fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

10 lat Wikipedii

Archiwum
Sympatycy i autorzy polskiej encyklopedii internetowej w weekend będą świętować jej dziesiąte urodziny
– Początkowo, z grupą Polaków, współredagowaliśmy Wikipedię po angielsku. Ale gdy swoje wersje zaczęli tworzyć Niemcy, Francuzi, pomyśleliśmy, dlaczego nie my? I tak się zaczęło – wspomina Krzysztof Jasiutowicz, lekarz internista z Częstochowy, jeden ze współtwórców polskiej Wikipedii.
Drugim był Paweł Jochym, fizyk pracujący dziś w PAN. To jemu zawdzięczamy pierwsze hasło. Objaśniało regułę Titusa-Bodego związaną z odległością między planetami w Układzie Słonecznym. W sieci pojawiło się 26 września 2001 r. Trzy miesiące później Polską Wolną Encyklopedię Sieciową oficjalnie włączono do międzynarodowego projektu Wikipedia. Dziś liczy przeszło 800 tys. haseł, a wśród internautów trudno znaleźć kogoś, kto by jej nie znał. – Artykuł w tradycyjnej encyklopedii zwykle ma jednego, dwóch autorów. Tu nawet kilkuset – mówi Paweł Zienowicz ze Stowarzyszenia Wikimedia Polska zrzeszającego zaangażowanych w tworzenie encyklopedii.
Wikipedystą może być każdy. – Na naszych zjazdach pojawia się ksiądz, są naukowcy, studenci i właściciel firmy handlującej kosmetykami. Mamy nawet niewidomego z psem przewodnikiem – wylicza Zienowicz. Dodanie do puli nowego hasła bądź uzupełnienie starego to kwestia kilku kliknięć myszką. – Autorzy czasem zakładają sobie stałe konto, ale nie jest to wymagane. Należy przy tym jednak podać źródło, z którego informacja została zaczerpnięta – wyjaśnia Zienowicz. Proste? Tylko pozornie. – Tworzenie hasła w Wikipedii jest jak odrabianie pracy domowej. Trzeba przegryźć się przez książki czy artykuły, a zdobytą wiedzę gruntownie przemyśleć – podkreśla Zienowicz. – Gdy sposób opracowania hasła wzbudza wątpliwości, opatruje się je adnotacją, która odsyła na stronę, na której toczy się nad nim dyskusja. Tam wspólnym wysiłkiem wielu internautów jest poprawiane. Właśnie duża liczba zaangażowanych w projekt ma być gwarantem jego rzetelności. – Każde złamanie zasady światopoglądowej neutralności czy oszustwo prędzej czy później musi zostać wykryte – podkreśla Zienowicz. W historii Wikipedii zdarzały się jednak fałszerstwa, które uderzały w jej reputację. W Polsce najgłośniejszą była tzw. sprawa Batuty. Kilka lat temu nieznane osoby stworzyły w Wikipedii biografię komunistycznego działacza Henryka Batuty. Według autorów żył w latach 1898 – 1947, przed wojną był więźniem Berezy Kartuskiej, potem zakładał Związek Patriotów Polskich, zginął pod Ustrzykami Górnymi w starciu z oddziałem UPA. Dla upamiętnienia go jedna z warszawskich ulic miała nawet nosić jego imię. Problem w tym, że Henryk Batuta nigdy nie istniał, a nazwa ulicy pochodziła od pałeczki dyrygenta. Autorzy mistyfikacji skorzystali z biografii gen. Karola Świerczewskiego, jednak nim ktokolwiek się zorientował, upłynęły dwa lata. O fałszerstwie napisały nie tylko polskie gazety, ale też brytyjskie ,,The Observer" i ,,The Independent". – Mistyfikacja była doskonała. Autorzy podawali źródła, a przypisy kierowały na utworzone w tym celu strony internetowe – wspomina Zienowicz. Podobne historie sprawiają, że Wikipedię nadal traktuje się z dystansem. Gdy w 2010 r. Bronisław Komorowski sięgnął do zamieszczonej w Internecie definicji Rady Bezpieczeństwa Narodowego, naraził się na ironiczne komentarze zarówno dziennikarzy, jak i przeciwników politycznych. – Żadne źródło nie jest doskonałe, a Wikipedia z roku na  rok się poprawia. To naprawdę kapitalny projekt społeczny – przekonuje dr Dominik Batorski, socjolog Internetu z UW. W lutym naukowcy z Politechniki Warszawskiej oficjalnie zadeklarowali, że włączą się w redagowanie sieciowej encyklopedii. – Czas na rehabilitację Wikipedii – nawoływał miesiąc wcześniej w ,,Rz" Andrzej Zawistowski z Biura Edukacji Publicznej IPN. Ale sceptyków nadal jest sporo. Prof. Mariusz Jędrzejko z  warszawskiej SGGW od lat prowadzi badania na temat wykorzystywania Wikipedii podczas pisania prac licencjackich i magisterskich. W 2007 r. do takich praktyk przyznało się 34 proc. studentów uczelni publicznych i 57 proc. niepublicznych. Dwa lata później było już odpowiednio: 54 i 72 proc. – Lada dzień opublikujemy wyniki kolejnych badań. Wynika z nich, że liczba studentów sięgających do źródeł internetowych znów wzrosła – informuje prof. Jędrzejko. – Tymczasem traktowanie Wikipedii jako źródła naukowego to nieporozumienie – nie dość, że jest pełna błędów, to jeszcze uczy wycinkowego patrzenia na świat – uważa. Według niego Wikipedia powinna być jedynie źródłem informacji, które zachęca do sięgnięcia głębiej. – A dla studentów zwykle stanowi ona kres poszukiwań – podsumowuje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA