fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Miasto jak nowe

Brzydkie bloki w centrum miasta opakowano w kolorowe rysunki
Fotorzepa, Agnieszka Rodowicz
Kiedy opowiadałam przyjaciółce o wizycie w Lipsku, była zdumiona. Całe dzieciństwo jeździła tam z ojcem na targi. Zapamiętała Lipsk jako szary, brudny, smutny. Ja jestem zachwycona miastem. Teraz jest kolorowe, żywiołowe, przyjazne. Wiele się tu zmieniło w ciągu ostatnich kilkunastu lat
Pierwsze wrażenie po przyjeździe nie było jednak najlepsze. Kierowca taksówki najzwyczajniej w świecie mnie oszukał, krążąc i wydłużając drogę, żeby więcej zarobić. Do hotelu, do którego na piechotę można dojść w kilkanaście minut, jechałam prawie pół godziny, a za kurs zapłaciłam 12 euro. Mijane po drodze szare bloki, szerokie puste ulice nie zrobiły na mnie najlepszego wrażenia. Jeszcze mniej podobał mi się hotel Mercure przypominający akwarium. Jednak później było już tylko lepiej.
Kierowca kolejnej taksówki przywitał mnie oficjalnie w imieniu Lipska, częstując kieliszkiem szampana. Chociaż to jego sposób na pozyskanie stałych klientów, było to miłe.
Ruszyliśmy na zachód. Lipsk wydał mi się tutaj podobny do Szczecina. Szerokie ulice, masywne XIX-wieczne kamienice, mnóstwo zieleni.
Miasto przecięte jest rzeką Białą Elsterą i kilkoma kanałami. Można po nich pływać kajakiem lub łodzią. Najciekawsza jest wycieczka Kanałem Karla Heinego oraz Białej Elstery prowadząca wzdłuż wyremontowanych hal przemysłowych z XIX wieku w dzielnicy Plagwitz. Wzdłuż traktów wodnych rozciągają się też zielone tereny miasta, które można pokonywać na rowerze, pieszo lub konno. Leniuchy mogą po prostu posiedzieć nad wodą w cieniu drzew.
Miasto sprawia wrażenie zadbanego, choć zdarza się zobaczyć jeszcze budynki opuszczone, nadgryzione zębem czasu. Inicjatywa władz i mieszkańców powoduje, że nawet z najmniejszego śladu historii potrafią zrobić turystyczną atrakcję. Tak jak właściciele Goetz House, którzy urządzili minimuzeum w domu, w którym mieszkał doktor Ferdinand Goetz - założyciel klubu medycyny sportowej. W odrestaurowanym biedermaierowskim budynku prezentowane są pamiątki po lekarzu: kilka mebli, przyrządy lekarskie, gadżety sportowe, trochę zdjęć. Niby nic wielkiego, ale można się czegoś dowiedzieć, zanim kelnerka przyniesie zamówienie w restauracji urządzonej na parterze. Krem z młodych szparagów z bitą śmietaną i czerwonym pieprzem był bardzo dobry (3,90 euro), a porcja tych samych warzyw z młodymi ziemniakami i filetem z sandacza gigantyczna (20 euro).
Lipski Panometr to inwestycja na dużo większą skalę. Panometr to połączenie słów gasometer i panorama. Gigantyczna panorama urządzona w dawnej gazowni ma już drugą odsłonę. Pierwsza poświęcona była 50. rocznicy zdobycia pierwszy raz Mount Everestu. Teraz Yadegar Assisi, irański artysta urodzony w Wiedniu i mieszkający w Berlinie, stworzył wystawę dotyczącą starożytnego Rzymu. Największą atrakcją ekspozycji usytuowanej we wnętrzu gigantycznej wieży ciśnień jest panorama przedstawiająca Rzym w roku 312, w czasie wjazdu do miasta cesarza Konstantyna. Sprawiający trójwymiarowe wrażenie obraz został stworzony na podstawie panoramy namalowanej pod koniec XIX i wystawionej w Berlinie w 1890 roku. Assisi przeniósł czarno-biały obraz ze starej fotografii (oryginał już nie istnieje) na platformę cyfrową, pokolorował i wydrukował na tkaninie. Wysoka na 31 m, długości 106 m panorama została rozpięta na cylindrycznym stelażu ustawionym wewnątrz wieży. Można ją oglądać z ziemi albo z platformy, której ostatnie piętro znajduje się na wysokości horyzontu w obrazie. Pokazowi towarzyszą światła imitujące efekt dnia i nocy. Słychać miejski gwar, wieczorny koncert cykad, pianie kogutów o świcie. Na chwilę przenosimy się do starożytnego Rzymu z jego świątyniami, arenami, termami.
Ścisłe centrum Lipska stanowi ciekawy konglomerat starego i nowego. Przewodniczka, która oprowadzała mnie przez dwie godziny po mieście, użyła całego arsenału środków, żeby unaocznić mi, jak wielkie zmiany tu zaszły. Pokazywała rysunki dawnego Lipska, zdjęcia wycięte z gazety przedstawiające osobistości związane z miejscami, które zwiedzałyśmy. W pewnym momencie wydobyła nawet z torby magnetofon i puściła koncert Bacha, który był kantorem chóru w kościele św. Tomasza.
Ale dla mnie największą atrakcją była ona sama. Potężna kobieta o muskularnej sylwetce i kanciastych ruchach. Było w niej coś, co powodowało, że wydawała się nie na swoim miejscu. Wkrótce tajemnica się wyjaśniła - okazało się, że to dawna biegaczka. Ścigała się z Ireną Szewińską w latach 60. i 70. Przypomniały mi się informacje o niemieckich sportsmenkach faszerowanych, często bez ich wiedzy, sterydami w celu osiągnięcia lepszych wyników.
Centrum miasta przypomina o handlowej przeszłości Lipska. Miasto pod lipami, jak w dosłownym tłumaczeniu nazywa się miejscowość, w 1165 roku otrzymało prawa miejskie i targowe.
Od 1190 roku odbywały się tutaj dwa razy do roku dwa wielkie jarmarki: wielkanocny i św. Mikołaja. Dzięki przywilejom Lipsk rozwijał się jako jeden z najważniejszych placów handlowych Europy. Tu w 1896 roku powstał też pierwszy na świecie dom targowy. Dawne śródmiejskie domy targowe i pasaże handlowe są dzisiaj wielką turystyczną atrakcją. Wiele z zabytkowych budynków odrestaurowano, zachowując oryginalny charakter fasad, lecz przystosowując wnętrza do współczesnych wymagań. Wewnątrz znajdziemy rozmaite sklepy i sklepiki, w których kupimy niemal wszystko - od awangardowych ubrań, przez płyty z muzyką i filmami, po leipziger lerche, marcepanowe ciasteczka, i allach, likier kminkowo-anyżowy, tradycyjne lipskie przysmaki.
Na handlowych ulicach i w pasażach porozstawiane są kawiarniane ogródki. Jest też mnóstwo restauracji, barów, kafejek, w których ludzie siedzą do późna w nocy.
Tutejsza kuchnia nie jest może zbyt wyrafinowana, ale kilku dań warto spróbować. Na przykład placków z białego sera i ziemniaków podawanych z musem jabłkowym (quarkkeulchen), mieszanki warzyw, szparagów, smardzów, raków i chlebowych kluseczek (leipziger allerlei) oraz lekko kwaśnego piwa produkowanego z solą i kolendrą (leipziger gose).
Lipsk to miasto o wyjątkowych tradycjach muzycznych. Od 800 lat działa tu Chór Świętego Tomasza, który przez 27 lat prowadził Bach. Robert Schumann skomponował w Lipsku symfonię Wiosenną, urodził się tu Ryszard Wagner, a Feliks Mendelssohn-Bartholdy był dyrygentem filharmonii. Muzyczną historię miasta można poznać w Muzeum Bacha, Domu Mendelssohna, kościele św. Tomasza. W lipskiej filharmonii (Gewandhaus) odbywa się mnóstwo koncertów muzyki dawnej i klasycznej.
Ale festiwale popowe, koncerty rockowe, targi muzyczne, dni jazzu przyciągają do miasta również wielbicieli muzyki współczesnej. Wystarczy rzucić okiem na program letnich imprez, żeby zauważyć, że niemal co drugi dzień grają w mieście gwiazdy: Motorhead, Genesis, Meat Loaf, Depeche Mode, Joe Cocker...
Późną wiosną Lipsk żyje z kolei festiwalem rocka gotyckiego. Ulice zapełniają się wtedy ludźmi ubranymi od stóp do głów w czarne stroje, wysokie buty, skórzane kurtki. Ozdobionych kolczykami w każdej części twarzy. Dziewczyny paradują w krótkich spódniczkach, rajstopach z wielkimi dziurami i w butach na platformach. Albo w zwiewnych sukienkach i spiczastych kapeluszach na głowach. Wśród amatorów gotyku widać zarówno nastolatki, jak i pary po sześćdziesiątce. Wszyscy się cieszą swoją muzyką i kulturą. Czuje się tu luz i swobodną atmosferę. W fontannie przed budynkiem szacownej opery gołe dzieciaki brodzą w wodzie. Moczą w niej nogi młodzi ludzie, zakochani całują się na jej brzegu.
Lipsk jest wielkim placem budowy. Buduje się tu mnóstwo i, o dziwo, udaje się zgrabnie połączyć historię ze współczesnością. Niektóre budynki przechodzą rewitalizację, inne się wyburza, robiąc miejsce nowym. Widać, że są to działania przemyślane, nikt nie pozbywa się starych budynków tylko dlatego, że powstały za reżimu komunistycznego. W ścisłym centrum stoi na przykład kilka wysokich betonowych bloków. Miasto czeka, aż powstanie projekt ich wykorzystania. Na razie owinięto je materiałem, na którym nadrukowano kolorowe dziecięce rysunki. Dzięki prostemu pomysłowi nie tylko nie psują krajobrazu, ale nawet są jego atrakcją.
Przeszklone centra handlowe stają obok zabytkowych kamienic. Gotyckie kościoły sąsiadują z nocnymi klubami. Ascetyczne współczesne budowle na Augustusplatz są o krok od koronkowego Starego Ratusza - jednego z najpiękniejszych przykładów niemieckiego renesansu. Skromne kamienne rzeźby na elewacjach kościołów mają za sąsiadów pomalowane na złoto rzeźby zdobiące wejścia do banków. Przed świątyniami mocowane są stojaki na rowery, w budynku Starej Giełdy Handlowej (z 1687 r.) odbywają się imprezy i koncerty, a przed pomnikiem Goethego pije się piwo i je lody. Lipsk żyje i cieszy się życiem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA