fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Wierzę, że wykorzystamy 99 procent pieniędzy

Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego
Rz: Pani poprzedniczka Grażyna Gęsicka traktowana była w rządzie de facto jak wicepremier. Czy ma pani tego typu gwarancje od premiera Tuska?
Elżbieta Bieńkowska: Formalnie, na piśmie – nie. Ale jestem przekonana, że gdy przyjdzie moment na konkretne decyzje, kwestie dotyczące funduszy i rozwoju regionalnego będą traktowane priorytetowo. Przed objęciem funkcji zapowiadała pani weryfikację bardzo długiej listy tzw. projektów strategicznych, które miały być współfinansowane m.in. z programu operacyjnego „Infrastruktura i środowisko”.
Zastanawialiśmy się, jak podejść do tej kwestii. Obecnie mamy już wypracowany klucz weryfikacji. Ruszyły już prace w resortach, efekty poznamy w połowie stycznia. Czy któryś z projektów zostanie wykluczony z tej listy? Myślę, że tak. Moim celem jest zmniejszenie liczby projektów, bo jeśli jest ich za dużo, to ich znaczenie maleje. Wartość zaplanowanych kluczowych inwestycji przekracza 150 proc. dostępnych pieniędzy. Czyli nawet ci beneficjanci, którzy są na liście, nie mają pewności, że dostaną dofinansowanie. Nie ma sensu podtrzymywać pustych obietnic. Po drugie, trzeba urealnić koszty tych inwestycji. Sprawdzimy, na jakiej podstawie ustalono kosztorysy i czy odpowiadają one rzeczywistości. Czy może pani podać konkretny przykład, które drogi czy oczyszczalnie ścieków nie znajdą się na liście? Dziś mogę jedynie powiedzieć, że w działaniach związanych z transportem prawdopodobnie utrzymana zostanie zasada, iż 100 proc. pieniędzy wydamy na z góry ustalone projekty. Drogi i autostrady są strategiczne dla rozwoju kraju. Natomiast w pozostałych tematach – szczególnie tych dotyczących kultury, zdrowia, szkolnictwa wyższego, być może także ochrony środowiska – chcemy odejść od tej zasady. Część projektów, może 30, a może 60 proc., powinna być realizowana w systemie konkursowym. Ci, których projekty znalazły się na liście, a teraz znikną, będą zapewne bardzo zawiedzeni. Sam proces wyboru tych projektów był kontestowany. Listy tworzono w pośpiechu, bez ustalonych kryteriów, spora ich część jest nieprzygotowana i nie wiem, czy konieczna. Poprzedni rząd zdecydował, że pomoc z UE traktowana jest jako środki budżetowe, co zdaniem części ekonomistów nie jest zbyt fortunnym rozwiązaniem. Czy pani zmieni coś w tej kwestii? Naszym zdaniem lepiej jest, że te pieniądze są w polskim budżecie, ponieważ rządzą się takimi samymi prawami jak inne. Natomiast trzeba nieco zmienić zasady finansów publicznych. Przykładowo, na każdy rok planowana jest kwota wydatków w poszczególnych programach. Budżet przekazuje realizatorom tych programów tzw. dotację rozwojową. Jeśli do końca roku taka dotacja nie zostanie wydana, co jest bardzo prawdopodobne, trzeba ją zwrócić do budżetu (zasada ta nie obowiązuje jedynie w programie „Kapitał ludzki”). Jest to operacja czasochłonna, trudna i biurokratyczna. Będziemy na ten temat dyskutować z Ministerstwem Finansów, zresztą nie tylko na ten. Czy pani zdaniem uda się wykorzystać 100 proc. unijnych funduszy na lata 2004 – 2006? Byłoby wspaniale, aczkolwiek w pierwszym podejściu nie udało się to prawie nikomu. Przewiduję, że program „Rybołówstwo” nie wyjdzie do końca, co do pozostałych jestem dużą optymistką. Myślę, że uda się nam wykorzystać unijne wsparcie w 99 proc.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA