Wywiady i opinie

Paweł Czuryło: Czy finanse państwa padną ofiarą wyborów

Stało się. Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy budżetowej na ten rok. Minister finansów Jacek Rostowski nazwał go "nowelizacją stabilizacji, rozsądku i odpowiedzialności za finanse Polski". Czyżby?
Zacznijmy od faktów. Rząd chce pożyczyć na rynkach finansowych więcej pieniędzy, niż do niedawna planował. I to mimo wielokrotnych zapewnień premiera, że kto jak kto, ale jego rząd nie będzie dodatkowo zadłużał Polski i Polaków. Co gorsze, oprócz pożyczenia dodatkowych 10 mld zł od inwestorów rząd zadłuży się poza budżetem na drugie tyle na budowę dróg oraz pożyczy 5 mld zł na świadczenia emerytalno-rentowe. W sumie dług zwiększy się o kolejne 25 mld zł, czyli po 657 zł na każdego Polaka. Prawdziwym testem zamiarów tego rządu będzie jednak budżet na 2010 r. Powinien on zakładać obniżenie deficytu sektora finansów, czego wczoraj już oficjalnie zażądała od nas Unia Europejska. Ale czy tak się stanie? Czy zacznie się jakaś reforma, czy tylko podwyższone zostaną podatki? Nie uciekniemy od kwestii zmian poszczególnych ustaw - aby miały dbać o poprawę kondycji finansów Polski, musiałyby dotknąć wiele grup społecznych. Poza tym w 2010 r. Jacek Rostowski nie będzie mógł liczyć na tak znaczne jak w 2009 r. kwoty z państwowych spółek, a będzie musiał zapewnić środki na wzrost wydatków na emerytury i renty. Minister nie może też liczyć na rezerwy, bo rząd już je ograniczył. W 2010 r. problemy finansowe może mieć ZUS, do czego przyczyni się prognozowany wzrost bezrobocia. Nie inaczej będzie z Narodowym Funduszem Zdrowia, jego prezes już chce podwyżki składki zdrowotnej. Niestety, dla finansów państwa, w przyszłym roku są wybory prezydenckie. Na dodatek obecny premier może kandydować na prezydenta. Czy będzie chciał naruszyć interesy rolników, reformując KRUS, albo wprowadzić kasy fiskalne dla lekarzy? Wątpliwe. Dziś nikt też nie mówi o przemyślanym planie cięcia wydatków, który można by nazwać planem Rostowskiego. Rząd mógłby sięgnąć chociażby po plan przygotowany kilka lat temu przez Jerzego Hausnera. Niestety, jak pokazują ostatnie lata, kalendarz wyborczy nie sprzyja finansom państwa. Czy tym razem będzie inaczej?
Źródło: ekonomia24

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL