antysolidarnościową oszczerczą kampanię, lecz także żądał zbrojnego rozprawienia się z tym ruchem społecznym. Z chwilą wprowadzenia stanu wojennego Honecker i jego towarzysze wsparli polskich towarzyszy nie tylko słowem, lecz także dostawami środków i sprzętu do zwalczania demonstracji ulicznych i strajków. Pierwsza dostawa miała miejsce już 14 grudnia 1981 r. i zawierała 350000 „Reizwurfkörper” (świece dymne i inne środki miotające do zwalczania demonstracji) oraz dziesięć samochodów pancernych. Dwa dni później towarzysze z NRD dostarczyli 20 000 pałek policyjnych, 1000 tarcz i inny sprzęt dla milicji oraz oddziałów ZOMO. Całość dostaw – a ostatnie zamówienie polscy towarzysze złożyli w sierpniu 1982 r. – osiągnęła wartość 6,6 mln marek wschodnioniemieckich. Wieść o wprowadzeniu stanu wojennego zaskoczyła, lecz nie oburzyła Helmuta Schmidta. W trakcie rozmów z Honeckerem Schmidt wyraził mianowicie – według słów komunistycznego przywódcy – swoje wsparcie i zrozumienie dla wprowadzenia stanu wojennego. Ten ostatni nie omieszkał oczywiście przekazać tych słów Wojciechowi Jaruzelskiemu. 16 grudnia 1981 r. Honecker zadzwonił do Wojciecha Jaruzelskiego, aby uzyskać informacje z pierwszej ręki o postępach w zwalczaniu „Solidarności” po ogłoszeniu stanu wojennego oraz wesprzeć go. Nie omieszkał przy tym opowiedzieć o reakcji Helmuta Schmidta: „Schmidt stwierdził, że jest najwyższy czas, aby w Polsce zaczęto zaprowadzać porządek. Chciałem ci w zaufaniu powiedzieć, ponieważ jest oczywiste, że Schmidt w ten sposób oficjalnie nie będzie chciał wystąpić, chociaż podczas konferencji na zakończenie stwierdził, że wasze postępowanie [wprowadzenie stanu wojennego] jest polską sprawą, do której nie powinno się mieszać. [Schmidt] obiecał mi również wpływać w tym sensie na swoich zachodnich partnerów oraz postarać się, aby EWG nie zastopowała swojego wsparcia [finansowego] w stosunku do PRL. Oczywiście wiemy obaj, jak chwiejni są ci ludzie w swojej postawie i musimy się zawsze z tym liczyć, że już jutro zajmą inną postawę. Jednak teraz, w pierwszej fazie waszej walki, postawa ta była korzystna.” Obawy Honeckera się nie sprawdziły; Schmidt faktycznie wspierał reżim Jaruzelskiego do momentu upadku swego rządu w październiku 1982 r., a także później. Na użytek opinii publicznej mówił jednak oczywiście coś całkiem innego. 18 grudnia 1981 roku, po powrocie z NRD, przemawiał w Bundestagu, a tematem debaty był stan wojenny. Swoją mowę Schmidt zaczął tymi słowami: „Całym sercem stoję po stronie robotników” i zwrócił się do obywateli RFN z apelem o wysyłanie paczek żywnościowych do Polski. Nie można w tym miejscu nie zauważyć, że Helmut Schmidt za „charyzmatycznego przywódcę robotników” uważał wtedy i zapewne uważa do dzisiaj akurat Edwarda Gierka. Tymczasem Gierek był klasycznym typem dygnitarza komunistycznego, który swoją dyletancką polityką przyspieszył zapaść gospodarczą PRL. I właśnie Helmut Schmidt bardzo Gierkowi w tym dziele bezwiednie „pomógł”, udzielając reżimowi komunistycznemu w PRL miliardowych pożyczek, które zostały roztrwonione przez nieudolnych i skorumpowanych peerelowskich aparatczyków. Kredyty te Polska spłaca do dzisiaj. Lecz działania Helmuta Schmidta nie ograniczyły się do apelu o wysyłanie paczek żywnościowych. W styczniu 1982 r. udał się do Waszyngtonu, aby omówić sytuację międzynarodową po wprowadzeniu stanu wojennego. Ronald Reagan ogłosił po 13 grudnia 1981 r. wprowadzenie sankcji gospodarczych w stosunku do PRL oraz Związku Radzieckiego i usiłował uzyskać w tym wsparcie ze strony zachodnich sojuszników. Jednak bez większych sukcesów. W rozmowie z Alexandrem Haigiem, sekretarzem stanu USA, Schmidt stwierdził, że Sowieci uważają Polskę za „swoją”, i że wyobrażenie Reagana, iż może zburzyć powojenny porządek, czyli podział Europy na demokratyczną i komunistyczną, jest śmieszne. Według protokołu Haiga z tego spotkania Schmidt krytykował Reagana z powodu jego przekonania, że w Polsce możliwa jest wolność polityczna. Schmidt konsekwentnie odmówił poparcia amerykańskich sankcji wobec Związku Radzieckiego oraz reżimu komunistycznego w Polsce. Helmut Schmidt doszedł najwidoczniej do wniosku, że Polacy nie mają z takich czy innych przyczyn prawa do wolności i życia w godności. Niemieckie paczki żywnościowe miały im w zupełności wystarczyć. Podobnie jak Schmidt myślało niestety wielu innych niemieckich polityków i intelektualistów. Również ówczesny minister spraw zagranicznych Hans-Dietrich Genscher poparł wprowadzenie stanu wojennego w rozmowie z Mieczysławem Rakowskim, jednym z ówczesnych przywódców peerelowskiego reżimu. Podobnie uczynił Egon Bahr, wówczas wpływowy polityk SPD, także w rozmowie z Rakowskim, podczas jego pobytu w RFN w wigilię Bożego Narodzenia roku 1981.

„Leniwi Polacy”

Ale poparcie Helmuta Schmidta dla reżimu komunistycznego nie wypływało bynajmniej wyłącznie z rozważań geopolitycznych i niewiary w upadek komunizmu. Było ono najwidoczniej również rezultatem jego uprzedzeń żywionych wobec Polaków jako narodu. 8 października 1981 r., czyli dwa miesiące przed wprowadzeniem stanu wojennego, Schmidt oraz prezydent Francji Franćois Mitterand rozmawiali na temat sytuacji w Polsce. Mitterand: „Faktycznie, Polacy nie pracują już w ogóle”. Schmidt: „Ja widzę dla Polski jeszcze tylko dwa rozwiązania. Pierwsze realistyczne: Archanioł Michał pomoże i wszystko będzie w porządku. Drugie rozwiązanie, które należy zaliczyć do cudów: Polacy zaczną znowu pracować”. Podobne dowcipy popularne były w Niemczech w latach 80. Problem leżał jednak w tym, że Helmut Schmidt był wówczas kanclerzem potężnych Niemiec Zachodnich i kształtował politykę tego państwa wobec reżimu komunistycznego w Polsce oraz narodu polskiego. I niestety, Schmidt i jego rząd postawili na przestępczy reżim, pomogli mu przetrwać ciężkie chwile oraz burzę wywołaną wprowadzeniem stanu wojennego. Działając na jego korzyść, działali jednocześnie na szkodę narodu polskiego i demokracji, i to niezależnie od swoich motywacji. I to jest niezaprzeczalny fakt historyczny, mający nie tylko moralno-etyczny wymiar.

Generał jest wdzięczny

O tych wydarzeniach chętnie się dzisiaj po obu stronach Odry zapomina, mówi się natomiast w kółko o przesyłaniu paczek żywnościowych z Niemiec Zachodnich. Tylko do końca roku 1981 r. obywatele RFN wysłali do Polski około dwóch milionów owych paczek, i nie można zaprzeczyć szlachetnym intencjom tego wsparcia. Aspekt ten podkreśla dzisiaj również sam Helmut Schmidt, przemilczając oczywiście swoje polityczne, realne wsparcie dla Jaruzelskiego i jego kliki. Z drugiej strony, także w Polsce wręcz mitologizuje się znaczenie tej paczkowej akcji; np. Adam Krzemiński nadaje jej zgoła rangę przełomowego wydarzenia w relacjach polsko-niemieckich: „Niemiecka akcja paczkowa z lat 80. jest pierwszym prawdziwym psychologicznym przełomem w stosunkach między Niemcami a Polakami” (po 1945 r.). Sprowadzenie reakcji niemieckiej na stan wojenny do kwestii paczek żywnościowych jest czymś doprawdy groteskowym, ale nie dziwnym, gdy czyni to redaktor „Polityki” (pisma podporządkowanego w czasie stanu wojennego KC PZPR), jakby starając się ukryć, że partia była wdzięczna za polityczne i ekonomiczne poparcie ze strony władz RFN. Szlachetne pobudki, którymi kierowali się zwykli Niemcy, wysyłając paczki, zostały spożytkowane przez władze RFN dla ukrycia realnego poparcia, jakim się cieszył w niemieckim establishmencie politycznym i intelektualnym reżim komunistyczny w Polsce wraz ze swoim stanem wojennym. Bo przecież i obywatele NRD wysyłali paczki żywnościowe do Polski – może nieco skromniejsze, ale za to na polecenie samego Ericha Honeckera. Rozdawano je zapewne wśród „potrzebujących” członków reżimu komunistycznego, dla których pojęcia „wolność” i „godność” były pojęciami zupełnie abstrakcyjnymi. Trudno bowiem sobie wyobrazić, by owe paczki z NRD otrzymywali wrogowie ustroju socjalistycznego. Jednakże niemieckie paczki żywnościowe – te z RFN, jak i z NRD – nie przyczyniły się w najmniejszym stopniu do odzyskania wolności przez Polaków. Natomiast zewnętrzne wsparcie polityczne oraz finansowe reżimu komunistycznego przez RFN utrudniło Polakom odzyskanie wolności i godności. Nic więc dziwnego, że nawet po latach Wojciech Jaruzelski pozostał swym zachodnim sojusznikom za to wdzięczny. W trakcie wywiadu dla „Sterna” z 23 września 1997 r., który przeprowadził dziennikarz tego pisma Nicolas Frank (niżej podpisany był tłumaczem owej rozmowy), Jaruzelski wyraził swą wdzięczność także dla Henriego Nannena, redaktora naczelnego „Sterna”, za wykazanie na łamach pisma „zrozumienia” dla wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Podobnie zareagowali też inni szefowie mediów. Rudolf Augstein, ówczesny redaktor naczelny opiniotwórczego magazynu „Der Spiegel”, wspierał na łamach swego pisma rozbicie „Solidarności”, podkreślając na końcu: „Niespokojna Polska oznacza zawsze zagrożenie wojną dla Europy […], nawet w czasach atomu”. Także bankierzy niemieccy z ulgą i zadowoleniem przyjęli wprowadzenie stanu wojennego, ponieważ obawiali się wcześniej o los swoich kredytów, których udzielili wcześniej reżimowi w Polsce. Nic więc dziwnego, że wprowadzenie stanu wojennego w Polsce nie spowodowało wzrostu napięć w stosunkach Niemiec Zachodnich z NRD i ze Związkiem Radzieckim. Wręcz przeciwnie; kanclerz Niemiec ogłosił jedynie, że problemy w Polsce muszą zostać rozwiązane bez mieszania się kogokolwiek z zewnątrz. Podobne stanowiska zajęły rządy innych państw zachodnioeuropejskich, Francji, Grecji czy Włoch. Tak więc ówczesny rząd federalny RFN nie był wcale w swoim poparciu dla reżimu komunistycznego w Polsce odosobniony. Grudzień 2009
Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL