fbTrack

Sport

Zabawa w podchody

Krzysztof Włodarczyk (z lewej) zbyt często zapominał, że prawą ręką też bije mocno
Fotorzepa, Roman Bosiacki Roman Bosiacki
Krzysztof Włodarczyk pokonał Francisco Palaciosa i pozostał mistrzem świata
Palacios twierdzi, że został oszukany,  Włodarczyk uważa, że rywal zrobił zbyt mało, by odebrać mu pas, a najbardziej zawiedzeni byli widzowie, którzy zamiast walki dostali zabawę w podchody.
Sędziowie punktowali: 116:114, 118:112 dla Włodarczyka i 115:113 dla Portorykańczyka. Palacios po walce powiedział: – Włodarczyk wygrał najwyżej trzy rundy. Teraz mam do siebie pretensje, że sprawę zostawiłem w rękach sędziów. Portorykańczyk  wygrałby u siebie, ale przecież  wiedział, że walczy na terenie wroga, jak to sam określił wcześniej. W sytuacji gdy w pojedynku o mistrzostwo świata organizacji WBC nie ma rund remisowych, powinien zakładać, że wątpliwości będą rozstrzygane na korzyść urzędującego mistrza.
Kiedy przed północą wchodzili na ring w wypełnionej 8 tysiącami widzów Łuczniczce,  atmosfera była już bardzo gorąca. Od kilku dni  podgrzewali ją niepokonany do soboty Palacios i Włodarczyk. Ten pierwszy twierdził, że znokautuje Polaka, a „Diablo"   krzyczał: – Jestem mistrzem. Przed pierwszym gongiem Palacios klęknął w neutralnym narożniku.To miał być dla niego szczególny dzień. Kilka godzin wcześniej został ojcem, jego  narzeczona urodziła syna. Gdyby tak jeszcze pokonał Włodarczyka i zabrał mu pas mistrza świata, mógłby o tym opowiadać do późnej starości. W przerwie przed drugim starciem trener Fiodor Łapin mówił do Włodarczyka: – Więcej ciosów, dynamiczniej! Ale ciosów było wciąż jak na lekarstwo. Dynamika akcji też pozostawiała wiele do życzenia. Tylko garda mistrza świata była szczelna, rywal nie potrafił jej skruszyć. Kolejne rundy niewiele zmieniły, „Diablo" wciąż czekał na atak Portorykańczyka, ale ten wolał nękać mistrza krótkimi zrywami. Pod koniec walki trenerzy polskiego pięściarza prosili: – Krzysiu, boksuj! Ale „Diablo" trafił lewym prostym i od razu zrobił krok do tyłu. Nie ponawiał akcji, tak jak oczekiwał Łapin, nie wchodził do półdystansu, by trafić rywala mocnym prawym lub lewym sierpowym. Polak czekał na błąd Portorykańczyka, i na odwrót, ale obaj nie robili nic, by taki błąd wymusić. Palacios sprawiał lepsze wrażenie, zadawał więcej ciosów, ale atakował Włodarczyk. Problem w tym, że tylko od święta używał  prawej ręki, trzymał ją wysoko przy brodzie. Pod koniec walki polscy trenerzy już wiedzieli, że „Diablo" prowadzi. Palacios nie wiedział. Gdyby było inaczej,  może  podjąłby ryzyko. Werdykt  jest kontrowersyjny, ale „Czarodziej" , co wynika zresztą z jego słów, sam jest sobie winien. Drugiej  szansy  szybko nie dostanie. Mistrzem świata WBC w wadze junior ciężkiej  pozostał Włodarczyk, ale przydałby mu się solidny rachunek sumienia, bo szczęście nie trwa wiecznie i następnym razem, gdy zada tak mało ciosów, może przegrać.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL