Telewizja

Agnieszka Holland o serialach

Joel Kinnaman i Mireille Enos w serialu
FOX Life
Agnieszka Holland wyjaśnia dlaczego w USA powstaje coraz więcej ambitnych seriali, a polskie są kiepskie. Z reżyserką rozmawia Tomasz Gromadka
Wyreżyserowała pani dwa odcinki "Dochodzenia", które zadebiutuje 7 września w stacji FOX Life. Czym ten serial wyróżnia się spośród telewizyjnych kryminałów w USA?
Agnieszka Holland: W policyjnych produkcjach każdy odcinek opowiada inną historię. Tutaj śledztwo w sprawie morderstwa nastolatki rozciąga się na dwa sezony. "Dochodzenie" jest adaptacją duńskiego serialu, który odniósł sukces w kilku krajach. Producenci bali się jednak, czy pomysł sprawdzi się w USA. Spodobał się, ponieważ coraz więcej widzów za oceanem szuka na małym ekranie oryginalnych programów. Telewizyjna papka nie ma racji bytu w ambitniejszych stacjach. Zobacz galerię zdjęć Czy to nie dziwne, że w USA, ojczyźnie rozrywkowych mediów, zaczęły powstawać ambitne seriale?
Nie. Amerykanie potrafią zdobywać nowe terytoria, zarówno technologiczne, jak i artystyczne. Stacje zorientowały się, że tracą widzów, znudzonych konwencjonalnymi i przewidywalnymi programami. Kanał HBO zaryzykował pierwszy, ponieważ zarabia na abonamentach i nie jest uzależniony od oglądalności czy reklam. Eksperyment się udał i teraz telewizje prześcigają się nowatorskimi serialami. Stały się sztuką? Rozmowy kulturalne - czytaj więcej
Duża ich część. Ten proces zaczął się chyba pod koniec lat 90. od "Prezydenckiego pokera", serialu o politykach poruszającego wstydliwe i kontrowersyjne tematy.  Potem powstała "Rodzina  Soprano" – o mafii, i "Sześć stóp pod ziemią" – o zakładzie pogrzebowym. Z obecnie emitowanych wysoko cenię "Mad Men" o kulisach pracy agencji reklamowej. Najlepsze seriale diagnozują w atrakcyjny dla widza sposób współczesną rzeczywistość i przełamują tabu. Zastąpiły tzw. kino środka, łączące rozrywkę ze sztuką. Wyręczają filmy w opisywaniu świata? Seriale - czytaj więcej
Na pewno w USA. Hollywood tworzy czystą zabawę z efektami specjalnymi i komiksową akcją. Plus co roku kilka filmów z myślą o nominacjach do Oscara. Kino przestało mówić o ważnych sprawach językiem zrozumiałym dla szerszej publiczności. Teraz seriale – kiedyś rozrywka dla dzieci, nastolatków i gospodyń domowych – cieszą się coraz większym powodzeniem u widzów wchodzących w dorosłość. Czy zachwyt nad nimi nie jest przesadny? Przecież czerpią z osiągnięć filmu. To nieuniknione. Chyba tylko "Prawo ulicy" nie powiela kinowych motywów. Reżyserowałam kilka odcinków tej produkcji, która kapitalnie pokazuje USA – świat policji, prawników, przestępców, a także zwykłych ludzi. Bardziej kojarzy mi się z powieścią realistyczną niż z filmem, ponieważ przedstawia panoramę życia w Stanach. Inne dobre seriale w twórczy sposób grają z gatunkami. Nowatorskie są postacie, często antybohaterowie budzący skojarzenia z kinem europejskim. Jaki wpływ ma reżyser w USA na kształt serialu? Minimalny. Jest człowiekiem do wynajęcia. Rządzą scenarzyści, którzy są zarazem producentami. W serialach, przy których pracowałam, miałam bliskie kontakty z twórcami i moje drobne uwagi były uwzględniane. W trakcie zdjęć mam swobodę, ale nie ingeruję w fabułę. Jeśli każdy odcinek kręci inny reżyser, trzeba pilnować jednolitego stylu. W "Dochodzeniu", gdzie rodzina zamordowanej dziewczyny jest polskiego pochodzenia, chciałam zrobić scenę z tradycyjną stypą. Ale nie było czasu na takie szczegóły. Najwięcej pola do popisu miałam przy realizacji pilota "Treme" – o Nowym Orleanie po huraganie Katrina. Byłam pierwszym reżyserem pracującym przy tej produkcji i mogłam odcisnąć swoje piętno na świecie stworzonym przez scenarzystów. Czym praca nad serialem różni się od tej na planie filmowym? Jest mniej czasu. W HBO na jeden odcinek przypada 11 dni zdjęciowych, w innych stacjach – siedem. Budżety są znacznie mniejsze niż w hollywoodzkich filmach, ale za pieniądze, które wydają amerykańskie telewizje na jeden odcinek, można zrobić dwa filmy w Polsce. Czy dlatego jest u nas tak mało ambitnych seriali, że nie dysponujemy wielkimi pieniędzmi? Budżet nie ma nic do rzeczy. Niestety, zbyt wielu ludzi, którzy rządzą telewizją w Polsce, jest koniunkturalistami bez wyobraźni i znajomości świata. Uznają, że widz nie zrozumie bardziej wartościowego przekazu. Za mało płaci się scenarzystom i reżyserom, więc nie ma czasu na porządne opracowanie pomysłów. Polskie serie są niechlujne i nieprzemyślane. Spece od telewizji nie wierzą, że jakość ma znaczenie. Chodzi im głównie o własne bezpieczeństwo i szybką kasę. A widz przyzwyczajony do tandety ma zepsuty gust. Teraz nawet dobremu serialowi trudno byłoby zdobyć publiczność. W USA producenci nie trzymają się kurczowo stołków, ale szukają wyzwań. Standardy powinna u nas stwarzać telewizja publiczna, ale już od dawna tak nie było. Bardzo liczę na jednego z najbardziej kreatywnych producentów, Jerzego Kapuścińskiego, który objął TVP 2. Jemu chodzi naprawdę o jakościową produkcję i wierzy w inteligencję widza. Może uda mu się zmienić coś na lepsze. Jak wiele propozycji reżyserowania dla telewizji otrzymuje pani w Stanach? Dostaję mnóstwo ofert i bez przerwy odmawiam. Nie chcę robić więcej niż kilka odcinków w roku. Wtedy praca na planie nie byłaby tak odświeżająca. Przygodę z telewizją zaczęłam od kryminału "Dowody zbrodni". Chciałam sprawdzić, czy jestem w stanie bez wstydu i w bardzo krótkim czasie nakręcić coś dla masowego widza. Niedługo będę reżyserować początkowy odcinek drugiego sezonu "Dochodzenia". Spoczywa na mnie duża odpowiedzialność – koniec pierwszej części wywołał oburzenie wielu widzów. rozmawiał Tomasz Gromadka Agnieszka Holland, reżyserka Kręci filmy w USA i Europie, ale pracuje również nad serialami. W Stanach zrealizowała kilka odcinków "Dowodów zbrodni", "Prawa ulicy" i "Dochodzenia". W 2010 r. była nominowana  do nagrody Emmy, czyli telewizyjnych Oscarów, za reżyserię pilota "Treme" – o Nowym Orleanie po huraganie Katrina. W Polsce współtworzyła serial polityczny "Ekipa" z Januszem Gajosem w roli głównej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL