Kraj

Ludowcy mieli nadzieję na więcej

Rzeczpospolita
Jedno jest pewne: jesteśmy w Sejmie – po ogłoszeniu wyniku wyborów w sztabie PSL radość mieszała się z żalem. Bo ludowcy liczyli jednak na lepszy rezultat
– Zyskaliśmy bardzo dobry wynik. Lepszy niż w poprzednich wyborach – tak efekty wczorajszego głosowania komentuje szef PSL Waldemar Pawlak. Jego zdaniem rezultaty tegorocznych wyborów to efekt krótkiej i agresywnej kampanii wyborczej, w której największym partiom udało się stworzyć wrażenie, że głosuje się tylko na dwa ugrupowania.
– Po to, żeby PiS nie wygrało, albo po to, by nie wygrała Platforma. Wiem, że dla wielu ludzi ten brak rozmów o konkretnych sprawach był nawet irytujący. Niestety, przez całą kampanię kto komu dokopie, ważniejsze było od spokojnych, merytorycznych rozmów. I mimo to okazało się, że jednak wielu ludzi miało odwagę nie zagłosować na PO czy PiS i poparło kandydatów PSL – mówi. W kuluarach sztabu ludowców, gdzie wczoraj najwięcej było lokalnych działaczy partii, w rozmowach dało się jednak słyszeć rozczarowanie, a nawet obawy związane z aż tak wysokim zwycięstwem Platformy. Tego, że PSL mogłoby się nie dostać do Sejmu, nikt się bowiem nie obawiał. Tym bardziej że od początku wieczoru wyborczego niemal wszyscy jego uczestnicy przekazywali sobie nieoficjalne wyniki i wiedzieli, jak się one kształtują.
W oczekiwaniu na zakończenie przedłużającej się ciszy wyborczej działacze ludowców wymieniali się więc poglądami na temat kampanii, zastanawiali się, co zrobić, by na ich partię głosowały nie tylko wieś i prowincja, ale także duże miasta. Niektórzy bawili się przy ludowej orkiestrze albo korzystali z obficie zaopatrzonego bufetu. Po kilkunastu minutach pozowania do zdjęć, wymieniania uścisków i zdawkowych rozmów z szeregowymi działaczami partii liderzy szybko zamknęli się piętro wyżej, by od razu opracować strategię działania na najbliższe dni. Politycy PSL nie tylko liczyli bowiem na kilkanaście procent głosów dla swojego ugrupowania. Byli też niemal pewni, że w tworzeniu nowego rządu bez nich się nie obejdzie. Na rozmowy koalicyjne z Platformą liczą zresztą nadal. Głównym ich zmartwieniem od wczorajszej nocy jest jednak to, że PO może się zdecydować na samodzielne rządy. Waldemar Pawlak mówi co prawda, że z rozmowami o ewentualnych koalicjach trzeba poczekać, aż PKW ogłosi oficjalne wyniki wyborów, ale od razu po ogłoszeniu wstępnych wyników deklaruje, że ludowcy są do nich gotowi. – Od początku mówiliśmy, że jesteśmy otwarci na rozmowy ze wszystkimi ugrupowaniami. Nie tylko zresztą z PO. Nie zapominajmy, że grubo ponad cztery milionów wyborców głosowało na PiS. A to znaczy, że dla nich jednak bardzo ważne są hasła walki z korupcją czy przestępczością, które głosi ta partia – mówi. Zauważa przy tym, że o ile PiS do wygrania wyborów potrzebowało 231 mandatów w Sejmie, Platformie to nie wystarcza. Ona do skutecznego rządzenia potrzebuje 276 głosów, bo tyle ich musi mieć do odrzucenia w Sejmie prezydenckiego weta. Tym bardziej że Lech Kaczyński już dał do zrozumienia, że bez wahania będzie odrzucał wszystkie ustawy, które mu się nie będą podobać. Jak wtedy zachowa się PSL, gdyby nie zostało zaproszone do koalicji? Waldemar Pawlak deklaruje co prawda, że jeśli tylko wetowane ustawy będą dobre dla ludzi, to PSL będzie pomagać w odrzucaniu weta, ale na boku politycy PSL przyznają, że za każdym razem rozmowy będą wtedy bardzo twarde. Z jednego tylko zarówno lokalni działacze partii, jak liderzy PSL są bardzo zadowoleni: z klęski Samoobrony, czyli ich głównego konkurenta w walce o wiejskich wyborców. – Wreszcie mamy ją z głowy – tak komentują to działacze partii. – Oficjalnie Waldemar Pawlak martwi się co prawda, że w nowym Sejmie znajdą się tylko cztery ugrupowania. – To zmniejszy różnorodność poglądów, które będą w nim reprezentowane – mówi. Zapytany, czy to znaczy, że będzie mu brakować partii Andrzeja Leppera, odpowiada jednak: oni sami sobie zafundowali ten los swoimi działaniami przez ostatnie lata. k.manys@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL