fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Otwarta granica do Europy

Frankfurt nad Odrą Przejście graniczne z Polską
Fotorzepa, Maciej Piasta Mac Maciej Piasta
O północy znikną kontrole na granicach z UE. Prawie dwie trzecie Niemców na wschodzie kraju są zdania, że otwarcie granic nastąpi za wcześnie - pisze nasz korespondent z Berlina
Na moście łączącym Frankfurt i Słubice od kilku dni znudzeni pogranicznicy nie biorą nawet do ręki dowodów osobistych czy paszportów kierowców. „Co za upadek etyki zawodowej!” – oburza się niemiecka prasa.
– Wiemy, kogo kontrolować – mówi otwarcie jeden z niemieckich strażników, gdy pytam, dlaczego nie interesuje go mój dowód.Media w Niemczech pełne są informacji o tym, co się stanie w nocy z czwartku na piątek. Największe poruszenie panuje w przygranicznych miastach. – Jedni biegną do sklepów i kupują urządzenia alarmowe, bo boją się złodziei. Dużo jest też tych, którzy się cieszą, że nie będzie już trzeba czekać na granicy i pamiętać o dokumentach – mówi Michael Kurzwelly, honorowy burmistrz Słubfurtu, miasta po obu stronach Odry, które grupa zapaleńców widzi jedynie oczami wyobraźni.
Słubfurt ma już ponad setkę obywateli, dwie ulice o takiej nazwie, symboliczny mur miejski, jeden klub, burmistrza i własny hymn, który już za kilka godzin rozbrzmiewać będzie na moście łączącym obie dzielnice Słubfurtu: Słubice i Frankfurt. W piątek przez jeden dzień kursować będzie autobus miejski. W przyszłości oba miasta może połączyć linia tramwajowa. Przeciw temu projektowi opowiedzieli się już jednak w referendum mieszkańcy Frankfurtu. – Spróbujemy znowu – zapowiada Martin Patzelt, burmistrz Frankfurtu. Pieniądze ma dać Unia. Przygotowania do nocnych uroczystości są już praktycznie zakończone na całej polsko-niemieckiej granicy. Przyjadą ministrowie z Warszawy, Berlina i Pragi. Będą fajerwerki, festyny i przemówienia. Kanclerz Angela Merkel oraz premierzy: Donald Tusk i Mirek Topolanek, w asyście szefów Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego świętować będą w piątek na przejściach granicznych Zittau – Porajów – Hradek. Raz już tak świętowano. 1 maja 2004 roku, gdy Polska stała się członkiem Unii. Wtedy obaw było więcej. Niemieccy rzemieślnicy, właściciele sklepów i warsztatów drżeli ze strachu przed konkurencją z Polski. Wszystko się jednak ułożyło i dziś 40 proc. obrotów handlowych Görlitz zawdzięcza klientom ze Zgorzelca. Ceny wyrównują się od dawna, a wiele artykułów jest już w Niemczech tańszych niż w Polsce – od niektórych gatunków kiełbasy po proszki do prania czy ubrania. Nawet Hans, który od pięciu lat mieszka w Słubicach, zastanawia się, czy nie przenieść się z powrotem na drugą stronę Odry. „Dwupokojowe mieszkanie kosztuje w Słubicach 250 – 300 euro miesięcznie. We Frankfurcie tyle samo” – mówi dziennikarzowi „Die Welt”. Na słynnym bazarze w Słubicach mieszane nastroje. Nieliczni kupcy liczą na większe obroty w wyniku likwidacji kontroli granicznych. – Dobrze już było i lepiej nie będzie – mówi pan Władek, jeden z bazarowych weteranów handlujący żywnością i papierosami. Ma nikłą nadzieję, że bez kontroli papierosy sprzedawać się będą lepiej. Z drugiej strony paczka kosztuje już w Polsce ponad dwa euro, niewiele mniej niż gorsze marki w Niemczech. Benzyna jest tańsza o 20 eurocentów na litrze, co wyklucza podróże po paliwo z dalszych przygranicznych rejonów Niemiec. W niewielkich Słubicach nieźle prosperuje jedynie 55 fryzjerskich salonów. Podobnie dziesiątki warsztatów samochodowych, gabinetów stomatologicznych czy knajp. – Nie możemy wykluczyć, że wzrośnie przestępczość i łatwiejszy będzie przemyt do Niemiec, w tym także nielegalnych imigrantów – przekonywał nas jeszcze wczoraj Lars Wendland ze związku zawodowego policjantów walczący o utrzymanie kontroli na granicy. Policjanci protestują, ale nikt ich nie słucha. – To będzie wielki dzień dla Europy – przekonuje szef niemieckiego MSW Wolfgang Schäuble, obiecując „miękkie lądowanie” prawie dwu tysiącom funkcjonariuszy, którzy o północy przestaną pełnić służbę wzdłuż wschodniej granicy Niemiec. Część przesiądzie się do samochodów patrolujących 30- kilometrowy pas graniczny. Rozszerzenie strefy Schengen o Polskę, Czechy i szereg innych krajów to z niemieckiego punku widzenia przygotowanie do otwarcia naszego rynku pracy. Dojdzie do niego najpóźniej za cztery lata, ale niemiecki przemysł od dawna nalega na przyspieszenie tego terminu. Nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że zniesienie kontroli na granicach zaowocuje napływem do Niemiec nielegalnych pracowników. Nie nastąpiło to w chwili rozszerzenia UE, chociaż liczyliśmy się wtedy z imigracją zarobkową 3,2 mln osób. Drobni przedsiębiorcy z regionów przygranicznych mogą mieć obawy, że bez kontroli na granicach będą narażeni na większą konkurencję ze strony polskich rzemieślników. Ale to zjawisko przejściowe.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA