Sylwetki

Pięcioletni plan Medicover

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
– Rynek prywatnych ubezpieczeń w Polsce ma ogromny potencjał rozwoju – stwierdza prezes Medicoveru w rozmowie z Beatą Chomątowską
Rz: Czy pana nominacja na prezesa Medicoveru, a teraz również wejście do zarządu spółki Medicover Forsakrings, szwedzkiej spółki ubezpieczeniowej grupy, oznacza, że dla Medicoveru najważniejszy będzie teraz segment ubezpieczeń zdrowotnych?
PaweŁ Kacprzyk: W najbliższych latach na pewno nasz portfel będzie ewaluował w kierunku ubezpieczeń. Spośród 600 nowych umów podpisanych od początku tego roku z klientami korporacyjnymi ponad połowa została zawarta w ramach grupowego ubezpieczenia zdrowotnego Medicover. Widać więc wyraźnie, że jest to oferta dobrze przyjmowana przez przedsiębiorców działających w Polsce. Jeśli wejdzie w życie zapowiadana przez resort zdrowia ustawa regulująca ten rynek, zgodnie z którą jedynymi podmiotami uprawnionymi do zawierania na nim umów będą firmy ubezpieczeniowe, będziemy już o kilka kroków przed konkurencją. Jako grupa jesteśmy jednocześnie ubezpieczycielem i dostawcą usług medycznych, tzn. sami tworzymy ofertę i dostarczamy ją klientom, oraz świadczymy kompleksowe usługi medyczne. Klient kupujący polisę w Medicover Forsakrings trafia więc do całego, zorganizowanego systemu opieki medycznej, z opieką świadczoną w ramach własnej sieci szpitali, centrów ambulatoryjnych oraz placówek laboratoryjnych. W najbliższych latach branża prywatnej medycyny w Polsce będzie rosnąć co najmniej 7-8 proc. rocznie
Ustawy jednak jeszcze nie ma, a prywatne ubezpieczenia zdrowotne w Polsce mają ciągle marginalny udział w rynku. Składka z nich wynosi zaledwie ok. 160 mln zł. Skąd przekonanie, że w najbliższych latach się to zmieni? Niezależnie od przyjmowanych rozwiązań prawnych, widzimy pozytywne sygnały świadczące o dużych perspektywach rozwoju segmentu prywatnych ubezpieczeń medycznych w naszym kraju. Już teraz istnieje przecież spory segment  rynku opieki zdrowotnej „fee for service". Grupa osób skłonnych jednorazowo wykupić świadczenia medyczne stale rośnie. To oznacza, że spora część społeczeństwa ma świadomość, że opieka medyczna kosztuje i akceptuje taki stan rzeczy. Inny czynnik to rosnąca zamożność Polaków. Stopniowo tworzy się rodzaj średniej i wyższej klasy, która, przyzwyczajona do wysokiego standardu usług w innych dziedzinach, oczekuje go też w zakresie opieki zdrowotnej. Pokolenie sukcesu lat 90. i poprzedniej dekady wchodzi zaś w wiek, w którym kwestie zdrowotne będą stopniowo wysuwać się na pierwszy plan. Mamy też w Polsce wielu przedstawicieli wolnych zawodów, którzy działają w ramach samozatrudnienia i nigdy z definicji nie będą częścią obsługi korporacyjnej. To też potencjalni  ubezpieczeni. Tylko jak przełamać wrodzoną niechęć Polaków do ubezpieczania się, którą podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy wskazywano jako jedną z głównych barier rozwoju tego rynku? Ubezpieczenia majątkowe, do których Polacy podchodzą ostrożnie, to zupełnie inna kategoria ubezpieczeń i przekładanie dotyczących ich tendencji na inne segmenty rynku byłoby błędem. Takie polisy kupuje się, zakładając niskie prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy. Stąd klienci oczekują jak największego zakresu ochrony przy jak najniższej składce. Czym innym jest ubezpieczenie o charakterze zdrowotnym. Zdrowie traktuje się jako wartość najwyższą, więc zakup takiej polisy jest rodzajem inwestycji, ze świadomą intencją jej wykorzystania. W tym segmencie obowiązują więc odmienne reguły. Sektor prywatnej medycyny ma coraz silniejszą reprezentację na warszawskiej giełdzie. Może to moment na zmianę decyzji o ewentualnym debiucie? Medicover był już notowany na giełdzie w Sztokholmie i w 2006 r. przestał być spółką publiczną. Na giełdę idzie się głównie po środki na inwestycje, a my je mamy. Większościowy pakiet akcji spółki ma szwedzka rodzina af Jochnick, która zaaprobowała nasze plany inwestycyjne na najbliższe pięć lat, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że właśnie ten okres będzie kluczowy dla rynku prywatnej medycyny w Polsce. Najpierw musimy zrealizować te zamierzenia, a potem będziemy się zastanawiać. Jeszcze do niedawna rynek prywatnej opieki medycznej w Polsce rósł w tempie 20-30 proc. rocznie. Zgodnie z prognozami Frost&Sullivan, w 2014 r. powinien być wart 20 mld zł. Na ile jest to wiarygodna perspektywa? Większość szacunków uwzględnia całość prywatnych wydatków Polaków na zdrowie, z czego największą część stanowią zakupy leków. Gdyby odliczyć wszystkie te nakłady, na sam rynek prywatnej opieki zdrowotnej przypadłoby ok. 2-2,2 mld zł. To stosunkowo niewiele, a czy ten udział zwiększy się w kolejnych latach, zależy od inicjatywy samych firm medycznych. Większość podmiotów działających na tym rynku patrzy na niego przez pryzmat Warszawy. Tymczasem świadomość naszej branży w mniejszych miastach Polski jest znacznie niższa. Potencjał do rozwoju – ogromny, jednak to my musimy wykazać się inicjatywą, żeby przekazać potencjalnym klientom z tych miejscowości informacje o korzyściach korzystania z naszych usług, zaprezentować im naszą infrastrukturę. Jeśli się to uda, wtedy można będzie mówić o realnym wzroście. Tymczasem, bazując na aktywności zbliżonej do dotychczasowej, branża będzie zyskiwać 7-8 proc. rocznie. Co w takim razie planuje Medicover, żeby zdobyć niezagospodarowaną jeszcze część rynku? W ciągu najbliższych pięciu lat chcemy zainwestować 60 milionów zł w budowę nowych placówek. W tym czasie zakładamy podwojenie liczby naszych centrów medycznych, otwierając ich rocznie po 4-5 w różnych miastach Polski. W tym roku uruchamiamy trzy nowe w Warszawie i jedną w Katowicach. Pierwsze półrocze przyszłego roku to dwie placówki w Krakowie. W dużych miastach działamy poprzez własne centra medyczne, natomiast w miastach średniej wielkości, jak Bydgoszcz czy Gliwice, wykorzystujemy również formułę franczyzową. Prowadzimy już w jej ramach 5 placówek, które spełniają nasze standardy obsługi. Jaki wzrost przychodów zakłada Pan w 2011 r.? Utrzymamy dotychczasowy poziom z lat 2009-2010. Sądzę nawet, że lekko przekroczymy dotychczasową dynamikę. Ale nawet po realizacji naszego pięcioletniego planu inwestycyjnego grupa Medicover nie zakłada, że będzie największą firmą na rynku. Chcemy dostosowywać tempo rozwoju sprzedaży naszych usług do tempa budowy infrastruktury, co pozwoli nam zapewnić ich jakość, szerokość oferty i elastyczność. Nie mówimy też „nie" ewentualnym przejęciom, o ile w grę wchodziłyby mocno wyspecjalizowane, silne ośrodki. Takie rozmowy już prowadzimy. Nie chcemy kupować sieci ambulatoriów, bo wolimy je budować sami. Przeniesienie naszego modelu do już działających placówek byłoby zbyt czasochłonne i kosztowne. A co z budową 5-6 mniejszych szpitali w największych miastach Polski, którą Medicover zapowiadał jako kolejny krok po otwarciu pełnoprofilowego szpitala w Wilanowie? Nie wycofujemy się z tych planów, jednak po przeanalizowaniu danych dotyczących naszych pacjentów je zrewidowaliśmy. Okazuje się, że ok. 60-70 proc. procedur medycznych realizowanych dziś w szpitalach wieloprofilowych można zaoferować w formacie chirurgii jednego dnia. Jeśli znajdziemy właściwą formułę ekonomiczną pod takie inwestycje, to mocno je rozważymy, o ile na rynku nie pojawią się w międzyczasie dostawcy tego typu usług, które będzie można zakontraktować. Wiele zależeć będzie od tego, jak rozwinie się do tego czasu początkujący model „public to private", w którym publiczne placówki występują po prywatne pieniądze. Eksperyment z Wilanowem pokazał, że w Polsce nie ma jeszcze miejsca na pełnoprofilowe prywatne szpitale? Kiedy szpital przynosić zyski? Od początku zakładaliśmy, że szpital zacznie osiągać zyski po siedmiu latach swojego funkcjonowania, tj. w 2016 r. i tego założenia nie zmieniamy. Na pewno tego typu inwestycja wiele uczy i to nie tylko zarządzania tak skomplikowanym podmiotem. Na rynku szpitalnym bardzo dużą rolę odgrywa przyzwyczajenie. Kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia nigdy nie miał zagwarantować jego zapełnienia, stąd przyjęty model zgodnie z którym z usług szpitala w Wilanowie korzystają trzy grupy pacjentów. Pierwsza to klienci  grupy Medicover, posiadacze indywidualnych polis zdrowotnych albo abonamentów, którym gwarantujemy pełen zakres opieki medycznej i nie musimy kontraktować większości usług. Druga grupa to pacjenci szukający możliwości realizacji swoich procedur hospitalizacyjnych w prywatnej placówce, którzy płacą za konkretną usługę. I ostatnia – pacjenci NFZ, których jest dziś już ok. 10 proc. W perspektywie kolejnych pięciu lat proporcje między tymi grupami będą się wyrównywać, ale nie sądzimy, żeby któraś z nich zdobyła dominującą pozycję. Rozwój rynku ubezpieczeń zdrowotnych w najbliższych latach będzie oparty głównie na polisach zdrowotnych oferujących opiekę szpitalną. Na podstawie tegorocznych danych sprzedaży widzimy już, że sporą część polis sprzedanych klientom indywidualnym stanowią polisy szpitalne. Nie tylko w Warszawie, ale i w innych miastach. Można więc już mówić o pewnym trendzie. CV Paweł Kacprzyk jest prezesem Medicoveru od początku roku. Wcześniej był związany z Volvo Polska, gdzie przez pięć lat pełnił funkcję prezesa. Przed przyjściem do Medicoveru pracował jako szef sprzedaży dla klienta masowego w PZU. Karierę zawodową zaczynał w PricewaterhouseCoopers. Absolwent m.in. IESE Business School na Uniwersytecie Navarry w Barcelonie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL