Film

Miasto słońca **

Rzeczpospolita
Przemoc, żądza władzy, pożądanie – to prawa, jakimi rządzi się jedna z dzielnic ubogiej stolicy Haiti – Port-au-Prince. W dokumencie Asgera Letha nie tylko nazwa tego rewiru slumsów – Miasto Słońca, lecz i sposób opowiadania o nim są przewrotne.
Reżyser (współpracujący m.in. przy „Pięciu nieczystych zagraniach” Larsa Von Triera) początkowo planował swój debiut jako fabułę. I właśnie to niezdecydowanie już w pierwszych ujęciach wprowadza w filmie chaos. W rezultacie wstrząsająca historia o wojnie domowej, którą poznajemy z perspektywy braci 2Paca i Billy’ego – liderów „Duchów”, nieformalnej armii gangów wspierającej reżim prezydenta Jean-Bertranda Aristides'a – traci wiarygodność. Skutecznie zostaje nadwerężona wiara widza w obiektywizm opowieści snutej tu m.in. przez białą Francuzkę niespodziewanie wdającą się w romans z jednym z bohaterów. Jest jednak w „Mieście słońca” coś, co zachwyca: muzyka. Jest nieodzownym elementem codziennej walki gangsterów, sposobem na wyzbycie się lęku wszechobecnej śmierci i wyrażenie marzeń. Również dla twórców filmu, z którymi współpracował sam John Wyclef, stała się ona czymś więcej niż pokazaniem fascynacji hip-hopem czy rapem. Nawet montaż filmu podporządkowali dźwiękom charakteryzującym życie w slumsach. I to na tyle, że znaczna część filmu stylistyką przypomina wręcz teledysk.
Dania, USA 2006, reż. Asger Leth Mamy 10 podwójnych zaproszeń na premierę filmu jutro o godz. 21 w Kinotece dla osób, które pierwsze przyślą na adres bilety@rp.pl jutro o godz. 12 e-mail o tytule miasto slonca.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL