fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Rząd zastanawia się, co zrobić, by w szpitalach nie zabrakło lekarzy

W ciągu 48 godzin przedstawimy propozycje, jak rozwiązać problem czasu pracy medyków – zapowiedział premier. Termin upływa dzisiaj
W Ministerstwie Zdrowia trwają gorączkowe konsultacje z prawnikami. Przed rozmową z Donaldem Tuskiem nikt oficjalnie nie chce nic powiedzieć.
Od stycznia czas pracy lekarzy ma być dostosowany do norm unijnych: lekarze mogą pracować 48 godzin tygodniowo. W tej chwili niektórzy z nich spędzają w pracy nawet po 70 godzin. – 1 stycznia może się okazać, że nie będzie miał nas kto leczyć – mówi Andrzej Włodarczyk, wiceprzewodniczący Naczelnej Izby Lekarskiej. Problem są zwłaszcza przepisy, które nakazują 11-godzinny odpoczynek w każdej dobie. To uniemożliwia zorganizowanie dyżurów np. w weekend. – To te przepisy trzeba najpilniej zmienić – mówi „Rz” Romuald Romuszyński, dyrektor szpitala w Chorzowie. – Jeśli czas na odpoczynek będzie rozliczany np. w ciągu całego tygodnia, to uda się nam zorganizować pracę szpitala.
Z informacji „Rz” wynika, że właśnie w tym kierunku idą prace Ministerstwa Zdrowia. Dziś szefowa resortu Ewa Kopacz ma przedstawić premierowi ich wyniki. Urzędnicy liczą też na zmianę samej dyrektywy unijnej, na podstawie której opracowywano nasze przepisy. Nie wiadomo, czy premier zgodzi się na przesunięcie wejścia w życie przepisów. – To może byłoby wygodne dla rządu, ale trzeba pamiętać, że lekarze bardzo na te rozwiązania czekają. Odkładanie ich wejścia w życie grozi kolejnymi protestami w szpitalach – ostrzega Włodarczyk. Wprowadzenie w życie nowych przepisów może się skończyć ostrymi perturbacjami. Na Słowacji, gdzie przepisy o czasie pracy wprowadzono – niemal bez przygotowania – w tym roku, małe szpitale stanęły przed groźbą zamknięcia. W dużych placówkach wydłużają się kolejki do zabiegów, niektóre sale operacyjne nie są używane. Medyków brakuje szczególnie na kardiochirurgii, anestezjologii i neurologii. By utrzymać szpitale, słowaccy lekarze rezygnują z przysługującego im dnia wolnego i dobrowolnie zostają w pracy. Inni w wolnym czasie biorą dyżury w innych szpitalach. Przed problemem jeszcze stoi Szwecja. Tam unijny czas pracy lekarzy wchodzi w życie, tak jak w Polsce, 1 stycznia2008 r. Przepisy są jednak bardziej elastyczne: lekarze mogą zawrzeć umowy ze szpitalami i pracować na innych niż unijne zasadach. Nie wiadomo tylko, czy takie umowy uda się zawrzeć. Negocjacje trwają. W Niemczech, które unijnych przepisów bały się najbardziej w Europie, ich wprowadzenie nie przewróciło systemu do góry nogami. Wielu lekarzy pracuje w szpitalu 50 – 80 godzin tygodniowo – więcej, niż pozwalają przepisy. Część nadgodzin spędzają w szpitalach za darmo, za część otrzymują dni wolne. Inni, np. pracujący w klinikach uniwersyteckich, zgodzili się pracować dłużej, bo po 60 godzin tygodniowo. ? Lekarskie związki zawodowe podkreślają, że w przepisach unijnych jest formuła, która pozwala porozumieć się z medykami, tzw. opt-out. Lekarze mogą się zgodzić na pracę dłuższą niż 48 godzin tygodniowo. Związki apelują jednak, by tej formuły lekarze nie podpisywali. Chyba że dostaną znaczące podwyżki. ? Dyrektorzy szpitali namawiają personel do przejścia na tzw. kontrakty, czyli do podpisania umów cywilnoprawnych ze szpitalami. Na to jednak nie chcą się zgodzić starsi lekarze, którym zależy na wysokości emerytury. W polskich warunkach są to szczególnie specjaliści. ? Izby lekarskie proponują odejście od rozwiązania, które nakazuje 11-godzinny odpoczynek w każdej dobie. Chcą zniesienia zakazu konkurencji zapisanego w przepisach i uregulowania rozwiązań np. dotyczących dokumentacji lekarskich.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA