fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Chińczyk chce do domu

Z okazji Nowego Roku tydzień wolnego mają także chińscy uczniowie i studenci
AFP
W Państwie Środka trwa największa migracja ludności na świecie
230 milionów Chińczyków wyruszyło do domów, aby zgodnie z tradycją w rodzinnym gronie świętować początek nowego roku księżycowego. Tym razem ruchome święto, które będzie początkiem Roku Królika, wypada 3 lutego. Ale miliony pracowników z ośrodków przemysłowych muszą wyruszyć w podróż kilka dni wcześniej. Do pokonania mają nierzadko kilka tysięcy kilometrów.
Z danych Ministerstwa Kolei wynika, że w ciągu kilku dni chińskie pociągi przewiozą aż 2,5 miliarda pasażerów. Mimo uruchomienia ponad 630 dodatkowych składów przed dworcami koczują tłumy ludzi. Nawet kilkunastogodzinne oczekiwanie w kolejce nie gwarantuje, że uda się kupić bilet. Ponieważ w wielu regionach temperatura spadła do 20 stopni poniżej zera, rozstawiono prowizoryczne poczekalnie, w których można się ogrzać. W okolice dworców skierowano dodatkowe patrole milicji i straży obywatelskiej.
– Chiński Nowy Rok można porównać do świąt Bożego Narodzenia. Każdy chce być w domu, aby spotkać się z rodziną. Odwiedzamy też wtedy dalszą rodzinę, robimy sobie prezenty i ucztujemy. Ponieważ rzesze Chińczyków pracują z dala od domów, co roku kolej przechodzi prawdziwy test – mówi „Rz” dr Yiyi Lu z brytyjskiego Chatham House.
Chiny zawdzięczają swój dynamiczny rozwój w dużej mierze robotnikom migracyjnym. Mieszkańcy wsi na masową skalę zaczęli poszukiwać pracy w miastach i ośrodkach przemysłowych we wschodnich prowincjach kraju. Pierwsze pokolenie emigrantów całymi latami nie wracało do domów, odkładając pieniądze. Od kilku lat coraz więcej Chińczyków stać na bilety. Trudno je jednak kupić. Władze obiecywały, że rozwiążą problem do 2010 roku, potem przesunęły termin na 2012 rok, a teraz mówi się o roku 2015.
– Mimo bardzo dynamicznego rozwoju infrastruktury w Chinach trudno przewieźć taką masę ludzi, która raz w roku wyrusza w podróż. Wiele osób uważa, że przy lepszej organizacji problemów z biletami by nie było. Media często krytykują urzędników i władze kolei – tłumaczy dr Yiyi Lu.
Masowe migracje to efekt obowiązywania systemu hukou, który jest pozostałością po centralnie zarządzanej gospodarce. Rodzina, która opuści swoje miejsce zamieszkania, traci prawo do darmowej edukacji i opieki zdrowotnej. W efekcie na poszukiwanie pracy wyrusza często tylko jedno z małżonków, a drugie z dziećmi pozostaje w domu.
– Jestem prawdziwym szczęściarzem, że w tym roku udało mi się kupić bilety. Zwykle są za drogie i trudno je zdobyć – mówi agencji Xinhua Rao Zhansheng, który pracuje w fabryce butów w prowincji Fujian. Z rodziną nie widział się przez pięć lat, chociaż mieszka w sąsiedniej prowincji Hubei. Tym razem w kupnie biletu pomogły mu związki zawodowe.
Od kilku lat w Chinach trwa debata na temat przepisów, które rozbijają rodziny i ograniczają rozwój gospodarczy. Władze obawiały się, że ich zmiana wywoła migracje całych rodzin, a system socjalny w okręgach przemysłowych tego nie udźwignie, ale pod presją, nie wykluczyły reform.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=w.lorenz@rp.pl]w.lorenz@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA