fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Królowa soulu pozwala sobie na ekstrawaganckie kaprysy

AP
Duety Arethy Franklin. Dorównali jej tylko Annie Lennox, Whitney Houston oraz George Michael. Frank Sinatra wypadł blado
Zbiór duetów jest wizytówką wszechstronności Arethy Franklin, ale nie można go traktować jak przewodnika po trwającej już 51 lat karierze. To zapis ekstrawagancji, chwil, w których zgadzała się eksperymentować. Dzięki temu „Aretha Franklin. Jewels in The Crown” jest arcyciekawą panoramą testów, którym poddawano jej talent. Wokalnie królowa soulu wyszła z nich zwycięsko. Ale nie wszystkie piosenki wytrzymały próbę czasu.
„Jumpin’ Jack Flash” nagrany z Keithem Richardsem brzmi fatalnie nie dlatego, że się od 1986 r. zestarzał. Po prostu gitary wypadają płasko, szczególnie w zestawieniu z silnym, ostrzejszym niż riffy głosem Franklin. Kompozycja utknęła w pół drogi między bluesem a rock’n’rollem, jest hałaśliwa, ale pozbawiona energii. No, może z wyjątkiem finałowego okrzyku „Alleluja!”. „Doctor’s Orders” z Lutherem Vandrosem ma z kolei urok beztroskiego soulu początku lat 90., ale balansuje na granicy dobrego smaku i wywołuje pobłażliwy uśmiech. Koncertowa wersja „(You Make Me Feel Like) a Natural Woman” jest świetna tak długo, dopóki nie słychać Bonnie Raitt i Glorii Estefan, które do tego monumentalnego utworu nie wnoszą niczego wartościowego.
Nie zawodzi natomiast ani producenckie wyczucie Davida Stewarta, ani głos Annie Lennox. Zarejestrowany w połowie lat 80. z Eurythmics feministyczny manifest „Sisters Are Doin’ It for Themselves” zachował moc i taneczność. A zaśpiewany z George’em Michaelem „I Knew You Were Waiting (For Me)” jest rzadkim przykładem, że biali wokaliści mogą kunsztem dorównać królowej. Lekko swingujący duet z Frankiem Sinatrą to zupełnie inna kategoria – randka wielkich legend, dowcipny flirt, w którym przegrać musi mężczyzna. Sinatra śpiewa, że czuje się bezradny, przez kobietę wali się jego świat. Ale jego głos stoi w miejscu, podczas gdy Franklin biega po pięciolinii, bawiąc się z nim w kotka i myszkę! Proste syntezatory i agresywne bity w „It Isn’t, It Wasn’t, It Never Gonna Be” trudno uznać za przeżytek, bo właśnie wracają do łask, zresztą finezji dodaje bluesowe pianino. Ale wszystko to jest mało ważne, bo na pierwszym planie są doskonałe głosy Arethy Franklin i Whitney Houston. Rywalizują o mężczyznę, wymieniają się ciosami, dając popis niedoścignionego mistrzostwa. Wśród trzech nowych piosenek warta uwagi jest tylko „What Y’All Came to Do” z Johnem Legendem. Młody kompozytor wiedział, jak rozbudzić w wokalistce funkową iskrę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA