Świat

Trudna misja Lecha Kaczyńskiego

Rozmowy prezydenta z kanclerz Niemiec nie zakończą się żadną wspólną deklaracją ani tym bardziej podpisaniem jakiejkolwiek umowy – pisze berliński korespondent „Rz” Piotr Jendroszczyk
Lech Kaczyński zamierza omówić dziś w Niemczech trzy kwestie: przyznanie Polsce stanowiska rzecznika w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, szanse generała Franciszka Gągora na szefostwo Komitetu Wojskowego NATO i wpisanie mechanizmu z Joaniny do traktatu reformującego UE.
Jak się dowiadujemy, prezydent może liczyć na przychylność Angeli Merkel tylko w sprawie ETS. Berlin nie poprze kandydatury Gągora i nie chce słyszeć o umieszczeniu Joaniny w tekście traktatu. – Pani kanclerz powinna to uzmysłowić prezydentowi – mówi Gunther Krichbaum z CDU, szef Komisji Europejskiej Bundestagu. – Joanina to dżentelmeńska umowa, nie ma dla niej miejsca w tekście traktatu – uważa Michael Roth, deputowany SPD. – Niemcy nie ustąpią, licząc, że Polska nie zerwie szczytu w Lizbonie – podsumowuje Cornelius Ochmann, ekspert Fundacji Bertelsmanna.Bez względu na to, jak się potoczą rozmowy prezydenta w urzędzie kanclerskim, wiadomo, że nie zakończą się podpisaniem dwustronnej umowy. Spekulacje na ten temat zdementował rzecznik niemieckiego rządu. Niemcy starają się trzymać z daleka od kampanii wyborczej w Polsce. Zarzekali się, że w czasie jej trwania nie będzie oficjalnych kontaktów. – Pani kanclerz nie mogła nie spełnić prośby prezydenta Kaczyńskiego. Wybory nie mogą być przyczyną zerwania kontaktów – tłumaczy Hans Georg Wellmann, ekspert CDU ds. relacji niemiecko-polskich. Wellmann był niedawno w Warszawie. Wyjechał z przekonaniem, że jest wola poprawy atmosfery. Sygnały takie ślą i Niemcy.
Niemiecki rząd zgodził się przesunąć termin decyzji w sprawie budowy w Berlinie muzeum pamięci Niemców wysiedlonych po wojnie z Polski i innych krajów. Jednak kanclerz Merkel weźmie udział w zbliżających się uroczystościach 50-lecia Związku Wypędzonych (BdV). – Nie ma wyjścia. Wypędzeni to klientela wyborcza CDU/CSU – tłumaczy historyk Hajo Funke. Jego zdaniem większe znaczenie dla relacji niemiecko-polskich będzie miał kształt planowanego miejsca pamięci niemieckich wysiedlonych. Nie będzie to Centrum przeciwko Wypędzeniom, o utworzenie którego zabiegała Erika Steinbach. – Powstanie pod inną nazwą i będzie projektem rządowym. Uzyskałam obietnicę pani kanclerz, że będziemy uczestniczyć w tym projekcie. To my jesteśmy inicjatorami całego przedsięwzięcia – oświadczyła wczoraj szefowa BdV. Oznacza to, że Związek wycofuje się z budowy własnego miejsca pamięci. Partnerzy koalicyjni Merkel nie kryją, że czekają z utęsknieniem na zmianę warty w Warszawie. – Taktyka przeczekania nie ma sensu – oceniał niedawno tygodnik „Die Zeit”, pisząc, że bracia Kaczyńscy doprowadzili wprawdzie do pogorszenia relacji z Niemcami, ale ich nie zrujnowali. – Część odpowiedzialności spada na Niemcy, zwłaszcza na rząd Gerharda Schrödera – uważa „Die Zeit”. Rząd Angeli Merkel zdaje sobie z tego sprawę i zgłasza gotowość do rozmów na temat zaopatrzenia Polski w gaz z gazo-ciągu północnego, dzieła Schrödera i Putina. Warszawy to nie interesuje. Niemcy z kolei nie chcą słyszeć o polskich pomysłach opcji zerowej, czyli wzajemnego zrzeczenia się wszelkich roszczeń z czasów II wojny światowej. – Poszliśmy już na wystarczająco dużo ustępstw wobec Polski. Na tym koniec – mówi nasz rozmówca z kręgów zbliżonych do niemieckiego MSZ.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL