fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Kubański pianista Omar Sosa wystąpił w cyklu Era Jazzu

Omar Sosa
materiały prasowe, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Kubański pianista Omar Sosa połączył afrykańskie motywy z duchem Milesa Davisa i niemieckim rapem - pisze Marek Dusza
Miłośnicy jazzu wypełnili w sobotni wieczór klub Palladium do ostatniego miejsca i się nie zawiedli.
Występujący po raz drugi w cyklu Era Jazzu Omar Sosa przedstawił ze swoim kwintetem Afri-Lectric eklektyczny show. Ubrany w czerwony, bogato zdobiony strój i fantazyjną czapeczkę wyszedł na scenę niczym afrykański szaman.
Kiedy basista zaczął zawodzić swą pieśń plemienną, mogliśmy się poczuć jak na koncercie zespołu, który dopiero co opuścił Czarny Ląd i przyjechał ze swoją etniczną muzyką do Warszawy.
Omar Sosa zna muzykę Afryki lepiej niż którykolwiek inny jazzman, a co najważniejsze, potrafi w oryginalny sposób wykorzystać nie tylko poruszające rytmy, ale i chwytliwe melodie.
Tę zaintonował kubański flecista i saksofonista Leandro Saint-Hill, a podchwycił niemiecki trębacz Joo Kraus. Sosa grał na zmianę to na fortepianie, wybijając miarowy rytm, to na zestawie elektronicznych instrumentów klawiszowych. W basowych rytmach Childo Tomasa słychać było funkowe fascynacje.
Kulminacyjnym momentem był długi utwór poświęcony Milesowi Davisowy, inspirowany tematem „So What" z albumu „Kind of Blue". Sosa wykorzystał też fragment oryginalnej wypowiedzi Milesa. Melodeklamację po niemiecku włączył Joo Kraus. Co ciekawe, Sosa przeniósł muzykę z lat 50. w brzmienie elektrycznego zespołu Davisa z lat 80.
To był jeden z najciekawszych koncertów Ery Jazzu.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA