fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2011

Prezes TNS OBOP o sondażach wyborczych

Andrzej Olszewski, prezes TNS OBOP
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Kiedy sondaże zaczynają się rozjeżdżać, to znak, że zmieniają się preferencje wyborcze – mówi prezes TNS OBOP Andrzej Olszewski
Rz: Na finiszu kampanii sondaże pokazują sprzeczne dane. W waszym badaniu PO wyraźnie prowadzi przed PiS. W innym jest remis. Co się dzieje?
Andrzej Olszewski, prezes TNS OBOP: Zawsze, kiedy sondaże zaczynają się rozjeżdżać, to znak, że zmieniają się preferencje wyborcze. Pytanie tylko, która z firm badawczych wcześniej je odczytała. Widać też, że wciąż jest duża niepewność, a wyborcy niezdecydowani wahają się, kogo poprzeć. Wielu z nich decyzję wyborczą podejmie w ostatniej chwili. Wpływ na nią będzie miał finisz kampanii: ostatnie wystąpienia liderów, ostatnie spoty itp. Sondażom ciężko będzie to wyłapać. Stąd rozbieżności mogą być znaczne. Pokusiłby się pan o prognozę, kto wygra?
Gdybym miał obstawiać, to dziś postawiłbym na zwycięstwo PO. Ale proszę pamiętać, że rozmawiamy tydzień przed wyborami, a w tym czasie wiele może się wydarzyć. Patrząc wstecz, np. na wybory prezydenckie 2005, gdy większość sondaży pokazywała zwycięstwo Donalda Tuska nad Lechem Kaczyńskim, przypominamy sobie, jak wiele na tej ostatniej prostej może się zmienić. Wówczas w ostatniej chwili pojawił się trend, który zaczął pokazywać zmianę poparcia. I sugerować, że to, kto zwycięży, może się zdecydować w ostatniej chwili. Pamiętam nasz sondaż dla „Wiadomości", który robiliśmy w piątek przed ciszą wyborczą. Pokazał zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego. Myśmy sami trochę w to nie wierzyli. Wszystkie inne firmy badawcze miały odmienne wyniki. Baliśmy się, czy nie popełniliśmy jakiegoś błędu. Okazało się, że to my mieliśmy rację. A inne rozstrzygnięcia? Na przykładzie tego, co widać w sondażach obecnie, powiedziałbym, że duże szanse na wejście do Sejmu ma Ruch Palikota. Opieram to na doświadczeniach z przeszłości, choćby z poprzednich wyborów prezydenckich. Wówczas podobnie wyglądała sytuacja z rozwojem poparcia dla Grzegorza Napieralskiego. Paradoksalnie teraz Janusz Palikot pozyskuje tych samych wyborców, którzy wówczas opowiedzieli się za liderem SLD. Jak w sytuacji, kiedy w sondażach są tak duże różnice, podchodzić do tych badań? Może nie powinienem tego mówić jako szef firmy, która się zajmuje sondażami, ale przede wszystkim radziłbym patrzeć na różne sondaże. Nie sugerować się wynikami tylko jednego badania. Każde takie badanie jest obarczone błędami, które mogą być dość spore. Więc jeśli już, to bardziej obserwować trendy niż pojedyncze badania. Warto też zestawiać badania różnych firm. Każda z nich ma swoją specyficzną metodologię. One czasami się mocno różnią. Dlatego może się zdarzyć, że akurat jedna firma badawcza dzięki narzędziom, które stosuje, szybciej odczyta zmieniający się trend, a inna później. Sam jestem w stanie wskazać takie nasze sondaże, które odbiegały od wyniku głosowania. Pamiętam takie sytuacje, że w tygodniu poprzedzającym wybory robiliśmy kilka badań i trzy z nich się pokrywały, a jedno zdecydowanie odbiegało od pozostałych. Niektórzy politycy apelują, by zakazać publikowania sondaży w ostatnich tygodniach, bo wpływają na decyzję wyborców. Nikt nie zbadał dotąd wpływu, jaki sondaże mogą wywierać. Ja bym nie przeceniał tego, w jakim stopniu one rzeczywiście kształtują opinię. Myślę, że ludzie i tak głosują na tego, na kogo chcą. Raczej kierując się przy tym swoimi poglądami, opiniami rodziny czy znajomych. Jeśli już sondaże na coś wpływają, to na efekt poprawności. To znaczy – ludzie inaczej głosują, a co innego mówią ankieterom, ale to ma wpływ jedynie na dokładność sondaży, a nie na sam wynik wyborczy. Da się już przewidzieć, jaka w tych wyborach będzie frekwencja? Szacujemy, że dość niska. Dane, jakie zbieramy z badań, które na bieżąco prowadzimy, pokazują, że zainteresowanie tymi wyborami jest znacząco niższe niż ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi czy wyborami parlamentarnymi w 2007 r. Ta frekwencja powinna być na poziomie poniżej 50 proc. W tym roku TNS OBOP przeprowadzi badanie exit poll, dzięki któremu poznamy przybliżone wyniki wyborów zarówno dla TVP, jak i TVN. Jak to się stało? Robimy to pierwszy raz. Myślę, że po pierwsze przemawiały za tym argumenty ekonomiczne. To bardzo kosztowne, skomplikowane badania. Po drugie fakt, że TNS OBOP robi je od lat i nasze wyniki w poprzednich latach się sprawdzały. W wyborach prezydenckich były niemal identyczne jak te podane przez PKW. Tym razem będzie tak samo? Badanie exit poll, jakie przeprowadzamy w tym roku, będzie nieco odmienne i bardziej skomplikowane od tego sprzed roku. W wyborach prezydenckich mamy jedną listę kandydatów w całym kraju. Można więc powiedzieć, że przeprowadzamy jedno badanie. W wyborach parlamentarnych te listy się różnią w zależności od okręgu. Mamy więc kilkadziesiąt pojedynczych badań, które dopiero składają się na ostateczne wyniki. Dlatego spodziewamy się, że błędy mogą być większe niż w ubiegłym roku. Jakie błędy mogą się pojawić? Pierwszy to odmowa udziału w badaniu. Jest ona znacznie mniejsza niż w tradycyjnym sondażu, ale w skrajnych przypadkach może wynieść nawet kilkanaście punktów procentowych. I tu apel do wyborców, by chętnie brali udział w badaniu. Zapewniamy im pełną anonimowość. Im mniej osób nam odmówi, tym wynik będzie dokładniejszy. Wśród odmawiających rozkład poparcia nie jest taki sam jak wynik wyborów. Nie wiemy więc, wyborcy której partii częściej będą nam odmawiać. To najbardziej potrafi zaburzyć wyniki. Występuje też element poprawności politycznej, to znaczy, że tylko przed samym sobą przyznajemy się, na kogo będziemy głosowali. Są ludzie, którzy co innego mówią rodzinie i znajomym, a zupełnie inaczej głosują. Mimo że nasza ankieta jest anonimowa, nie można wykluczyć, że takie osoby inaczej zagłosują u nas niż w lokalu wyborczym. Ostatnia rzecz to zwykłe pomyłki. Wybory parlamentarne są bardziej skomplikowane od prezydenckich, więc liczba popełnianych pomyłek jest większa. Nie tak duża jak w wyborach samorządowych – w przypadku głosowania do sejmików oddano ponad 10 proc. nieważnych głosów – ale spora. Wynika to m.in. z tego, że karty do głosowania są bardziej skomplikowane. Wyborca otrzymuje ich kilka. U nas będzie to tylko jedna kartka z nazwami partii. Jak duże mogą być różnice między wynikami badania exit poll a rzeczywistymi wynikami wyborów? Szacujemy, że średni błąd może wynosić ok. 1,5 pkt proc. Natomiast w przypadku pojedynczych partii może on przekroczyć 2,5 – 3 pkt proc. W jaki sposób będzie przebiegać badanie? W zależności od tego, jaka będzie frekwencja, powinniśmy w przyszłą niedzielę przebadać od 90 do 100 tys. osób. Ponad 2 tys. ankieterów przed 900 lokalami wyborczymi będzie przepytywać wyborców. Będą oznakowani logo TNS OBOP i posiadać specjalną urnę, do której będą wrzucane ankiety. Dane będziemy zbierać przez telefony komórkowe. Będą one przesyłane do centrali. Wyniki podamy równo z zamknięciem lokali wyborczych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA