fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Radujmy się

Ogłoszenie przez premiera poniedziałku Dniem Radości Narodowej jest cenną inicjatywą polityczną. Wpisuje się ona w program pojednania Polaków ogłoszony przez Donalda Tuska tuż po wyborach, którego głównym elementem jest przekształcenie PO w partię miłości, co udaje się jak dotychczas znakomicie, wystarczy popatrzeć na uczucie łączące obecnie liberałów i chłopów.
Naturalnym polem miłości jest oczywiście piłka nożna, zwłaszcza dla premiera, który sam gra od dawna, a nie tylko na potrzeby wyborów, jak to mają w zwyczaju inni politycy. Gdy jakiś polityk próbuje niezdarnie wykorzystać futbol do podbudowania własnej popularności, dochodzi czasem do rzeczy groteskowych. Na przykład kilka lat temu w Niemczech chadek Edmund Stoiber podczas festynu ludowego w miasteczku Kotzting postanowił pokazać, że poza talentem politycznym ma również piłkarski. Oddał tylko jeden strzał, ale za to ważny dla losów jego kampanii wyborczej. Zamiast trafić do siatki, trafił piłką w twarz kobiety, która przyszła go dopingować. Ofiara upadła i zaczęła nawet krwawić z czoła. Przybyli sanitariusze z lodem, odwieźli starszą panią do szpitala, a niedoszły kanclerz, zamiast zyskać, stracił popularność.
Z Donaldem Tuskiem tak oczywiście nie będzie. Premier jest dobrym technicznie piłkarzem, na boisku rozważnym, czujnym, przekładającym taktykę nad brutalną siłę przedstawicielem coraz popularniejszego nurtu w piłce nożnej, a mianowicie futbolu refleksyjnego. Jego głównymi przedstawicielami są byli piłkarze amatorzy z ambicjami, w okolicachpięćdziesiątki. Wiem, o czym mówię, bo sam nieuchronnie zbliżam się do tej grupy. Ideałem dla nas są mecze, w których niewiele się walczy, za to dużo myśli. Moim zdaniem gdyby Donald Tusk był prezesem PZPN, jego pierwszą reformą byłoby zniesienie zwycięstw i porażek i obowiązkowe kończenie meczów remisem, by nikomu nie było przykro. Radujmy się zatem z premierem, nie zwracając uwagi na takie drobiazgi jak budowa Stadionu Narodowego w Warszawie, która - co przyznał w Dniu Radości Narodowej minister sportu - ruszy najwcześniej za rok. Wielu Polaków pamięta, jak poważnie i zdecydowanie Donald Tusk deklarował po wyborach, że na siebie bierze odpowiedzialność za organizację Euro 2012. Jeśli nie wywiąże się z tej obietnicy, to na nic cud gospodarczy i miliony rodaków wracających do kraju. Jego polityczno-piłkarskie gesty będą wyglądały równie groteskowo jak pudło Stoibera, dryblingi Millera i wślizgi braci Kaczyńskich.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA