Historia

Cisza na fortach

Zbiory Andrzeja Nieuważnego
Zespół 21 fortów, zbudowanych po klęsce 1870 r. według założeń słynnego inżyniera Séré de Rivieres, przeszedł już chrzest bojowy w 1914 r., przyczyniając się pośrednio do zwycięstwa nad Marną.
Obrońcy powstrzymali wojska Kronprinza, ale dalej na południe, w rejonie Saint-Mihiel, zdołały się one wbić we francuskie pozycje. Tym samym rejon fortów stał się wysuniętym klinem o podstawie ok. 40 km i froncie długim na 100 km. Jego bazą było odległe o ok. 10 km, położone w dolinie miasto. Pozycja wydaje się mocna, gdyż forty kontrolowały pasmo wzniesień na prawym brzegu Mozy, panując nad równiną Woevre kryjącą pierwszą linię obrony. Może dlatego Verdun uchodziło za odcinek spokojny...
Silna pozycja miała jednak dwie słabości. Po pierwsze, jedna z dwóch wielkich linii kolejowych wiodących do Verdun została przecięta przez Niemców pod Saint-Mihiel. Druga zaś biegła tak blisko frontu, że była z góry skazana na zniszczenie. Oprócz nich była tylko lokalna kolejka łącząca Bar-le-Duc, stolicę departamentu Mouse, z Verdun (nadawała się jednak tylko do lżejszych transportów). Tymczasem niemieccy logistycy mogli liczyć na 14 linii kolejowych, a zajęcie sektora Verdun pozwoliłoby im na stworzenie potężnego węzła komunikacyjnego, przez który można by przerzucić siły na północny zachód od Nancy i zagrozić prawej flance całej armii francuskiej. Drugą słabością Verdun było niedostateczne uzbrojenie fortów, z których – zgodnie z ofensywną koncepcją francuskiego dowództwa – zabrano w sierpniu 1915 armaty i oddano wojskom walczącym w Szampanii. Decyzja przyszła tym łatwiej, że po masakrze urządzonej w 1914 r. przez niemieckie działa umocnieniom Liege, Namur i Maubege francuscy dowódcy stracili wiarę w fortyfikacje starego typu. A do tego Niemcy rozbili nawet nowoczesną twierdzę Manonvilliers! Francuzi nie wiedzieli jednak, że po zdobyciu tych ostatnich umocnień niemieccy saperzy wysadzili je w powietrze tak, by zwiad lotniczy postraszył aliantów skutecznością pocisków 420 mm wyrzucanych przez potężne haubice Kruppa...
Upierający się przy bojowej wartości fortów gen. Coutanceau został zdjęty ze stanowiska. Tak więc pod koniec 1915 r. linię obrony Verdun stanowiły tylko okopy, których porzucenie pozwoliłoby zresztą skrócić i zaokrąglić front. Ceną byłoby jednak oddanie miasta... Politycy przydali mu rangę symbolu, a premier Aristide Briand wpadał w szał na samą myśl o wycofaniu się stamtąd i groził dowództwu sankcjami. Verdun musiało być obronione za wszelką cenę!
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL