Kraj

Bunt politycznych dam

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Jan Rokita może się pocieszać – inni też nie mają lekko. Dołączył do elitarnego grona: Nicolasa Sarkozy’ego, Silvio Berlusconiego czy Tony’ego Blaira. Niepokorna żona to prawdziwe utrapienie wielu polityków
Cecylia Sarkozy od lat intrygowała dziennikarzy. Wiedzieli lub raczej chcieli wiedzieć o niej wszystko. Że będąc małą dziewczynką, chorowała na serce, co hamowało jej wzrost. Że w 13. roku życia poddała się operacji, która zakończyła jej problemy. Że w końcu wyrosła do imponujących 178 cm, była modelką, skończyła Sorbonę, gra na pianinie, a jej pradziad to hiszpański kompozytor Isaac Albeniz. Wiedzieli o dwóch ślubach, trojgu dzieci, dwóch pasierbach. I przede wszystkim o ucieczce do Nowego Jorku z kochankiem – dokładnie w czasie, gdy Nicolas Sarkozy na dobre zaczynał starania o fotel prezydenta Francji. Wróciła, żeby nie zaprzepaścić szans męża na zwycięstwo w wyborach. Jednak niedawna wypowiedź dla Tele Star: „Nie widzę się w roli first lady”, nasiliła spekulacje, że wkrótce dojdzie do wielkiego rozstania.
Wieści o kłopotach we Francji zbiegły się z informacjami z Włoch. Tu lewica jest o krok od zwerbowania w swoje szeregi Veroniki Berlusconi, żony poprzedniego premiera i potentata medialnego. Veronika, była aktorka, przez 27 lat trzymała się społecznie wyznaczonej roli – dyskretnej żony, podporządkowanej mężowi strażniczki domowego ogniska. Osobowość pokazała dopiero kilka lat temu, udzielając swej przyjaciółce z „Corriere della Sera” wywiadu rzeki. Ujawniła w nim sekrety małżeńskiego pożycia z Berlusconim. Opowiadała o tym, że Silvio rozmawia przez komórkę non stop, nawet gdy je z rodziną posiłek podczas świąt Bożego Narodzenia. Mówiła o tym, że dzieci nie oglądają telewizji, choć ich ojcem jest magnat medialny. Porównywała męża do Ulissesa. Po raz drugi pokazała, że potrafi wyjść z cienia, kilka miesięcy temu, żądając przeprosin za słowa, które Silvio skierował podczas jednej z kolacji do obecnych tam kobiet: „Gdybym nie był żonaty, natychmiast bym się z panią ożenił” i „Poszedłbym z panią wszędzie”. Veronika napisała w tej sprawie publiczny list i – żeby bardziej bolało – przekazała go lewicowej konkurencji medialnego imperium męża, dziennikowi „La Repubblica”. Coraz głębsze rysy na wizerunku rodzin najważniejszych polityków to powód do zmartwień dla partyjnych strategów. Historia Susany Higuchi, byłej żony prezydenta Peru Alberto Fujimori, pokazuje bowiem, że żona potrafi być dla osoby publicznej najgroźniejszym przeciwnikiem. W 1992 r. Higuchi, żona urzędującego prezydenta, jako jedna z pierwszych zaczęła mówić o korupcyjnych powiązaniach męża, nazywając go przy tym tyranem. Fujimori odebrał jej tytuł first lady, przekazując go najstarszej córce. Jednak w finale to on pożegnał się ze stanowiskiem i musiał się ratować ucieczką z kraju. Pani Higuchi do dziś jest zaś członkiem peruwiańskiego parlamentu. Reprezentacyjna, miła i inteligentna kobieta to duży atut w kampanii wyborczej. Jednak już po elekcji część pierwszych dam zaczyna się dusić w gorsecie monotonnych obowiązków. Zwyczaje dyplomatyczne przewidują obecność żon w czasie oficjalnych przyjęć i podróży głów państwa. Obowiązkowy jest zatem oddzielny program dla pierwszych dam, dla których wybór jest prosty: można zwiedzić domy pomocy społecznej, szkoły, szpitale, muzea – „w zależności od zainteresowań”. Co jednak z tymi, które nie chcą sprowadzać sensu życia do zdawkowych uścisków dłoni podczas oficjalnych uroczystości? – Bycie pierwszą damą jest nudne. Nie jestem politycznie poprawna. Nie dam się wcisnąć w konwencje – Cecylia Sarkozy zapowiedziała to w jednym z wywiadów już w 2005 r. Bo nie brak opinii, że to ona stworzyła wizerunek Nicolasa. To ona w czasach, gdy budował swoją pozycję jako minister spraw wewnętrznych w gabinecie Chiraca, prowadziła mu kalendarz spotkań, doradzała, i to bez pieniędzy. To ona w końcu poleciała jako specjalny jego wysłannik do Libii, by dobić targu z Muammarem Kaddafim i doprowadzić do uwolnienia przetrzymywanych tam bułgarskich pielęgniarek i palestyńskiego lekarza. – Cecylia zrobiła świetną robotę – chwalił ją mąż. W dobie coraz bardziej realnego równouprawnienia płci na coraz większe zrozumienie mogą liczyć opinie, że to mężczyźni, angażując się w politykę i robiąc w niej spektakularne kariery, niszczą życie kobietom, które poślubili. Veronika Lario, piękna młodziutka blond aktorka, magnata prasowego Silvia Berlusconiego poznała, gdy ten kupił teatr, w którym występowała. Parą zostali rok później – zaczęło się od tego, że do jej zimnego pokoju hotelowego w Rzymie dostarczył koc. Karierę polityczna Berlusconi zaczął robić znacznie później. A i Cecylia Sarkozy też nie wychodziła za prezydenta ani nawet ministra spraw wewnętrznych Republiki. Swego męża poznała w czasach, gdy był merem w podparyskim Neuilly-sur-Seine. To właśnie Nikolas, z racji sprawowanego urzędu, udzielał jej pierwszego ślubu ze znanym prezenterem telewizyjnym Jacquesem Martinem. Nawet brak ambicji i ostentacyjne chowanie się w cień nie dają gwarancji bezpieczeństwa. W brytyjskich tabloidach po odejściu premiera Blaira i jego barwnej żony Cherie – nie dość, że prawniczki i katoliczki, to jeszcze niespodziewanej mamy, która w trakcie kadencji męża urodziła dziecko – zapanowała panika. Bo kto zna dziś panią Brown? Ta niewiedza tylko podsyca zainteresowanie mediów, które zrobią wszystko, by poznać najbardziej skrywane myśli i tajemnice żony Gordona Browna. Natarczywe i nieustanne zainteresowanie staje się dla pierwszych dam coraz większym problemem. Nawet Francuzi, którzy dotąd wyznawali zasadę, że życie rodzinne polityka jest jego prywatną sprawą, i w pełnym dyskrecji milczeniu przyjmowali do wiadomości kolejne kochanki byłego prezydenta Mitteranda, tym razem ostentacyjnie przyglądają się życiu państwa Sarkozych. Paradoksalnie – im bardziej liberalne społeczeństwa odchodzą od tradycyjnego modelu rodziny, tym większe oczekiwanie, że elity będą żyć jak lukrowe gołębie na weselnym torcie. Dlatego każda sensacyjna informacja o żonie prezydenta lub premiera to szok dla opinii publicznej: one w końcu się buntują!
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL