fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

PiS za słabo sprzątał po Rywinlandzie

Rzeczpospolita
Polacy nie poparli PiS nie dlatego, że odrzucili tezę o państwie umafijnionym, rządzonym przez układ i oligarchów, ale dlatego, że w odczuciu wyborców partia ta nie potrafiła sobie z jego oczyszczeniem poradzić – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Trzeba posprzątać po Kaczyńskim! – powtarzają zgodnym chórem obrońcy dobrego imienia III Rzeczypospolitej, ale nie bardzo potrafią wskazać, co konkretnie jest do sprzątnięcia (poza oczywiście samym Kaczyńskim, lecz to akurat już się stało). Najbardziej zawzięci antykaczyści, gdy usiłuje się ich zmusić do podania konkretu, co takiego strasznego zrobił poprzedni rząd, odpowiadają, że Kaczyński coś tam powiedział, czego mówić nie powinien – o Trybunale Stanu, adwokaturze, łże-elitach czy lekarzach. Nawet zakładając, że mają rację, wynika z tego tylko tyle, iż Kaczyński był politykiem zbyt awanturnym. Może i był, został za to przez wyborców ukarany, podobnie jak swego czasu za to samo ukarali oni Wałęsę – ale nie wynika z tego, że zrobił coś, co teraz trzeba naprawiać czy odkręcać.
W rzeczywistości jest inaczej. Dwa lata temu Polacy gremialnie wypowiedzieli się przeciwko patologiom III RP, głosując na dwie partie centroprawicowe, które obiecywały wspólnie patologie te wyplenić. Fakt, że obecnie zwrócili się oni równie gremialnie przeciwko tej z nich, która, wbrew zapewnieniom zawarciu koalicji, ową obietnicę usiłowała spełnić w sojuszu z populistami i radykałami, nie oznacza wcale, że Polacy się z ówczesnych oczekiwań wycofali. Gdyby tak było, gdyby w ciągu owych dwóch lat diametralnie wyborcy zmienili zdanie o Rywinlandzie i dali się przekonać medialnej orkiestrze Michnika, że III RP była państwem, z którego możemy być dumni, głosowaliby nie na Tuska i PO, ale na LiD i Kwaśniewskiego. Tym bardziej że to właśnie na LiD grała przez cały czas orkiestra – PO poparła dopiero w ostatniej fazie, gdy stało się oczywiste, że lewica nie ma żadnych szans. Przyczyn odrzucenia PiS szukać więc należy nie w rezygnacji z tezy o państwie umafijnionym, rządzonym przez układ i oligarchów, ale w tym, że w odczuciu wyborców PiS nie potrafił sobie z jego oczyszczeniem poradzić, a nawet, że wchodząc w sojusz z umoczoną po uszy Samoobroną, zdradził tę ideę. Raport z rozwiązania WSI zamiast zapowiadanych „porażających faktów” zawierał głównie mało konkretne domysły i mało znaczące nazwiska. Nic konkretnego nie wynika wciąż z zeznań nadal trzymanego w areszcie lobbysty Marka D. Klapą skończyło się poszukiwanie szwajcarskich kont polityków lewicy, nie udało się sprowadzić do kraju Edwarda Mazura, a sprawa korupcji w Ministerstwie Finansów nie miała dalszego ciągu, bo ścigany listem gończym Henryk Stokłosa bez trudu wyjechał z kraju. Jak rozumieć tę nieskuteczność PiS? Nawet entuzjaści III RP nie odważają się formułować wprost tezy, że afery Rywinlandu były zmyślone; ograniczają się jedynie do zasiewania wątpliwości i gołosłownego wyszydzania starań o poznanie prawdy – jak w sprawie szwajcarskiego zegarka Aleksandra Kwaśniewskiego, przypadkiem dokładnie takiego samego jak ten, który kupił na łapówkę dla „kogoś ważnego” były poseł Pęczak. Ale nie ulega wątpliwości, że afery te nie były zmyślone. Nie jest zmyśleniem, że człowiek najbardziej podejrzany o zlecenie mordu na generale Papale nie tylko został na polecenie z góry wypuszczony bez przesłuchania, ale jeszcze ostatnią noc przed ucieczką z Polski spędził, balując z dostojnikami MSW, w tym z samym ministrem. Nie jest zmyśleniem superekspresowy tryb ułaskawienia i wypuszczenia z kraju szwajcarskiego bankiera lewicy Piotra Vogla. Nie jest wyssana z palca ta przedziwna koincydencja, że koncesje na uruchomienie prywatnych telewizji dostali w wolnej Polsce, spośród wielu ubiegających się o nie, akurat kandydaci mający w życiorysie wspólne interesy z tajnymi służbami PRL, względnie atuty w rodzaju osobistej rekomendacji Urbana dla Kiszczaka do robienia programów telewizyjnych na użytek SB. Nie da się także zapomnieć – choć oczywiście można starać się zamilczeć – tego, co Polacy usłyszeli podczas prezentacji podsłuchanych rozmów Kaczmarka, Kornatowskiego i Netzla. Komendanta głównego policji – swego czasu współodpowiedzialnego za tuszowanie komunistycznej zbrodni – który na polecenie tajemniczego „znajomego od śrub, odkręconych”, pędzi ostrzec „najlepszego płatnika” przed prowadzonym przeciwko niemu śledztwem, czy podobnie się zachowującego ministra spraw wewnętrznych.To łatwy i poręczny greps, że PiS zdołał zdemaskować tylko tych, których sam mianował – zresztą oddał on w kampanii wyborczej znaczne usługi. Bez wątpienia, polityka personalna Kaczyńskiego, który chyba świadomie opierał się na ludziach nikczemnej konduity, sądząc, że mając na nich haki, może być pewny ich lojalności, przyniosła fatalne skutki. Ale stwierdzenie tego faktu nie przybliża nas ani trochę do problemu, jaki nadal ma Polska z takimi ludźmi. Tajemnicę nieskuteczności Kaczyńskiego w walce z „układem” można wyjaśniać dwojako. Możliwość pierwsza – Kaczyński nie wskazał układu, bo tak naprawdę tego nie chciał, wolał grać posiadaną niejawną wiedzą, licząc na przejmowanie kolejnych nici „szarej sieci”, która wedle jego słów oplatała Polskę. Możliwość druga – starania Kaczyńskiego udaremnili ludzie, którzy je sabotowali, tak jak nadzorujący wiele ważnych śledztw Kaczmarek, jak Kornatowski czy szef CBŚ Jarosław Marzec, który – dowiadujemy się z przecieków – w decydującym momencie na dwa tygodnie „zawieruszył” list gończy za Stokłosą. Są fakty wskazujące na to drugie wyjaśnienie, za pierwszym przemawiają tylko domniemania. Ale jakkolwiek wyjaśnimy nieskuteczność PiS, ważniejsze teraz jest pytanie, czy PO okaże się skuteczniejsza. Czy „znajomi od śrub” wkręcą się do struktur nowej władzy równie łatwo i z tym samym skutkiem co poprzednio, czy też zostaną utrzymani od nich z daleka – ale dzięki jakim mechanizmom, jakim posunięciom, na razie wiemy o tym niewiele.Jakkolwiek na sprawę patrzeć, sprzątać trzeba nie po Kaczyńskim – ale to, czego Kaczyński sprzątnąć nie zdołał. Sprzątać trzeba wciąż, tak samo jak dwa lata temu, po okrągłostołowej III RP, której określanie mianem PRL-bis, względnie Rywinlandu ciągle pozostaje równie zasadne jak wtedy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA