fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Chcą powstrzymać Busha

Rosyjski przywódca Władimir Putin (z prawej) rozumie obawy irańskiego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada (z lewej) przed amerykańską tarczą antyrakietową
AFP
Andrzej Pisalnik
Przywódcy Chin, Rosji i Iranu znów prężą muskuły. Deklarują, że będą wspólnie walczyć z amerykańskimi wpływami w Azji - bogatym w ropę i gaz regionie
Takie okazje jak wczoraj w stolicy Kirgizji, by w dużym gronie ponarzekać na jednobiegunowy świat i politykę prowadzoną przez Stany Zjednoczone, zdarzają się rzadko. Na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Biszkeku przywódcy Chin, Rosji, Kazachstanu, Kirgizji, Tadżykistanu i Uzbekistanu mogli również liczyć na wzajemne zrozumienie w kwestii nieprzestrzegania praw człowieka i standardów demokracji.
Niemal jak w domu mógł się tam też poczuć prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad -na razie tylko obserwator, który ostrzegał przed projektem amerykańskiej tarczy antyrakietowej. - Taki projekt nie zagraża wyłącznie jednemu krajowi. Dotyczy większości kontynentu, całej Azji - ostrzegał kolegów irański przywódca. Nie wymienił jednak z nazwy Stanów Zjednoczonych i mówił jedynie o planach "jednego mocarstwa". Takich skrupułów nie miał natomiast szef rosyjskiej dyplomacji, który wykazał zrozumienie dla obaw Irańczyków. - Zagrożenie, jakie rzekomo stanowi Iran, zostało zmyślone i jest wykorzystywane jako pretekst -przekonywał dziennikarzy Siergiej Ławrow.
Nie zabrakło również optymistycznych wniosków. Rosyjski przywódca Władimir Putin z radością zauważył, że założona przed sześcioma laty Szanghajska Organizacja Współpracy rośnie w siłę.
-Rok po roku staje się coraz ważniejszym czynnikiem wzmacniania bezpieczeństwa i stabilności w Azji Środkowej - zauważył. Dodał, że wszelkie próby samotnego rozwiązywania problemów globalnych i regionalnych są skazane na niepowodzenie. Wtórował mu przywódca Chin Hu Jintao.
- Z wyzwaniami i zagrożeniami współczesnego świata można poradzić sobie jedynie poprzez wspólne wysiłki społeczności międzynarodowej -podkreślał Hu.
Dziś przywódcy będą oglądać największe w historii manewry rosyjsko-chińskie. Bierze w nich udział ponad sześć tysięcy żołnierzy. Spotkaniu uważnie przyglądają się zachodni komentatorzy. Zwracają oni uwagę, że gdy w 2005 roku żołnierze w Uzbekistanie otworzyli ogień do antyrządowych demonstrantów w Andiżanie, a Unia Europejska i USA domagały się w tej sprawie niezależnego śledztwa, Szanghajska Organizacja Współpracy uznała, że była to po prostu operacja antyterrorystyczna. Zdaniem niektórych analityków organizacja, w której skład wchodzą państwa nieprzejmujące się prawami człowieka, może się wkrótce przekształcić w antyzachodni sojusz mogący stać się rywalem NATO.
Z taką opinią nie zgadza się analityk wojskowy generał Bolesław Balcerowicz. - Moim zdaniem Szanghajska Organizacja Współpracy to jedynie bardzo luźne stowarzyszenie. Nazywanie jej sojuszem polityczno-militarnym uważam za nieporozumienie. Współczesny sojusz ma bowiem ściśle określone struktury. Ma też jednoznaczne, wspólne i klarowne cele. Nie wspominając już o wspólnocie wartości, o której w tym wypadku trudno mówić. W wielu kwestiach interesy choćby Chin i Rosji są bardzo rozbieżne -uspokaja w rozmowie z"Rz" generał Balcerowicz. - Zagrożenie, że Szanghajska Organizacja Współpracy przekształci się w antyzachodni, antynatowski sojusz wojskowy, oceniałbym jako bardzo niewielkie - dodaje.
Wątpię, by Szanghajska Organizacja Współpracy mogła się stać sojuszem polityczno-wojskowym. A jeśli nawet, nie byłby on antynatowski, bo Chinom i Rosji utrudniłoby to robienie interesów z Zachodem. Choć z pewnością Pekin i Moskwa chciałyby, by ich organizacja odgrywała tak ważną rolę jak NATO. Do tej pory jednak żadna z organizacji, które powstały po upadku ZSRR, nie była szczególnie skuteczna. Również w tym wypadku jest dużo słów, a mało działań. not. jap
Fiodor Łukianow redaktor naczelny czasopisma "Rosja w Globalnej Polityce"
Wspólne ćwiczenia wojskowe oraz niektóre kontrowersyjne inicjatywy Szanghajskiej Organizacji Współpracy są jedynie demonstracją ambicji Chin i Rosji. Jako najważniejsi gracze w regionie chcą w pełni kontrolować to, co się dzieje w tej części świata. Władze w Pekinie i w Moskwie uważają, że wszystkie problemy w regionie powinno się rozwiązywać bez udziału Waszyngtonu, i przekonują do tego innych azjatyckich przywódców. not. a.pis.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA