fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Euro 2012

Euroszansa dla małych

Na Christiano Ronaldo zamierzają zarobić fryzjerzy z Opalenicy
AP
Gniewino planuje kolejkę linową, w Opalenicy strzygą na Ronaldo, a Kraków liczy pozytywne teksty o sobie
Na piłkarskich mistrzostwach chciały zyskać także gminy i regiony pozostające w cieniu miast gospodarzy. – Opłaciło się – przekonują ich przedstawiciele. Teraz cieszą się z medialnego rozgłosu i liczą obecne i przyszłe zyski.
– Drzwi prawie się u nas nie zamykają. Klienci chcą mieć fryzury jak Cristiano Ronaldo. Nawet mamę tak ostrzygłam – śmieje się Anna Wilczek, współwłaścicielka salonu fryzjerskiego w Opalenicy (Wielkopolska). Kilka dni temu z usług jej zakładu skorzystali mieszkający w miejscowości portugalscy piłkarze. Wcześniej o takiej reklamie nie mogła nawet marzyć. Podobnie jak niespełna dziesięciotysięczne miasteczko. – Nazwa Opalenica pojawiła się nie tylko w polskich, ale i zagranicznych mediach. Takiej promocji nie można przeliczyć na żadne pieniądze – uważa Magdalena Konieczna z urzędu miejskiego. Są i bardziej wymierne zyski. – Hotele i kwatery w okolicy zajęte są przez dziennikarzy, głównie z Portugalii. Na otwarte treningi portugalskich piłkarzy przyjeżdżało średnio po dwa tysiące osób.

Wabią winnym szlakiem

Ręce zacierają też samorządowcy z pomorskiego Gniewina, gdzie zamieszkała reprezentacja Hiszpanii. – Nasza wioska liczy dwa tysiące mieszkańców. Przy okazji mistrzostw przewinęło się kilkanaście tysięcy osób. Właściciele barów z pomocą wolontariuszy tłumaczyli menu na hiszpański i angielski. Powstały nowe kawiarnia, cukiernia. Jak dużo zarobili mieszkańcy? Na razie trudno powiedzieć. Ale zarobili na pewno – przekonuje Mikołaj Orzeł, rzecznik prasowy gminnego biura Euro 2012. Teraz samorząd chce wykorzystać to, że nazwa wioski przestała być anonimowa. – W okolicach jest dużo morenowych wzgórz. Chcielibyśmy zbudować kolejkę linową, całoroczne trasy narciarskie. Liczymy na turystów – tłumaczy Orzeł.
Przed mistrzostwami położone w północno-zachodniej Polsce gminy Czarnków i Drawsko pobudowały na Noteci nowe mariny i zaczęły akcję „Statkiem na Euro 2012". Na stronie internetowej Czarnkowa tłumaczą, że ich miasteczko i Poznań dzieli zaledwie 70 km i że na miejscu można wypożyczyć „środek transportu", by dostać się na jedną z aren Euro 2012. – Z tego akurat nikt nie skorzystał, ale pojawiło się trochę jednostek z Niemiec i ze Szwecji – tłumaczy Tadeusz Rybarczyk z czarnkowskiej mariny. – Powołanie się na Euro 2012 przynosi efekt. Odezwały się do nas zainteresowane szlakiem koła wodniackie z Berlina – podkreśla Marcin Waśko, koordynator projektu.
Kampanię z myślą o zagranicznych kibicach przeprowadziło też województwo lubuskie. Na wiodących od granicy drogach pojawiły się witacze, a na stacjach benzynowych foldery zachęcające do zwiedzania miejscowych zabytków i winnego szlaku w okolicach Zielonej Góry. – Nie mamy dokładnych danych, ilu obcokrajowców zatrzymało się w naszym regionie w drodze na Euro 2012, ale wiemy, że naszą stronę www.euro.lubuskie.pl odwiedziło kilkanaście tysięcy osób, w tym kilkaset jej angielską wersję – informuje Elżbieta Polak, marszałek województwa lubuskiego.
Na Euro skorzystała też Bydgoszcz. – Zatrzymało się u nas około tysiąca obcokrajowców, głównie Irlandczyków, którzy szukali bazy między Gdańskiem a Poznaniem, gdzie ich reprezentacja rozgrywała mecze. Zarobili hotelarze, właściciele barów. A my zyskaliśmy potężny zastrzyk doświadczeń – twierdzi Piotr Kurek, rzecznik prezydenta Bydgoszczy.

Chcą wrócić, bo ufają

Kraków, mimo że nie był miastem gospodarzem, nie stracił gości. – Nie mam jeszcze dokładnych danych z hoteli, ale z napływających sygnałów wnioskuję, że nie jest źle – podkreśla Marcin Kandefer z Wydziału Informacji, Turystyki i Promocji miasta. Brak meczów zrekompensowały reprezentacje Anglii, Włoch i Holandii, które tu zamieszkały. – Dzięki nim zaglądają do nas zagraniczni kibice. Przede wszystkim jednak korzystamy na tym medialnie. W Krakowie pojawiło się 600 dziennikarzy. Wysyłali i nadal wysyłają stąd relacje. W biurze mam już 15-centymetrowy stosik publikacji, w których jesteśmy przedstawiani w pozytywnym świetle – zaznacza.
Choć według Arkadiusza Protasa, wiceprezesa BCC, bilans finansowy Euro dla miast-gospodarzy i pozostałych regionów będzie raczej niekorzystny, to zysków można się spodziewać w przyszłości. – 80 proc. kibiców, którzy przyjechali na turniej, deklaruje, że jeszcze kiedyś tu wróci – podkreśla. Dzięki Euro, jak twierdzi, nasz kraj zyskał zaufanie przeciętnego turysty. – Nasi goście przekonali się, że to takie samo europejskie państwo jak Dania czy Szwecja – mówi. – Ale Euro to dopiero pierwszy krok. Potrzebna jest spójna strategia promocji Polski za granicą, a na niższym poziomie – sensowne działania samorządów – podsumowuje Protas.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA