fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Co wiedzą o akcji dowódcy misji w Afganistanie

PAP
Prokuratura wojskowa nie przesłuchała dowódców żołnierzy podejrzanych o zabicie cywilów w afgańskiej wsi – ustaliła „Rzeczpospolita”
Wyjaśnień w tej sprawie nie złożył ani gen. Marek Tomaszycki, dowódca kontyngentu w Afganistanie, ani płk Adam Stręk, dowódca Polskiej Grupy Bojowej, ani gen. Bronisław Kwiatkowski, szef Dowództwa Operacyjnego, który w kraju nadzoruje misje.
– W przypadku gdy w czasie misji giną ludzie, procedury NATO nakazują przesłuchanie dowódców wszystkich szczebli oraz oficerów rozpoznania: kontrwywiadu, wywiadu, żandarmerii. Przesłuchuje się ich osobno i sporządza raport dla kierownictwa MON. Ministerstwo ma jeszcze możliwość zweryfikowania tych informacji – mówi gen. Sławomir Petelicki, twórca i pierwszy dowódca jednostki specjalnej GROM. – W tej sprawie jest wiele pytań. Należy się zastanowić, czy od sierpnia do listopada prowadzone było dochodzenie. I czy nie mamy tu do czynienia z próbą ukrycia odpowiedzialności. W piątek ujawniliśmy, na podstawie informacji od wysoko postawionego generała Wojska Polskiego, który między innymi brał udział w przygotowaniu misji, że armia próbowała ukryć okoliczności ostrzelania afgańskiej wioski przez polskich żołnierzy. W wyniku ostrzału zginęli niewinni cywile, w tym kobiety i dzieci.
– Potrzebne jest postępowanie wyjaśniające, które obejmie też dowódców – podkreśla gen. Roman Polko, były dowódca GROM, wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. O tym mówi również Roman Giertych, który, jak ustaliła “Rz”, będzie prawdopodobnie adwokatem żołnierzy oskarżonych o zabójstwo cywilów w Afganistanie. – W tym wypadku musimy się zastanowić, czy odpowiedzialność nie leży po stronie dowódców i polityków. Sądzę, że tu może zachodzić taka przesłanka – tłumaczy Giertych. O pomoc w reprezentowaniu przed sądem zwróciły się do byłego wicepremiera rodziny aresztowanych. – Nie wykluczam, że zostanę ich obrońcą. Muszę jak najszybciej zapoznać się ze sprawą i dokumentacją – powiedział “Rz” były prezes Ligi Polskich Rodzin. Dodał przy tym, że nie wierzy w winę siedmiu oskarżonych żołnierzy. Nasi rozmówcy podkreślają, że ustalenia prokuratury nie dają odpowiedzi na pytanie, kto wydał rozkaz i jakie informacje mieli żołnierze, którzy ścigali terrorystów przy granicy afgańsko-pakistańskiej. – Odpowiedź może dać zaskakujące rezultaty. Możliwe, że dowiemy się, iż żołnierze wykonywali tylko rozkazy, które przyszły z góry – przewiduje jeden z oficerów. Jest nadal w strukturach armii, więc nie chce ujawniać nazwiska. Jego zdaniem żołnierze uzgodnili z dowództwem kontyngentu wersję, której trzymali się przez cztery miesiące, bo dowódcy obiecali im, że sprawa zostanie wyciszona. – Z jakiegoś powodu wypłynęła, teraz z żołnierzy robi się kozły ofiarne, a przecież w wojsku nie podejmuje się samodzielnych decyzji, tylko działa na rozkaz przełożonego – dowodzi oficer. Według źródeł “Rz” w Ministerstwie Obrony Narodowej w resorcie jest ściśle tajny raport o sierpniowych zdarzeniach sporządzony przez dowódców polskiego kontyngentu w Afganistanie. Siedmiu żołnierzy czeka w areszcie na rozpoczęcie procesu. Tak w czwartek zdecydował Sąd Garnizonowy w Poznaniu. Prokuratura postawiła sześciu z nich zarzuty zabójstwa ludności cywilnej i mataczenia. Grozi im nawet dożywocie. Jeden zaś ma odpowiadać za atak na niebroniony obiekt cywilny.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA