fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Małe NRD u granic Polski

Byłą agentką Stasi jest szefowa Lewicy Kerstin Kaiser posługująca się niegdyś pseudonimem Katrin
AP
Byli agenci Stasi zasiadają na wysokich stanowiskach w Brandenburgii
Trzynastu sędziów w Brandenburgii było w przeszłości agentami Stasi. Dla służb bezpieczeństwa NRD pracował także jeden z prokuratorów tego landu podobnie jak dwunastu innych pracowników prokuratury. To najnowsze informacje z sąsiadującego z Polską landu. Wiadomo też, że w policji roi się od byłych agentów, informatorów i etatowych pracowników Stasi. Według najnowszych danych jedynie w sądownictwie oraz więziennictwie Brandenburgii pracuje nadal 152 dawnych agentów.
– Nie mamy w planach powszechnej lustracji sędziów – twierdzi minister sprawiedliwości Brandenburgii Volkmar Schöneburg z postkomunistycznego ugrupowania Lewica. Postkomuniści są od dwóch lat partnerami koalicyjnymi SPD w Brandenburgii i nie chcą słyszeć o „grzebaniu się w przeszłości". Zresztą byłą agentką Stasi jest szefowa Lewicy Kerstin Kaiser posługująca się niegdyś pseudonimem Katrin. Podobnie jest z kilkoma posłami landtagu, nie mówiąc o wielu burmistrzach brandenburskich miast czy pracownikach administracji landu.
– Pod tym względem Brandenburgia to NRD w miniaturze – mówi politolog Werner Patzelt. Nigdy nie było tam lustracji. Pełnomocnika ds. dokumentów Stasi powołano dopiero niedawno, a landem rządził przez wiele pierwszych lat po zjednoczeniu współpracownik Stasi Manfred Stolpe z SPD. Został nawet ministrem w rządzie Gerharda Schrödera.
– Żałuję, że Brandenburgia nie chce zbadać przeszłości sędziów – powiedział mediom Roland Jahn, nowy szef Urzędu ds. Akt Stasi, odpowiednika naszego IPN. To w zasadzie jedyna grupa zawodowa, która po nowelizacji przepisów mogłaby zostać jeszcze zlustrowana.
Rząd Brandenburgii tego jednak nie chce. Dlaczego? – Wyborcy w tym landzie są przekonani, że lustracja jest nikomu niepotrzebną procedurą narzuconą po zjednoczeniu przez RFN i choćby z tego powodu godną potępienia – uważa Steffen Alisch z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie.
W takich warunkach także SPD nie chce słyszeć o lustracji, tym bardziej 20 lat po zjednoczeniu. Co więcej, socjaldemokraci wystawili nawet własnego kandydata na burmistrza miasta Brandenburg, o którym wiadomo, że jeszcze tuż przed upadkiem NRD składał meldunki bezpiece. W Urzędzie ds. Akt Stasi jest na ten temat wiele informacji. – To nieprawda – odpowiada kandydat Norbert Langerwisch. Ma całkowite poparcie swej partii SPD. Jej szef i zarazem premier Brandenburgii Matthias Platzeck nigdy nie krył, że nie ma zamiaru rozliczać nikogo z przeszłości.
„Dlaczego nie mielibyśmy wyciągnąć ręki do byłych współpracowników Stasi" – napisał kilka lat temu w „Spieglu", przypominając, że kilka lat po wojnie ówczesny szef SPD Kurt Schumacher utorował drogę do współpracy z członkami Waffen-SS, którzy znaleźli się w tej organizacji wbrew swej woli.
Platzeck jest byłym NRD-owskim opozycjonistą, którego nikt nigdy nie podejrzewał o współpracę z komunistycznym reżimem. Jednak gdy dwa lata temu jego SPD wygrała po raz kolejny wybory, zdecydował się zerwać koalicję z CDU i utworzyć nowy rząd z postkomunistami. Od tego czasu nie ma tygodnia, aby w mediach nie pojawiały się nowe nazwiska byłych agentów zajmujących eksponowane stanowiska w landzie.
Mieszkańcom to nie tylko nie przeszkadza, ale gdy trzeba, stają w ich obronie. Gdy wyszło na jaw, że burmistrz Milow, Peter Wittstock, donosił w przeszłości na kogo się dało, zadecydowano, że mieszkańcy rozstrzygną o dalszych jego losach w referendum. Zdecydowana większość opowiedziała się za pozostaniem burmistrza.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora: p.jendroszczyk@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA