Piłka nożna

Muszę pokazać, że jestem Wisły wart

Rzeczpospolita
Nie jestem cudotwórcą, rewolucji nie robiłem. Prowadzimy w lidze, bo poprzedni sezon był dla piłkarzy wstrząsem i chcą się jak najszybciej odegrać – mówi trener krakowskiego zespołu
RZ: Czy środkowy obrońca Maciej Skorża potrafiłby zatrzymać napastnika Jana Urbana?
Maciej Skorża: Byłoby trudno. Byłem znany z bardzo twardej gry, więc może znalazłbym jakiś sposób, ale niekoniecznie dozwolony. Jan Urban, grając przeciwko mnie, pewnie bramkę by strzelił, ale nie wspominałby tego spotkania miło. Nasze osiągnięcia na boisku są jednak nieporównywalne. On miał karierę piłkarską, a ja po prostu grałem. Pamiętam, jak podawałem mu piłkę, gdy byłem trampkarzem Radomiaka, a on z Zagłębiem Sosnowiec przyjechał do nas na mecz. Nie trzeba być dobrym piłkarzem, żeby mieć sukcesy jako trener. Udało się panu sprawić, że piłkarze Wisły znów się uśmiechają, a Bogusławowi Cupiałowi chce się przyjeżdżać na mecze.
Czasami tak jest w życiu trenera, że trafia na drużynę, która „odpala” akurat wtedy, gdy on przychodzi. Jestem przekonany, że teraz korzystam z tego, co przy Reymonta robili przez ostatnie lata moi poprzednicy. Ostatni sezon był dla Wisły bardzo pechowy. Była nieskuteczna, miała mnóstwo remisów, ale nie grała źle. Dlatego żadnej rewolucji nie robiłem. W futbolu nie ma cudotwórców, którzy wejdą do szatni, pomachają różdżką – i zrobione. Trzeba mieć pokorę, gotowość do poświęceń, a do tego dużo szczęścia. Dokonał pan czegoś, co nie udało się wcześniej Jerzemu Engelowi, Danowi Petrescu, Dragomirowi Okuce, w Wiśle wszyscy pana chwalą, a pan mówi, że dobre wyniki to tylko zbieg okoliczności? Staram się swoją pracę wykonywać jak najlepiej, podobnie jak wszyscy moi współpracownicy, ale nie mogę zapominać o tym, co zastałem w Wiśle. Ósme miejsce w poprzednim sezonie było dla piłkarzy wstrząsem. W nich jest ogromna chęć odegrania się, udowodnienia przede wszystkim sobie, że coś ważnego jeszcze mogą Wiśle dać. Najlepszy przykład to Mauro Cantoro. Jeszcze niedawno wieszano na nim psy, a teraz Wisły bez niego nie sposób sobie wyobrazić. Psy wieszał na nim przede wszystkim jeden z poprzednich trenerów... Mniejsza o to, jak było. Przyznaję, że przychodząc do Wisły, miałem dużo obaw, czy będę potrafił współpracować z niektórymi piłkarzami. I Mauro pewnie też był w tej grupie. Potem się okazało, że bardziej nie mogłem się pomylić. Najbardziej byłem zaskoczony podejściem piłkarzy do obowiązków. Oni naprawdę świetnie pracują na treningach. Już po pierwszym zgrupowaniu czułem, że z tego będzie coś dobrego. Taka praca nie może pozostać bez nagrody. Marek Zieńczuk i Radek Sobolewski najwięcej zawdzięczają nie mnie, ale sobie. Dali się przekonać do pewnych rozwiązań taktycznych, trenują wzorowo. Myślą o drużynie, a nie o kreowaniu siebie. To dotyczy też Pawła Brożka, który pod tym względem zrobił ostatnio ogromny postęp. Co się najbardziej zmieniło w Wiśle po pana przyjściu? Nie wnikam w to ani nie rozmawiam na ten temat z piłkarzami. Czasami oni sami coś powiedzą, porównają mnie z poprzednikami. Na to, jak pracujemy, ogromny wpływ ma fizjolog Andrzej Bahr. Podjąłem bardzo dobrą decyzję, by zostawić go w sztabie. On zna drużynę od dawna, piłkarze mu ufają. Bez współpracowników niewiele bym osiągnął. Niewielu jest w Polsce młodych trenerów, którym kariera układa się tak gładko jak panu. Wszystko dzięki Pawłowi Janasowi? To naturalne, że najpierw jest się pomocnikiem, asystentem, żeby potem się usamodzielnić. U mnie to może rzeczywiście odbywa się bez zawirowań, krok po kroku. Nawet ostatnio jeden z kolegów pytał mnie, co to za lokomotywa, co mnie tak pcha do przodu. I co to za lokomotywa? Ambicja. Pracując w kadrze u Pawła Janasa, byłem pod ciągłą presją. Miałem być trenerem gwiazd, które znałem tylko z telewizji. Musiałem pokazać, że się nadaję. To samo czuję teraz w Krakowie. Chcę pokazać, że jestem Wisły wart. —rozmawiał Paweł Wilkowicz Urodził się 10 stycznia 1972 roku w Radomiu. Skończył warszawską AWF, a potem był wszędzie tam gdzie Paweł Janas. Najpierw w Legii trenował juniorów i analizował grę rywali drużyny Janasa. Potem współpracowali w reprezentacji olimpijskiej, Amice Wronki i w pierwszej reprezentacji. Czas na samodzielność przyszedł po mundialu. Jesienią 2006 r. Skorża został trenerem Groclinu Grodzisk, zdobył Puchar Polski i Puchar Ekstraklasy. 13 czerwca 2007 podpisał kontrakt z Wisłą.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL