Warszawa

Elektorat dopisał, kart zabrakło

Rzeczpospolita
Frekwencja w stolicy przerosła wszelkie oczekiwania. W niektórych dzielnicach może przekroczyć 80 proc. W ponad 20 komisjach, m.in. na Białołęce czy Ursynowie, zabrakło kart do głosowania. W efekcie dwie ostatnie komisje pracowały do 22.50
W przedłużonym czasie głosowania w lokalu pojawiło się tylko kilku wyborców. Jednym z nich był Bartosz Szczęsny, student trzeciego roku biotechnologii SGGW mieszkający na stałe w Janowie Lubelskim. Do stolicy przyjechał wieczorem.
– Dowiedziałem się z telewizji, że głosowanie w pobliskiej komisji przy ul. Lokajskiego jeszcze trwa. Pomyślałem, że jeszcze zdążę oddać głos. Pobiegłem i wrzuciłem karty do urny o 22.35 – powiedział „Rzeczpospolitej“ Szczęsny. – Byłem chyba ostatnim głosującym Polakiem. Kilka minut po nim kartkę wyborczą wrzucił do urny jeszcze Jacek Cena – najprawdopodobniej ostatni głosujący Polak.W lokalu wyborczym przy ul. Lokajskiego kart do głosowania zabrakło trzy razy, ostatni raz przewodniczący jechał po nie osobiście. – Przychodziły do nas przez cały dzień tłumy – wyjaśniał Tomasz Kot, przewodniczący Komisji Obwodowej nr 619 przy ul. Lokajskiego.
Burmistrz Ursynowa Tomasz Mencina już o godz. 14 sygnalizował Państwowej Komisji Wyborczej, że w kilku lokalach brakuje kart. Dojechały dopiero około 19. Podobnie było na Białołęce. Kart zabrakło też w komisji w szkole przy ul. Reja na Ochocie. – Przyszło wielu studentów i osób z zaświadczeniami o prawie do głosowania. Musiałam im wydać karty – tłumaczyła przewodnicząca komisji Anna Popkowska. – Jestem wściekły – mówi burmistrz Ochoty Wojciech Komorowski. – Dopiero kwadrans przed godz. 20 ktoś z komisji zawiadomił nas, że brakuje kart. Dowieźliśmy je natychmiast, ale było już kilka minut po czasie, w którym lokal powinien być zamknięty. Podobnie na Pradze–Południe. Tam wiceburmistrz Adam Grzegrzółka osobiście dowoził karty do kilku komisji. – Zaangażowaliśmy tam trzy samochody służbowe, ale i to było mało. Do jednej z komisji dowieźliśmy karty tuż przed godz. 20, a przed lokalem stała kolejka blisko stu osób – relacjonował Grzegrzółka. Karty dowoziła do lokali, nawet na sygnale, Straż Miejska. Bałagan z brakiem kart członkowie komisji tłumaczyli w ten sposób, że zazwyczaj do lokali trafia tyle kart, by wystarczyło ich dla ok. 70 proc. wyborców. Zabrakło, bo w Warszawie była bardzo wysoka frekwencja, a poza tym głosowało mnóstwo osób z zaświadczeniami z innych miast. Tego podobno nie dało się przewidzieć. Wiceprzewodniczący PKW Jan Kacprzak zapowiedział, że trzeba będzie wyjaśnić, czy zamieszanie zostało spowodowane przez komisje obwodowe, które zwlekały z informacjami o braku kart, czy zawiedli ludzie w dzielnicach odpowiedzialni za ich dowóz.Sztab PiS informował też o innych nieprawidłowościach. – Wyborcy donosili nam, że w kilku komisjach na Ursynowie do urn były wrzucane nieostemplowane karty do głosowania. Być może komisje nie zdążyły oznaczyć tych, które zostały dowiezione – mówią działacze PiS. – To może być podstawa do zaskarżenia wyniku wyborów w tej dzielnicy. mgc, ikr Dyskusja na temat tekstu na blog.rp.pl/warszawa
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL