Publicystyka

Posprzątać po IV Rzeczypospolitej

Rzeczpospolita
Panie i Panowie z PO! Nie bądźcie z góry pewni wyniku kontroli w CBA i ABW! Pamiętacie, jak Lech i Jarosław Kaczyńscy paskudnie oszukali się w przypadku WSI? – apeluje publicysta
Jak przerobić zupę rybną na powrót w akwarium? Po upadku komunizmu tak właśnie obrazowano dramatyczną skalę trudności, przed jakimi stali politycy, którzy przywracali „normalność” w Polsce. Dziś, po półtora roku chaotycznych rządów Jarosława Kaczyńskiego, aż tak dramatyczna metafora na szczęście nie ma zastosowania; akwarium zostało tu i ówdzie przegrzane, unosi się nad nim nieprzyjemny zapaszek, a niektóre rybki mają wybałuszone oczy, ale wciąż przecież pływają.
Pierwszy krok jest oczywisty: trzeba wyłączyć grzałkę. To znaczy np., że Zbigniew Ziobro, Mariusz Kamiński czy Antoni Macierewicz, na których ciążą konkretne podejrzenia o łamanie prawa, muszą co najmniej odpowiedzieć na pytania sejmowych komisji śledczych. Niezależny audyt funkcjonowania podległych im instytucji zapowiadany przez zwycięską Platformę Obywatelską rzeczywiście by się przydał. Trzeba przyjrzeć się procedurom wewnętrznym CBA. Warto sprawdzić metody działania członków „specgrup” Zbigniewa Ziobry, na przykład tej na Śląsku, która według wielu doniesień stosowała szokujące sposoby nacisku na świadków. Jeśli audyt wykaże, że niektórzy z prokuratorów lub funkcjonariuszy służb naruszali konstytucyjnie chronione wolności obywatelskie, na przykład hurtowo zakładając podsłuchy, zastraszając ludzi czy inwigilując ich bez istotnych powodów, oni sami i ich szefowie powinni za to odpowiedzieć według rygorów kodeksu karnego.Jeśli CBA czy ABW Bogdana Święczkowskiego istotnie zachowały się jak policja polityczna, należy te służby rozwiązać bez ceregieli. Nie bądźcie jednak z góry pewni wyniku tych kontroli, panowie i panie z PO! Pamiętacie, jak Lech i Jarosław Kaczyńscy paskudnie oszukali się w przypadku WSI? Audyt służb siłowych jednak nie wystarczy, podobnie jak urządzenie kolejnego trzęsienia ziemi w sądach, resorcie oświaty czy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Problem spadku po rządach PiS jest głębszy i nie da się go opędzić za pomocą zapowiadanych już trzech sejmowych komisji śledczych, czystek czy innych pokazówek. Żeby posprzątać do końca plac po zatrzymanej budowie IV RP, trzeba w pełni odczytać mandat, jaki nowa władza otrzymała od wyborców. Dotyka on bowiem spraw absolutnie fundamentalnych, mianowicie wizji Polski, relacji władza – obywatel, stylu rządzenia oraz narodowych wartości. PiS-owski projekt dla Polski, skonstruowany w opozycji do „elit III RP” i do tzw. michnikowszczyzny, stał się w tych wyborach przedmiotem zero-jedynkowego referendum – dokładnie jak życzył sobie tego premier. I to referendum Jarosław Kaczyński „przerżnął” – tyleż zaskakująco co sromotnie, wręcz upokarzająco.Najważniejszym odkryciem ostatnich wyborów było właśnie to: ujawnienie się wielkości negatywnego elektoratu PiS. W tych wyborach ludzie głosowali nie tyle za PO, ile przeciw partii braci. Wypowiedzieli się, w uderzającej większości, przeciwko państwu ideologicznemu – butnemu, mocnemu w gębie, a jednocześnie zacofanemu, nieporadnemu w świecie rzeczywistym. Przeciw ideom, które nijak się mają do wyzwań współczesności, i przeciw rozwiązaniom, które radują zacnych idiotów, ale czynią z nas zatęchłą prowincję Europy. Przeciw liderom, którzy do obywateli przemawiają z góry, zwykle tonem pełnym złości, pouczeń i oskarżeń, sami jednocześnie nie mając wiele wartościowego do zaoferowania.Polacy, zwłaszcza ci młodsi, połączeni internetowo, zirytowali się na ten projekt do tego stopnia, że przemogli swoją – skądinąd zasługującą na krytykę – niechęć do angażowania się w sprawy publiczne. Poszli głosować w liczbie, która wywołała popłoch strategów i spin-doktorów PiS. I zmietli partię rządzącą razem z jej oddanymi kadrami i sojusznikami: rozdwojonymi językami w Radiu Maryja, kipiącymi złością, obłudnie religijnymi posiadaczami kolorowych beretów, zapiekłą częścią wsi i przekupionymi hojnymi podwyżkami członkami jedynego słusznego związku zawodowego. A przecież przez długie tygodnie kampania wyborcza szła kiepsko dla opozycji. „Lud ciemny to kupi” – powiedział kiedyś Jacek Kurski, i rzeczywiście: krok po kroku, starcie po starciu żelazne zastępy braci zdobywały kolejne punkty w sondażach, parły do nieuniknionego, wydawało się, triumfu końcowego. Jednak nie wygrały kampanii. Polski Mordor upadł niespodziewanie, w ostatniej możliwej chwili, w finalnym wielkim starciu godnym epickiego pióra J.R.R. Tolkiena. Co przeważyło? Co było kroplą, która przelała czarę, i słomką, która złamała grzbiet wielbłąda? Szczegółowe analizy ostatnich kilkudziesięciu godzin kampanii sugerują, że płacz kobiety. Jednej słabej, skandalicznie upadłej – według współczesnych kryteriów, które nakazują pobłażać słabościom ciała, ale z całym okrucieństwem karzą uleganie pokusom mamony – posłanki Platformy Obywatelskiej. Publiczne radio i telewizję zostawcie w spokoju. Gdy szarogęsi się w nich opozycja, szkody dla kraju są jednak mniejsze To, co miało być ciosem dobijającym Platformę, okazało się strzałem w stopę PiS. To widok płaczącej ofiary publicznej egzekucji, uznanej za winną bez sądu, tracącej zmysły z upokorzenia i ze strachu, wywołał zbiorowy odruch protestu: tak postępować z ludźmi się jednak nie godzi. I może olśnienie: ktoś chyba paskudnie manipuluje naszymi emocjami. Naszym zmysłem moralnym, naszym wołaniem o uczciwość w życiu publicznym. Dalej wyciąganie wniosków wyborczych poszło już szybko.Z tego właśnie, moim zdaniem, wynika mandat i stąd płynie wniosek dla Platformy Obywatelskiej: jeżeli chcecie naprawdę skutecznie od-PiS-owić Polskę, panowie i panie, wprowadźcie znów zwykłą ludzką przyzwoitość i umiar do życia publicznego. Rozliczcie, bo musicie, najgrubsze przewinienia poprzedniego reżimu. Poprawcie błędy w prawach i w działaniu systemu, ale niech to nie pochłania was za mocno i nie trwa zbyt długo. Nie ekscytujcie się tak bardzo komisjami śledczymi. Jeżeli będzie trzeba, postawicie kogo należy przed Trybunałem Stanu, ale uważajcie już np. z mediami publicznymi. Nie warto wchodzić na złą drogę poprzedników i pospiesznie zmieniać ustaw, na przykład o radiofonii i telewizji, po to tylko, żeby pozbyć się obecnych zarządów i szefów Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Taka metoda skracania niewygodnych kadencji fatalnie się kojarzy i jest niekonstytucyjna: Trybunał Konstytucyjny już się jasno wypowiedział w tej kwestii. Dlatego PO zrobi lepiej, zostawiając radio i telewizję w spokoju (gdy szarogęsi się w nich opozycja, szkody dla kraju są jednak mniejsze, a rynek informacji jest już i tak konkurencyjny!). Należy za to zadbać ustawowo, wreszcie skutecznie, żeby w przyszłości już żadna partia polityczna nie mogła rozciągnąć swego panowania na media publiczne.Szanujcie nas, obywateli. Doceńcie wreszcie naszą inteligencję: fakt, że dostaliście się do Sejmu albo nawet do rządu nie znaczy wcale, że jesteście mądrzejsi czy sprytniejsi od nas, tego frajerstwa, co na was głosowało. (Pamiętajcie, jak mały mieliśmy wybór?!). Nie łudźcie się, że zdołacie nas długo oszukiwać, wciskać nam ciemnotę w jakiejkolwiek istotnej sprawie. Myślcie też więcej o stylu waszych wystąpień publicznych, o klimacie, jaki tworzycie w tym kraju. Ostatnia prawdziwa wojna skończyła się na polskiej ziemi, chwalić Boga, 63 lata temu; czy nie czas wreszcie odłożyć do lamusa te wojenne metafory, ten pseudowojskowy język? Wiem, że czeka was np. konfrontacja z Lechem Kaczyńskim w kwestii zwrotu w polityce zagranicznej. Prezydent jest uparty i bywa małostkowy (to wstyd, że nie pogratulował Donaldowi Tuskowi zwycięstwa w wyborach), w dodatku będzie miał suflera – Jarosława. Spróbujcie jednak prowadzić ten trudny spór, skomplikowany przez brak klarownych rozstrzygnięć w naszej konstytucji, w taki sposób, żeby uniknąć karczemnej burdy. Spróbujcie doprowadzić do sytuacji, w której polski obywatel wracający do kraju z zagranicy nie kuli się na samą myśl o tym, co na niego chluśnie, gdy w domu otworzy gazetę albo włączy telewizor... Domyślam się, panie i panowie z Platformy Obywatelskiej, że uważacie takie rady za oczywiste. W końcu wy też nie jesteście głupsi od nas. Rozmawiam z wami w telewizyjnym studiu i widzę, jak wiele jest w was dziś radości z otrzymania szansy zrobienia czegoś dla kraju, dobrej woli i wiary we własne siły. To naprawdę znakomicie. Pamiętam jednak taki sam zapał, promienne spojrzenia i niewzruszoną wiarę we własne siły u kilku moich przyjaciół z PiS. Było to zaledwie dwa lata temu. Autor od czerwca 2006 do lipca 2007 r. był redaktorem naczelnym „Przekroju”. Obecnie pracuje w Superstacji
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL