fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Czas na zniesienie wiz dla Ukraińców

Marta Jaroszewicz
Archiwum
Gdy skończyło się Euro 2012, trzeba poszukać nowej idei, która przybliżałaby Ukrainę do UE. Na początek może nią być swoboda podróżowania - proponuje znawczyni spraw wschodnich
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej stanowią dziś główny punkt polsko-ukraińskich relacji. Warto jednak zapytać, czym w przyszłości będzie można wypełnić wzajemne stosunki, aby zatrzymać Ukrainę w Europie i czy nie byłoby najlepszym pomysłem skoncentrowanie się na kwestii liberalizacji ruchu osobowego.

Mała stabilizacja

Polska i Ukraina otrzymały prawo do organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2007 r. na fali entuzjazmu po pomarańczowej rewolucji, kiedy wydawało się, że Polska i Ukraina staną się bliskimi sojusznikami we wspólnej Europie. Organizacja tego wydarzenia miała być ukoronowaniem sukcesu politycznego, próbą zakorzenienia Ukrainy we wspólnej Europie. Ta perspektywa była aktualna kilka lat, chociaż stawało się coraz bardziej oczywiste, że ukraińscy pomarańczowi rządzą źle i do demokracji im daleko. Po zwycięstwie Wiktora Janukowycza w wyborach prezydenckich 2010 r. nasz kraj nie miał u nowej ekipy rządzącej dobrej opinii.
Podczas swojego pierwszego wystąpienia określającego priorytety rządów ukraiński prezydent wymienił co prawda organizację mistrzostw, lecz ani słowem nie wspomniał, że Polska będzie współorganizatorem turnieju. Potem nastąpiła jednak swojego rodzaju mała stabilizacja. Władze w Kijowie jakoś nadgoniły infrastrukturalne zapóźnienia (chociaż pojawiły się oskarżenia o korupcję), odbudowane zostały robocze kontakty z Polską. Organizacja mistrzostw była kluczowym punktem każdego polsko-ukraińskiego spotkania na wysokim szczeblu.

Podwójne standardy

Zabrakło jednak wspólnej idei, która pomogłaby nadać mistrzostwom wymiar bardziej symboliczny. Jeszcze rok temu wydawało się, że takim bodźcem mogą być przygotowania do zawarcia umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą a UE, zwłaszcza że Ukraina była jedynym krajem, który zakończył skomplikowane negocjacje nad umową o strefie wolnego handlu. Jednak aresztowanie i skazanie Julii Tymoszenko, a także szereg innych stojących na bakier z zasadami demokracji kroków władz ukraińskich przekreśliło tę perspektywę. Bezpośrednio przed mistrzostwami unijni politycy zaczęli się wręcz prześcigać w krytyce Ukrainy, co nosiło znamiona podwójnych standardów. Ukraina nadal bowiem przoduje wśród państw Europy Wschodniej w wielu dziedzinach, a już na pewno wyprzedza Rosję w większości rankingów dotyczących poziomu demokracji czy swobody prasy. Niezależnie od tego, jak niekorzystna jest obecna dynamika polityczna, Ukraina jest strategicznym partnerem Polski, a jej przyszłość wpływa na bezpieczeństwo naszego państwa i na jego pozycję międzynarodową. Teraz, gdy skończył się turniej, trzeba będzie poszukać nowej "agendy pozytywnej", i to takiej, która przybliżałaby Ukrainę do UE. A - jak uczy doświadczenie rewolucji w krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu - rozmawiać z władzami trzeba, ale równie istotna jest oferta skierowana do społeczeństwa. Gdyby trzeba było krótko odpowiedzieć na pytanie, czego najbardziej potrzebuje od Polski i UE społeczeństwo ukraińskie, należałoby powiedzieć, że swobody podróżowania i zniesienia wiz. Możliwość bezproblemowego wjazdu do Polski i do całej strefy Schengen to nie tylko marzenie większości Ukraińców, ale i cel wszystkich sił politycznych na Ukrainie. Warto pamiętać, że Kijów jednostronnie zniósł wizy dla obywateli krajów UE jeszcze w 2005 r. Zniesienie wiz dla Ukrainy, a także innych krajów Europy Wschodniej mogłoby więc stworzyć potrzebny impuls dla rozwoju coraz bardziej więdnącego Partnerstwa Wschodniego i przysporzyć Polsce i UE sympatii społecznej na Wschodzie. Krok ten mógłby pomóc Ukrainie w modernizacji. W perspektywie długofalowej nastąpiłby rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Bezpośrednie korzyści dla UE objęłyby zaś przychody ze zwiększonego ruchu turystycznego, a także oszczędności związane z likwidacją rozbudowanej infrastruktury konsularnej w Europie Wschodniej.

Niewielkie ryzyko

Jest jednak jasne, że UE, a zwłaszcza stare kraje członkowskie zmagające się z olbrzymią falą migracyjną z Afryki i Bliskiego Wschodu, nie zrobią żadnego kroku zagrażającego ich bezpieczeństwu. Muszą być pewne, że zniesienie wiz dla krajów Europy Wschodniej nie przyniesie wzmożonej imigracji, zwłaszcza nielegalnej. Tę kwestię należy oczywiście gruntownie zbadać, jednak już dziś można przytoczyć mnóstwo argumentów potwierdzających, że ryzyko migracyjne ze Wschodu jest niewielkie. Większość Ukraińców chcących pracować w UE już tam jest; rośnie zamożność społeczeństwa, które zwyczajnie chce podróżować, a niekoniecznie emigrować. A zresztą ukraińscy migranci dobrze zapełniają luki na polskim, i nie tylko rynku, pracy. To właśnie Euro 2012 stanowi najlepszy dowód na to, że w kwestiach bezpieczeństwa pomiędzy Polską i Ukrainą jest raczej dobrze. Brakuje informacji, które by pokazywały, że mistrzostwa są wykorzystywane przez nielegalnych migrantów do przedostania się do Europy. Ofertę liberalizacyjną należy skierować również do Rosji. Turyści rosyjscy są w Polsce dobrem pożądanym, a idea ruchu bezwizowego w relacjach z tym krajem cieszy się poparciem wpływowych środowisk w Niemczech czy Francji. W tej sytuacji opór w UE wobec podobnej propozycji dla Ukrainy mógłby być mniejszy. Warunkiem zasadniczym zniesienia wiz powinno być osiągnięcie zadowalającego stopnia zaufania i współpracy między instytucjami porządku publicznego UE i krajów partnerskich, a nie literalne wypełnianie wszystkich kryteriów, tak by nasze społeczeństwa znowu nie znalazły się w potrzasku niekorzystnej dynamiki politycznej. Autorka jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich, ekspertem w Dziale Ukrainy, Białorusi i Mołdawii
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA