Plus Minus

Dziennikarz pyta, Tusk odpowiada

Zaraz koniec kampanii, a wywiadów z premierem mało. Szkoda
Nie mogąc przeto doczekać się takiej rozmowy, postanowiłem wyręczyć obie strony i w oparciu o moją najlepszą wiedzę o mediach przewidzieć, jak taki wywiad mógłby wyglądać. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistości, nadmieniam, jest niezamierzone.
– Panie premierze, czy to prawda, że zdecydował się pan walczyć o władzę, bo opozycja jest nieprzygotowana do jej przejęcia? – Długo o tym myślałem, naradzaliśmy się w gronie najbliższych współpracowników i mogę powiedzieć, że może kiedyś będziemy mogli oddać władzę, ale jeszcze nie teraz. Musicie to zrozumieć. Rządzenie to nie sztuka zadawania ludziom bólu.
– A gdyby pan przegrał, bardzo by ludzi to bolało? – Naiwne pytanie. Nie spodziewałem się tego po panu. – Ale ja tak tylko... – No już dobrze, dobrze. Nie ma problemu, odpowiem. Gdybym przegrał, Polska byłaby wielką kupą z flagą na wierzchu. – Sama myśl boli. Ale czy pan premier ma w sobie dość siły, żeby to powstrzymać? – Nie jest łatwo. Cztery dni odpoczynku tygodniowo to nie jest dużo. Na szczęście jest jeszcze piłka nożna. Jest drużyna. Jest projekt. To dodaje nadziei. Jestem optymistą. – Czyli ducha panu premierowi nie zabraknie? – Nie pozwolę, żeby do władzy doszli awanturnicy i podżegacze, którzy marzą o tym, żeby aresztować inwestycje. – Brrr. A co pozytywnego proponuje pan premier Polakom? – Odpowiedzialne czynienie życia ludzkiego prostszym. Dobrobyt i innowacyjność. Nikt przed nami nie potrafił wymyślić, że z Warszawy do Gdańska jedzie się dłużej, niż trwa lot z Warszawy do Waszyngtonu. Proszę powiedzieć, panie redaktorze, niech pan będzie krytyczny, niech pan naprawdę wali prosto z mostu, nie będę unikał zwarcia, przecież na tym polega ostra polityczna dyskusja, proszę powiedzieć, powtarzam, czy ktoś tak potrafił? – W takim razie, skoro pan domaga się trudnych pytań, to zadam i to: dlaczego tylko Polska jest zieloną wyspą? – Dziękuję, rzeczywiście, niech mi teraz ktoś powie, że w Polsce zagrożona jest wolność słowa. W żadnym innym kraju demokratycznym nikt tak nie magluje premiera jak pan mnie. Ale o to żeśmy walczyli, po to była „Solidarność", żeby teraz dziennikarze mogli mnie pytać o najtrudniejsze rzeczy. Żadnej agresji się nie ulęknę. Tak, jesteśmy zieloną wyspą, udało się. – Panie premierze, a niektórzy mówią, że w sprawie Smoleńska mógł pan więcej? – Ależ pan ulega politycznej poprawności. Rozumiem, że teraz ataki na rząd są modne, że wy, dziennikarze, musicie pokazywać odwagę, oskarżać mnie o zdradę, ale są granice absurdu. Proszę następne pytanie. – Aż nie wiem, czy wypada pytać. Panie premierze, ja sam bym tych awanturników, tę hołotę, to bydło, tę watahę najchętniej, no, pan rozumie, pozbył się ich. Morda w kubeł i już. A pan, jak pan to znosi? – Przyznaję, z trudem. To wymaga ciągłych ćwiczeń woli.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL