Wiadomości

Maor przemówi nogami

Robert Maaskant liczy, że Melikson w meczu z Ruchem Chorzów udowodni, iż znów gra świetnie
Fotorzepa
Robert Maaskant, trener Wisły Kraków, o Maorze Meliksonie, kryzysie i pieniądzach w futbolu
Rz: Sprawa Maora Meliksona rozgrzała piłkarską Polskę, ale jakoś nikt nie mówi, że najbardziej na całej sytuacji może ucierpieć Wisła Kraków.
Robert Maaskant: Tak, nie zaprzeczam. Maor myślał ostatnio o wszystkim, ale nie o klubie. Rozmawiałem z nim każdego dnia, bardzo przeżył całe zamieszanie. Melikson najlepiej wypada nie przed mikrofonem, ale na boisku. Kiedy podjął decyzję o grze dla reprezentacji Polski, poprosił mnie, żebym spotkał się z mediami, a on chciał wziąć udział w treningu. Kto ponosi winę za tak dużo niezdrowych emocji – Melikson czy może Grzegorz Lato, który się pospieszył i zdradził decyzję piłkarza?
Wina leży po obu stronach. Maor musiał podjąć jakąś decyzję i odkładanie jej w czasie - również teraz - nie ma sensu. Ale nie przypuszczał, jak wiele zamieszania wywoła. Prezes Lato chyba także nie przysłużył się sprawie. Jest pan zaskoczony, że decyzja Meliksona odbiła się takim echem także w polityce? Kompletnie, ale tak działają media. Wczoraj rozwiązały się języki, dzisiaj wszyscy albo zaprzeczają, albo przepraszają. Okazuje się, że ktoś za długo na słońcu poleżał (Eli Sohar, dziennikarz „Izrael Hajom", tak tłumaczył swój komentarz, w którym nazwał Polaków antysemitami – przyp. red.), ale Melikson swoje przeżył. Czy piłkarz jest politykiem? Czy kombinuje? Nie, jest w 50 procentach Polakiem i korzysta z przepisów wymyślonych przez FIFA, a nie przez niego. Mam nadzieję, że Maor przemówi nogami w meczu z Ruchem, pokaże, dlaczego wywołał tak dużo zamieszania. Sprawa ma się wyjaśnić w niedzielę, kiedy Luis Fernandez powoła Meliksona do reprezentacji Izraela. Lato daje piłkarzowi dwa dni na decyzję. Wiem wszystko, ale nie do mnie należy informowanie opinii publicznej. Czy to prawda, że piłkarz otrzymał jakieś groźby z Izraela? Melikson zmienił decyzję, gdy jechaliśmy do Świnoujścia. W tle była polityka, historia i wojna, ale o żadnych groźbach nie słyszałem. Melikson, niepowodzenia w lidze, porażki z Apoelem i Odense. Był pan w trudniejszej sytuacji w Wiśle? Zapomniał pan o Patryku Małeckim. Nie jestem jednak niczym zaskoczony, to normalne, kiedy podejmuje się pracę w czołowym klubie. Mamy wiele problemów, ale jeśli wygramy dwa mecze, będziemy liderami w ekstraklasie. W Lidze Europejskiej też przegraliśmy tylko jedno spotkanie. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów  to powód załamania formy? To było dla nas wielkim rozczarowaniem, ale możemy tym tłumaczyć tylko pierwszą porażkę w lidze z Lechią. Ani kroku dalej. Najważniejsze, że atmosfera w klubie jest świetna i nikt z zewnątrz nie przeszkadza nam w pracy. Podniesiemy się. Polskich kibiców bolało to, że Apoel miał piłkarzy kupionych za podobne pieniądze, jakie inwestowała Wisła. Nie zgodzę się. Co innego transfer, co innego pensja. Nie stać nas na żadnego piłkarza z mistrza Cypru, ani z Odense. Zarabiają tam dwa razy lepiej niż w Wiśle. Zresztą to żadna tajemnica, że w Polsce Legia i Lech też płacą lepiej. Działamy na trudnym rynku, musimy szukać ciekawych zawodników za darmo. Przed sezonem chwalił pan Małeckiego za dojrzałość. Bardzo pana rozczarował? Nasze stanowisko jest w tej sprawie jasne. Patryk, krytykując kibiców, popełnił błąd, został za to surowo ukarany, ale już sobie ze wszystkim poradził. To był czas, kiedy walczył o Ligę Mistrzów i wracał do reprezentacji Polski, proszę postawić się w jego sytuacji, gdy się okazało, że wypowiedziane słowa mają tak wielkie znaczenie. Małecki zaimponował mi tym, że szybko skupił się na treningach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL