Wybory parlamentarne 2011

Jedynki PO: Spółdzielnia pokonała Schetynę

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Decyzja, kto obejmie jedynki na listach PO, rodziła się w bólach. Rozstrzygała pozycja kandydata w regionie
W odróżnieniu od PiS ingerencja centrali w sprawę obsadzenia pierwszych miejsc na listach PO była znikoma. Tylko w trzech przypadkach interweniował szef partii. Donald Tusk narzucił lokalny m strukturom dwójkę spadochroniarzy: Bartosza Arłukowicza w Szczecinie i Joannę Kluzik-Rostkowską w Rybniku. Interweniował też w sprawie pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Elżbiety Radziszewskiej, którą władze regionu łódzkiego chciały pozbawić jedynki w rodzinnym Piotrkowie Trybunalskim.

Ułuda popularności

– Skutek jest taki, że jedynki obsadziły osoby popularne wśród aparatu partyjnego, ale nie wśród wyborców – mówi polityk związany z grupą Grzegorza Schetyny. I wymienia: minister infrastruktury Cezary Grabarczyk jest jedynką w Łodzi, gdzie lepszy wynik mógłby uzyskać minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Z pierwszego miejsca w Lubuskiem startuje szefowa regionu Bożenna Bukiewicz, przez co Stefan Niesiołowski spadł na drugie. Ireneusz Raś to jedynka z Krakowa zamiast bardziej znanego Jarosława Gowina. Joanna Mucha musiała ustąpić w Lublinie miejsca mało popularnej Magdalenie Gąsior-Marek. Waldy Dzikowski stracił jedynkę w Poznaniu na rzecz Rafała Grupińskiego.
Jeden z szefów regionów odpowiada: – Nie zgadzam się. Obsada jedynek musi też uwzględniać specyfikę regionów. Ktoś, kto często bywa w warszawskich studiach telewizyjnych, nie jest automatycznie popularny w swoim okręgu.

Przecieki do mediów

Wpływ struktur regionalnych na wyłanianie jedynek w PO spowodował, że Platforma najdłużej ze wszystkich partii podejmowała decyzje personalne. Z tego powodu było też dużo przecieków do mediów. To skutek rywalizacji dwóch frakcji: grupy Grzegorza Schetyny i "spółdzielni" Cezarego Grabarczyka. W jej wyniku Schetynie udało się obsadzić swoimi zwolennikami około dziesięciu jedynek. Wśród nich są m.in. Rafał Grupiński (Poznań), Andrzej Halicki (okręg podwarszawski), Sławomir Rybicki (Elbląg), Stanisław Gawłowski (Koszalin). Sprawdzeni sojusznicy Grabarczyka obsadzili kilkanaście jedynek: Andrzej Biernat (Sieradz), Ireneusz Raś (Kraków), Tomasz Lenz (Toruń), Leszek Korzeniowski (Opole).

Arłukowicz przyjęty, Kluzik sabotowana

Reszta to kandydaci związani bezpośrednio z Donaldem Tuskiem, osoby neutralne wobec wojny frakcji lub chwiejne, zmieniające sojusze zależnie od okoliczności. Jedynki związane z  Tuskiem  lub całkowicie od niego zależne to: Paweł Graś (Chrzanów), Ewa Kopacz (Radom), Radosław Sikorski (Bydgoszcz), Julia Pitera (Płock). Także świeże nabytki PO są całkowicie uzależnione od lidera. To Arłukowicz i Kluzik-Rostkowska. Widać jednak już między nimi sporą różnicę. Obie kandydatury zostały niechętnie przyjęte przez lokalne struktury. W Szczecinie, dokąd trafił Arłukowicz, na jedynkę miała ochotę posłanka Magdalena Kochan. W Rybniku, dokąd zrzucono Kluzik-Rostkowską, na to samo liczył tamtejszy poseł Marek Krząkała. Jednak Arłukowiczowi udało się zdobyć poparcie szczecińskiej PO. Tamtejsze struktury uznały, że popularny polityk będzie lokomotywą całej listy, i zaczęły go wspierać. Naciskała na to też centrala partii, której zależy na tym, by Arłukowicz wygrał prestiżowy pojedynek z liderem SLD Grzegorzem Napieralskim. Za to rybnicka Platforma mimo groźnych monitów z Warszawy nadal sabotuje kampanię Kluzik-Rostkowskiej.

14 kobiet

Jedynki w wielu okręgach otwierają osoby nieznane opinii publicznej. Najczęściej jednak są to posłowie popularni w rodzinnych stronach. Mirosława Nykiel jest jedynką w Bielsku-Białej, Tomasz Nowak w Koninie, Halina Rozpondek w Częstochowie, Wojciech Saługa w Sosnowcu. Ten ostatni jedynkę zawdzięcza dwóm czynnikom: jest bliskim współpracownikiem szefa Klubu Parlamentarnego PO Tomasza Tomczykiewicza, a na  dodatek deklaruje konserwatywne poglądy, dlatego wsparł go też Jarosław Gowin. Na kształt list Platformy miał też wpływ wprowadzony parytet dla kobiet. PO ma ich najwięcej na pierwszych miejscach  (14 na 41 list; dla porównania, drugie w tej kategorii PiS wystawiło na jedynkach dziesięć pań, SLD sześć). Czasem z powodu parytetu wstawiano słabe kandydatki. Dlatego zaskoczeniem dla całej partii była nominacja dla Małgorzaty Chomycz w okręgu przemyskim. – A kto to? – to najczęstsza reakcja posłów PO pytanych o tę kandydaturę. Chomycz jest od kilku miesięcy wojewodą podkarpacką. Ma 33 lata, z wykształcenia jest nauczycielką łaciny i angielskiego. Pracowała jednak głównie jako asystentka miejscowych polityków PO, przede wszystkim poprzedniej szefowej regionu, dziś europosłanki Elżbiety Łukacijewskiej. Kariera młodej asystentki wzbudziła kontrowersje w Platformie. – To za to, że kawę Elce parzyła – skarżyła się innym posłom główna rywalka Łukacijewskiej, podkarpacka posłanka Krystyna Skowrońska. Jednak Zarząd Krajowy PO – według naszych informatorów – nie miał zbyt dużego pola manewru. Uznał, że przemyskie struktury partii są tak słabe, że i tak trudno będzie znaleźć kogoś lepszego. Pisaliśmy już o jedynkach na listach PiS, wkrótce zamieścimy tekst  o numerach jeden na listach SLD   Sprostowanie Oświadczam, że w artykule „Spółdzielnia pokonała Schetynę" autorstwa red. Piotra Gursztyna („Rzeczpospolita", 24 września 2011r.) przypisano mi słowa  nigdy przeze mnie niewypowiedziane. Nie komentowałam pracy zawodowej pani Małgorzaty Chomycz.  Dodatkowo obecna wojewoda podkarpacka była w przeszłości także moją asystentką i jej pracę oceniam pozytywnie, a powoływanie się informatora na moje słowa nosi znamiona manipulacji. —Krystyna Skowrońska poseł na Sejm RP Nie jest winą dziennikarzy, że wewnątrz wszystkich ugrupowań politycznych toczy się bardzo ostra konkurencja. Także wewnątrz Pani partii. Jej przejawem jest to, że uczestnicy wewnątrzpartyjnych sporów chętnie przekazują mediom informacje niewygodne dla niektórych swoich kolegów. Robią to zawsze anonimowo. Tak było i tym razem. Ze swojej strony mogę dodać, że przekazała mi to osoba, której Pani partia powierzała odpowiedzialne zadania. Nie śmiem nawet przypuszczać, że osoba wyróżniona tego typu godnościami mogłaby mnie celowo wprowadzić w błąd. -Piotr Gursztyn
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL