fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Niebezpieczny wzrost cen

Fotorzepa, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
W listopadzie inflacja wyniosła aż 3,6 proc. i niektórzy ekonomiści uważają, że stopy procentowe powinno się podnieść już w grudniu. Problemy z rosnącymi cenami mają też kraje Zachodu. Może to im utrudnić walkę ze skutkami kryzysu finansowego
Ceny biją Polaków po kieszeni głównie z powodu drożejącej żywności i paliwa. Po raz pierwszy od lutego 2005 r. inflacja przekroczyła 3,5 proc., czyli górny poziom odchyleń założonych przez NBP. Była o 0,1 pkt proc. wyższa, niż zakładało Ministerstwo Finansów, a już szacunki resortu były zaskakująco wysokie. – Myślę, że w grudniu tempo wzrostu cen przekroczy 4 proc. – mówi główny ekonomista Raiffeisen Banku Jacek Wiśniewski.
W przyszłym roku nie ma co liczyć na to, że inflacja spadnie. Ekonomiści prognozują, że jej średni poziom może nawet być wyższy niż 3,5 proc. i w pewnym momencie Polska po raz pierwszy przekroczy kryterium inflacyjne wymagane do przyjęcia euro. Co w tej sytuacji powinien robić bank centralny? Na ceny żywności i paliw nie ma on większego wpływu, a to one napędzają inflację. Artykuły spożywcze były w ubiegłym miesiącu aż o 7,2 proc. droższe niż przed rokiem, a paliwo o 13,2 proc. Wynika to z sytuacji na światowych rynkach surowców rolnych i energetycznych, więc trudno oczekiwać, że podniesienie kosztów kredytu w Polsce może cokolwiek zmienić.
Istnieje jednak obawa, że przy bardzo niskim bezrobociu pracownicy – w reakcji na wzrost inflacji – zażądają dodatkowych podwyżek wynagrodzeń. Płace już rosną w tempie ponad 10 proc. i prawdopodobnie to tempo w przyszłym roku się utrzyma. Wczoraj Eurostat podał, że koszty zatrudnienia w Polsce, zarówno płacowe, jak i pozapłacowe (np. składki socjalne), zwiększyły się w trzecim kwartale o 11,9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2006 r. To tempo szybsze niż w poprzednich kwartałach. Ekonomiści przewidują, że firmy w końcu zaczną przerzucać te koszty na konsumentów, czyli szybciej podnosić ceny towarów i usług. Wprawdzie inflacja netto (bez cen żywności i paliw) jest obecnie bardzo niska i wynosi 1,5 proc., co wskazuje, że na razie przerzucanie kosztów jest niewidoczne, ale to się może zmienić. – W listopadzie inflacja netto wzrosła o 0,1 pkt proc. To niewiele, ale w styczniu może wynosić już 2,1 proc. – mówi główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak. – Uważam, że Rada powinna podnieść stopy procentowe już w grudniu, chociaż, patrząc na rozkład głosów w jej składzie, raczej tego nie zrobi.Z zapisów dyskusji na listopadowym posiedzeniu RPP wynika też, że część jej członków obawia się, że w najbliższych latach nierównowaga finansów publicznych może się zwiększyć, co również mogłoby napędzić inflację. Poważne problemy ze wzrostem cen mają także inne kraje. W Czechach inflacja w listopadzie wyniosła aż 5 proc., w państwach bałtyckich jest najwyższa od dekady, a w Chinach od 2001 r. Szczególnie kłopotliwa może być ona jednak w krajach zachodnich, które zmagają się ze skutkami kryzysu finansowego. Tydzień temu Bank Anglii obniżył stopy procentowe, wskazując, że istnieje poważne ryzyko spadku tempa wzrostu PKB. Tymczasem wczoraj bank opublikował wyniki badania, które wskazują, że oczekiwania inflacyjne w tym kraju są na najwyższym poziomie od 1999 r. Brytyjczycy się spodziewają, że w nadchodzącym roku inflacja wyniesie 3 proc., podczas gdy w rzeczywistości sięga 2,1 proc. Ich odczucia mogą doprowadzić do eskalacji żądań płacowych i uniemożliwić bankowi centralnemu dalsze cięcia stóp. Szybko rosnąca inflacja to skutek wzrostu cen żywności i paliw. W normalnych warunkach mogłoby to pozostać bez reakcji banku centralnego. Ale w warunkach nierównowagi na rynku pracy istnieje duże ryzyko wystąpienia tzw. efektu drugiej rundy, czyli przełożenia wyższej inflacji na zwiększone żądania płacowe. RPP podniesie stopy od stycznia. Istnieje 50-proc. prawdopodobieństwo, że uczyni to w grudniu. Oczywiście za wzrost inflacji odpowiadają głównie żywność i paliwa, ale nieco wyższa była także inflacja bazowa netto. Jeżeli RPP ma się czymś martwić, to właśnie wzrostem inflacji bazowej, która w tym tempie do połowy przyszłego roku może dobić do 2,5 proc. Myślę, że podwyżki stóp procentowych nastąpią w styczniu i marcu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA