fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Powrót do ambitnego kina

Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Multipleksy nie spełniają wszystkich potrzeb widza, a ludzie troszkę się wzbogacili i chcą oglądać nie tylko szmirę - mówi Wiesław Kot, publicysta, krytyk filmowy
„Nie ma już seansu w małym kinie (...)" – śpiewał Mieczysław Fogg. Jednak ostatnio wzrasta w Polsce liczba małych kin.
Wiesław Kot: Nastąpiła olbrzymia zmiana w preferencjach konsumenckich. W latach 90. i do połowy poprzedniej dekady kina takie padały. Miasta nie chciały ich finansować, a trzeba pamiętać, że w poprzednim systemie w małych miejscowościach do 20 tys. mieszkańców były małe kina. W miasteczkach od 20 tys. do 50 tys. nawet po trzy. To wycofanie państwa z dofinansowania było reakcją na odwrócenie się ludzi od kultury. Filmy oglądano w domu na kasetach wideo, a później DVD. Sytuacja zaczęła się zmieniać kilka lat temu, bo okazało się, że multipleksy nie spełniają wszystkich potrzeb widza, a ludzie troszkę się wzbogacili i chcą oglądać nie tylko szmirę... Pojawił się popyt na coś ambitniejszego?
Duże sieci nie udostępniają widzowi wszystkich ambitnych filmów. Kino irańskie, chińskie, ale także niskobudżetowe polskie tam nie dociera. Te filmy zdobywają prestiżowe nagrody, Cezary czy Niedźwiedzie, i są zauważane przez klientów. Jest w Polsce kilku prestiżowych dystrybutorów, jak Gutek Film czy Vivarto, którzy widzą rentowność tego biznesu. Kim jest widz tego kina? To wykształcona publiczność, która chce obcować z autentyczną sztuką filmową. W dużych miastach studenci i inteligencja, głównie budżetowa. W małych miastach pełny przekrój społeczny, bo nie ma tam multipleksów. Małe kina mają specyficzny klimat? Spotyka się w nich środowisko ludzi, którzy dużo czytają i oglądają ambitne kino. To nie są standardowi konsumenci. Po seansie wybierają się na kawę i omawiają filmy. Kiedy czytam ich recenzje na forach czy blogosferze, jestem pod wrażeniem. Popularne produkcje puszczane w multipleksach mogą cieszyć się recenzją typu „padaka" lub „super". Inteligencja lubująca się w małych kinach prezentuje wyższy poziom. Lemingi w multipleksach, ambitni w małych kinach? Brzmi znajomo... To wcale nie jest naciągane. Ten, dla którego liczą się tylko zarabianie pieniędzy i konsumpcja popularnego kina, zazwyczaj gardzi kinem studyjnym czy niskonakładowym. W dużych kinach panuje chamstwo, hałas, ludzie zakładają nogi na fotele, odbierają telefony, gadają... W małych kinach też można spokojnie wyjąć piwo... Owszem. Luz występuje wszędzie, ale kultura widza w małych kinach jest jednak wyższa. Tam ludzie się znają. Trzeba dodać, że chodzenie do małego kina też podnosi wartość widza w jego własnych oczach. Może dużo nie zarabiam, ale prowadzę ciekawe życie. Przeżywam to, co świat tworzy ambitnego. Mam z nim łączność. Taki nauczyciel z małego miasteczka czuje się wtedy szczęśliwy. —rozmawiał Rafał Mierzejewski
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA