fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Śpiewaczki w obcisłych dżinsach – jak długo pozostaną u szczytu sławy?

Materiały Producenta
Wyścig do sławy trwa, a firmy fonograficzne prześcigają się w lansowaniu pięknych kobiet, które potrafią śpiewać
Kilka miesięcy temu burzę w Europie wywołał wywiad, jakiego jednej z niemieckich gazet udzielił tenor Endrik Wottrich. Opowiadał o gangsterskich metodach agentów i menedżerów zmuszających śpiewaków do nadludzkiej pracy w imię tzw. kariery. Ci zaś ratują się alkoholem i narkotykami, byle tylko podołać oczekiwaniom. Dlatego dzisiejsze gwiazdy osiągają sukces na chwilę, szybko zaś wyeksploatowane będą musiały ustąpić miejsca następcom.
Karuzela kręci się nieustannie, oferując kolejne nowe nazwiska. Pierwszy większy sukces bywa natychmiast wykorzystywany do dalszej promocji, czego dowodem jest Niemka Annette Dasch. Na tegorocznym festiwalu w Salzburgu podbiła widzów rolą Armidy w operze Haydna i w ślad za tym pojawiła się jej solowa płyta, zatytułowana także "Armida" (Sony/BMG). Annette Dasch śpiewa na niej arie z oper Glucka, Haendla, Haydna i Jommellego, których bohaterką jest właśnie Armida. Zadanie efektowne, ale wyraźnie podjęte pod wpływem speców od marketingu. Niemka dysponuje ładnym, mocnym głosem, który z trudem wpasowuje się w kanony barokowo-klasycystyczne. W innym repertuarze Annette Dasch wypadłaby znacznie lepiej, ale czy wówczas wszyscy skojarzyliby jej nie dość znane nazwisko z sukcesem odniesionym w Salzburgu?
Zdecydowanie więcej szczęścia ma nowa ulubienica Brytyjczyków Kate Royal, którą EMI lansuje hasłem: "Operowa śpiewaczka, która uwielbia Joni Mitchell i nosi opięte dżinsy". Pierwszy duży sukces odniosła w 2004 r., gdy w nagłym zastępstwie weszła na scenę w Glyndebourne i zaśpiewała Paminę w "Czarodziejskim flecie". Od tego czasu dużo wykonuje Mozarta, ale na debiutancką płytę pozwolono jej wybrać mniej ograny repertuar, na przykład subtelne pieśni Canteolube'a i Granadosa, a w takiej muzyce delikatny, o ciemnej barwie sopran Kate Royal prezentuje się nader korzystnie. To artystka, której chciałoby się jeszcze posłuchać. Obie debiutantki przebija jednak 31-letnia Łotyszka Elina Garanca, którą w tegorocznym plebiscycie wydawnictwa Festspiele uznano za najwybitniejszą śpiewaczkę minionego sezonu. Osiągnęła znacznie więcej niż młodsza od niej zaledwie o trzy lata Kate Royal, o czym świadczy też jej najnowsza płyta "Aria cantilena" (Deutsche Grammophon). Tytuł albumu sugerowałby, że są na nim same melodyjne hity, ale dobór utworów świadczy raczej o wszechstronności artystki i wyczuciu różnych stylów muzycznych. Fragmenty finezyjnego "Kawalera srebrnej róży" Straussa sąsiadują z operetką Offenbacha, aria z "Kopciuszka" Rossiniego z brazylijską muzyką Villi-Lobosa. Mezzosopran Łotyszki brzmi zawsze pięknie, wszystkie interpretacje zostały głęboko przemyślane. Czy zatem Elina Garanca to piękna kobieta u szczytu sławy? Tak, ale Endrik Wottrich właśnie wymienił jej nazwisko wśród artystów nadmiernie eksploatowanych. Łotyszce zdarzyło się w ostatnich miesiącach odwołać kilka prestiżowych występów. Może więc rzeczywiście wkrótce zastąpi ją któraś z odkrytych w tym roku gwiazd?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA