fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Dobrobyt wypiera bogactwo

W Stanach Zjednoczonych bogaty wzbudza szacunek. Francuzi o pieniądzach nie rozmawiają, ale dobrze wiedzą, kto je ma
Amerykański sen to niemiecki samochód, włoskie ciuchy i konto w szwajcarskim banku – tak żartobliwie można opisać zamożność według Amerykanów. To właśnie w Stanach Zjednoczonych żyje najwięcej miliarderów. Według miesięcznika „Forbes” w marcu bieżącego roku aż 432 Amerykanów miało majątek przekraczający miliard dolarów.
Ale przeciętnie bogaty mieszkaniec USA ma – według publikowanych co trzy lata badań – majątek wart 1,4 mln dolarów, a dług nie większy niż 275 tysięcy. Przynajmniej jedna piąta zasobów ulokowana jest w funduszach emerytalnych, a prawie tyle samo – w inwestycyjnych. Bogaty Amerykanin może sobie pozwolić na utrzymanie kilku nieruchomości, zazwyczaj jest dobrze wykształcony i pracuje na własny rachunek.
W USA bogactwo nie jest niczym złym. Może być dowodem zaradności. Inaczej jest w krajach zachodniej Europy, gdzie czci się tzw. europejski model socjalny. We Francji o pieniądzach się nie rozmawia. Wzmianka bądź pytanie o zarobki jest nietaktem. Wystarczy jednak wspomnieć, że minione wakacje spędziliśmy w Cannes bądź San Tropez, gdzie ceny przekraczają możliwości kieszeni przeciętnego Francuza, by rozmówca wiedział, iż ma do czynienia z człowiekiem bogatym. Nad Sekwaną zamożność traktuje się podejrzliwie i często stawia na równi ze społeczną niesprawiedliwością. Około 2,3 proc. ludzi, których majątek wart jest ponad 15,8 mln euro, musi płacić daninę w postaci jednego z najwyższych w Europie podatków od zamożności: 48,1 proc. Nic zatem dziwnego, że prawie pół miliona Francuzów uciekło przed rodzimym fiskusem do Belgii, Szwajcarii albo Wielkiej Brytanii. Podobne nastawienie do bogactwa panuje w sąsiednich Niemczech. Kilkanaście dni temu powszechne oburzenie na zachłanność menedżerów wywołała informacja, że szef firmy Porsche Wendelin Wiedeking w ciągu roku zarobił rekordową sumę 70 milionów euro. Gdyby swoich bogaczy chcieli prześladować Włosi, nie mieliby problemów z ich identyfikacją. Według jednego z sondaży mieszkańcy Italii uważają, że bogaty człowiek to blondyn mieszkający w małym mieście na północy kraju, gra w golfa, uwielbia futra, jeździ ferrari albo terenowym hummerem. Wakacje spędza w Szarm el Szejk lub w górach, słucha muzyki klasycznej, lubi teatr, jada we włoskich i japońskich restauracjach. Równie łatwo rozpoznać bogacza w Rosji i na Ukrainie. Widać ich z daleka: ubrania drogich projektantów, futra, złota biżuteria. Kupują w specjalnych sklepach, bywają w klubach, gdzie kryterium to grubość portfela. Bogaci Rosjanie jeżdżą hummerami, mercedesami i bmw. A Ukraińcy kochają dżipy. Jednak zamożny na Wschodzie to przede wszystkim ktoś, kto oprócz majątku ma wpływ na władzę i wstęp na polityczne salony. W chwili, gdy Wschód zachłysnął się materialnym bogactwem, na Zachodzie jego definicja zaczęła się zmieniać. Częściej mówi się o dobrobycie albo dobrym życiu. – Jeszcze 20 lat temu ludzie wierzyli, że bycie bogatym uczyni ich szczęśliwymi – tłumaczy „Rz” Brytyjka Nicola Caincross, która uważa się za jednego z czołowych ekspertów w sprawach dobrobytu. – To się zmieniło. Dziś większość z nas pragnie udanego życia, chce pracować i pomnażać swój majątek w zgodzie ze sobą oraz być niezależnym. To jest dzisiejszy dobrobyt. pik
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA