fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Prowadź, smutku

AFP
Andrea Pirlo. Lider reprezentacji Włoch podczas Euro dokonuje niemożliwego; przy nim nawet Hiszpan Xavi traci blask
Paweł Wilkowicz z Kijowa
Nie wydusił z siebie pod szatnią ani słowa. Pokazał tylko, mrucząc coś pod nosem, że przecież już był na konferencji, jako najlepszy piłkarz ćwierćfinału z Anglią, i żeby mu dać spokój. Potem minął wszystkie mikrofony z niewzruszoną miną.
Wywiady z nim to od lat rzadkość, o sobie nie opowiada w nich prawie wcale, tylko o futbolu. Przy nim nawet Dino Zoff, wielki niemowa włoskiego futbolu, wydaje się gawędziarzem. – On przemawia stopami – mówił poprzedni trener reprezentacji Marcelo Lippi. A Gennaro Gattuso powtarzał, że gdy te stopy przemawiają, zastanawia się, czy ma prawo nazywać się piłkarzem. Gdy Włosi zdobywali pod ręką Lippiego mistrzostwo świata w 2006 r., Pirlo wybierano na najlepszego piłkarza półfinału i finału. Ale show ukradli inni: Fabio Cannavaro, Marco Materazzi z Zinedine'em Zidane'em, nawet Gattuso, trybun ludowy. A Andrei Pirlo zawsze lepiej było w cieniu, nawet jeśli to oznaczało mniej uznania i mniej kontraktów reklamowych (choć w słynnej bieliźnianej sesji reklamowej Dolce & Gabbana, zrobionej przed mundialem 2006, się pojawił). Zresztą akurat on nie wybrał futbolu dla pieniędzy, pochodzi z bogatej lombardzkiej rodziny.

Andrea bierze rapier

Biega po boisku tak, jakby futbol był ćwiczeniem z oszczędzania energii. Nie robi zbędnych ruchów, nie ma w nim ani radości, ani złości. Ma dopiero 33 lata, ale wygląda dojrzalej od trenera Cesare Prandellego. Patrząc na mowę ciała, to ostatni zawodnik, któremu należałoby podać piłkę. Ale dostaje ją cały czas. „Może i jest spokojny, a nawet ospały. Ale jak wychodzi do pracy, to bierze rapier" – napisał o nim „The Telegraph". Nie jest rozgrywającym w typie Xaviego, takim, który musi wpadać w trans podań. Raczej takim, który zatrzymuje czas, a potem nagle go przyspiesza, gdy się okazuje, że dostrzegł wolną przestrzeń tam, gdzie nikt inny jej nie widział. Bardziej niż Xavi ryzykuje. Jak Juan Roman Riquelme, obaj mają podobną zdolność hipnotyzowania przeciwników spokojem i grają jak quarterback w futbolu amerykańskim. Ale Riquelme to wódz biegający po boisku z nożem w zębach, trzymający szatnię w garści. A Pirlo rządzi tylko siłą przykładu. – Jest budowniczym drużyn – mówi o nim Daniele De Rossi. Koledzy z kadry nazywają go „Architektem". „Pirlo to więcej niż połowa reprezentacji" – pisze „La Gazetta dello Sport". A „Svenska Dagbladet" najlepiej zapowiedziała mecze półfinałowe, pisząc: „Niemcy mają przyjemność, Hiszpania ma grę, Portugalczycy mają gwiazdę, a Włosi geniusza".

Łyżeczka Panenki

Pirlo to na razie największa postać turnieju, a karny strzelony Anglikom może być po latach najsilniejszym skojarzeniem z Euro 2012. Nie z powodu samego strzału, choć był piękny, jak każda udana powtórka z Antonina Panenki (Włosi nazywają takie strzały „il cucchiaio", łyżeczka, a najsłynniejszą do tej pory  zrobił Francesco Totti w półfinale Euro 2000 z Holandią). Ale Panenka zaryzykował tak, gdy Czechosłowacja prowadziła w karnych z RFN. A Pirlo, gdy jego drużyna przegrywała. Wiedział, że musi pokazać coś, co Anglikom odbierze pewność siebie, a Włochów przekona, że jeszcze nic straconego. Ale wiedział też, że jeśli się pomyli, to koniec szans.
Włosi są od niego uzależnieni. Prowadzi ich bez wahania, wykonuje wszystkie stałe fragmenty gry, nieważne, czy lewą, czy prawą nogą. Cesare Prandelli – obaj pochodzą z małych miasteczek pod Brescią – oddał mu drużynę w posiadanie. Niech się dzieje, co Pirlo chce, po to ma przydzielonych ochroniarzy, by mu torowali drogę. Ani gniewny futbol De Rossiego, ani fantazja Riccardo Montolivo nie sięgają tam, gdzie on sięga swoim spokojem i wizją. Było to widać, gdy podczas mundialu w RPA był kontuzjowany i Włosi, grając ambitnie, ale bez ładu i składu, odpadli już po rundzie grupowej. W Euro 2012 włoska drużyna w każdym meczu grupowym obejmowała prowadzenie po jego zagraniach. Z Chorwacją zdobył pierwszą od ośmiu lat w mistrzostwach Europy bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego. Anglicy obiecywali sobie, że go zatrzymają, będą agresywni, ale Pirlo jest jak wielki magnes, przyciąga, co chce, i odpycha, co chce. Trudno mu zabrać piłkę. A on zabiera często.

Nazwisko, które waży

„Nie nazywa się zbyt pięknie, ale to jest nazwisko, które waży" – pisał o nim w swojej autobiografii Carlo Ancelotti, jego trener z Milanu. Chodziło mu o to, że „pirla" to w lombardzkim dialekcie wyzwisko. Znaczy tyle co frajer, sierota, dupek. Pirlo to dziecko Lombardii. Karierę zaczynał w Brescii, chciał być drugim Roberto Baggio. Poprowadził Włochów do mistrzostwa Europy do lat 21, ale w dorosłym futbolu nie potrafił się odnaleźć. Przepadł w Interze Mediolan, odsyłany na wypożyczenia do słabszych klubów. I gdy ponownie trafił do Brescii, spotkał się tam właśnie z Baggio, a Carlo Mazzone, dziekan korpusu trenerskiego Serie A, przesunął go bliżej obrony, żeby mogli grać razem. I tak się narodził nowy Pirlo, ten, którego znamy z sukcesów z kadrą i z Milanem. W Milanie właśnie Ancelotti ustawił go tak jak Mazzone (a właściwie to Pirlo, sam widząc kłopoty drużyny, przyszedł do niego i zaproponował, że może cofnąć się bliżej obrony), i to ten trener przepowiedział mu, że będzie specjalistą od rzutów wolnych. – Andrea zareagował jak to on: skinął tylko głową. I od tej chwili ćwiczył wolne po 40 minut dziennie – wspomina Ancelotti.

Wymiana tapet

Pirlo był nietykalny w Milanie, dopóki właściciel Silvio Berlusconi wymagał pięknego futbolu. Ale gdy drużynę przejął Massimiliano Allegri, dostał przyzwolenie, by stawiać na skuteczność i siłę fizyczną. Do Pirlo nie był przekonany. Kontrakt z Milanem wygasł rok temu i Andrea przeniósł się do Juventusu Turyn. – Potrzebuję po dziesięciu latach wymienić tapety – mówił wtedy, dając do zrozumienia, że i on chciał się rozstać. Dopiero gdy poprowadził
Juventus do mistrzostwa, przyznał: – Muszę Allegriemu podziękować za to, że mnie nie chciał.
Dla Prandellego w kadrze był zawsze niezbędny. Zwłaszcza że trener chciał moralnej odnowy w reprezentacji, a Pirlo to człowiek zasad. W żadnej włoskiej aferze nie padł na niego nawet cień podejrzenia, a po Calciopoli mówił zdegustowany, że marzy mu się powrót do czasów dzieciństwa, gdy wszystko było jasne i proste.
Jego futbol taki jest. W czwartek smutny architekt poprowadzi Włochów przeciw Niemcom, którzy już raz przez niego płakali: to po jego asyście przy golu Fabio Grosso Włosi złamali opór Niemców w  półfinale mundialu 2006. Każdy mecz Pirlo może być jego ostatnim w wielkim turnieju, bo jak mówi, w Brazylii w 2014 już się w kadrze nie widzi. Ale jeśli włoski marsz będzie trwał, może zmieni zdanie.

Andrea Pirlo

Urodził się w 1979 r. we Flero. Mistrz świata z 2006 roku, mistrz Włoch z Milanem – dwukrotnie – i Juventusem, zdobywca Pucharu Europy z Milanem w 2003 i 2007. Z żoną Deborą ma syna Niccolo i córkę Angelę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA