Biznes

Promocje, rabaty, bony...

Kalbud Deweloper, który buduje Osiedle Kalinowe w Rokietnicy k. Poznania, metr lokalu oferuje od 3,7 tys. zł netto. W cenie są miejsca parkingowe na zewnątrz, darmowe są też balkony. Bezpłatne są też pomieszczenia gospodarcze przypisane do części mieszkań.
— Dla osób płacących gotówką za mieszkanie, przewidziany jest rabat w wysokości 5 — 10 procent wartości. Dla wszystkich klientów podpisujących akty notarialne wynegocjowana jest taksa notarialna z 15 procentowym rabatem — mówią przedstawiciele dewelopera.
Partner Developer z kolei w odległości 15 km od centrum Poznania buduje osiedle Słoneczne Przedmieście z 51 domami w zabudowie szeregowej. — Dla klientów przygotowaliśmy program lojalnościowy. Do programu włączono szereg firm, począwszy od oferujących wyposażenie mieszkań po rozrywkę i rekreację. Klient otrzymuje kartę rabatową, która uprawnia go do zniżkowych zakupów produktów i usług w firmach, które przystąpiły do programu. Można w ten sposób zaoszczędzić na wykończeniu czy wyposażeniu domu, a także taniej spędzić wolny czas. W zależności od rodzaju i wartości oferowanego produktu rabaty wynoszą od kilku do 15 proc. — mówią przedstawiciele dewelopera.
Partner Developer oferuje także bezpieczny system finansowania zakupu w układzie 20/80: klient przy podpisaniu umowy wpłaca jedynie 20 proc. wartości domu, pozostałą część natomiast przed odbiorem kluczy. Nickel Development, który także buduje w Poznaniu, organizuje z kolei imprezy z udziałem firm oferujących produkty związane z mieszkaniami. — Realizujemy na przykład specjalne promocje powiązane np. z przekazywaniem klientom bonów wartościowych na sprzęt RTV/AGD — mówi Ewa Bujak z ND. O promocjach zaczynają też myśleć deweloperzy z mniejszych rynków mieszkaniowych. Na razie, np. w Lublinie, nie ma jednak wielkiej potrzeby obniżek cen. Ale na pewne ustępstwa już iść raczej trzeba: inwestorzy starają się nie zmuszać klienta np. do zakupu garaży. — Nasza firma nie daje klientom garaży za darmo. W związku z obowiązkiem wybudowania takiej samej liczby miejsc parkingowych jak mieszkań, narzuconym przez urząd miasta, w II etapie jednej z naszych inwestycji rozpoczętym we wrześniu 2006 roku, istniał wręcz obowiązek zakupu miejsca postojowego wraz z mieszkaniem — mówi Adrianna Franczewska, specjalista ds. obrotu nieruchomościami lubelskiej firmy LUK. — W pierwszym etapie takiego obowiązku nie było. Chętni kupowali garaże w cenach od 22,95 tys. zł do 25,5 tys. zł — dodaje. Adrianna Franczewska podkreśla, że zainteresowanie garażami w Lublinie jest średnie. — 20-30 tysięcy złotych, czy nawet 36 tysięcy, jak proponuje jedna z firm, to bardzo dużo dla przykładowego młodego małżeństwa. Dlatego pierwsze pytanie klientów brzmi: czy istnieje obowiązek wykupu miejsca postojowego — przyznaje Adrianna Franczewska. — Bo nawet jeśli cena metra wynosi przykładowo 4,2 tys. zł, obowiązek zakupu miejsca zwiększa ją do 4,9 tys. zł. I w ten sposób liczą klienci. W inwestycji, którą przygotowujemy, chcemy jak najwięcej miejsc umieścić przed budynkiem bez obowiązku wykupu. Będą też miejsca postojowe lub garaże, ale bez przymusu ich wykupienia — dodaje. Od zawsze darmowe w firmie LUK były za to balkony, tarasy i loggie. W cenie mieszkania są też komórki lokatorskie. — Ale są w Lublinie i takie firmy, które narzucają obowiązek zakupu komórki w cenie 856 zł za mkw. — mówi Adrianna Franczewska. Dodaje, że firma LUK planuje promocję. Być może jeden metr mieszkania będzie tańszy o 200-400 zł. Promocji nie przewiduje na razie lubelski oddział spółki Mak Dom. — Tendencje występujące na najważniejszych rynkach zawsze jednak przekładają się na rynki lokalne, chociaż nie zawsze z tą samą intensywnością — ocenia Artur Sadowski, dyrektor handlowy lubelskiego oddziału Mak Dom. — W Lublinie wręcz jedynym powodem ograniczenia popytu, jest cena mieszkań. Wydawałoby się więc, że najprostszym sposobem na wzrost sprzedaży jest jej zmniejszenie, czy to przez różnorakie promocje czy też rabaty. Należy jednak zauważyć, że podstawowym powodem wzrostu cen w aglomeracjach takich jak Lublin, był wyższy koszt zakupu gruntów, materiałów i robót budowlanych — podkreśla Artur Sadowski. I dodaje, że w Warszawie popyt na nowe mieszkania był stymulowany nie tylko bezpośrednimi potrzebami mieszkańców i ich możliwościami finansowymi. Na rynkach lokalnych budowane mieszkania były sprzedawane głównie mieszkańcom regionu, a w wielkich aglomeracjach kupowano je często w celach spekulacyjnych. W mniejszych miastach w związku z tym zmniejszenie liczby podpisywanych umów sprzedaży nie jest tak gwałtowne.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL