fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Dlaczego kobiety płaczą?

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
W połowie lat osiemdziesiątych amerykański biochemik Wiliam H. Frey II zbadał skład chemiczny łez i okazało się, że te mające podłoże emocjonalne, różnią się od tych natury odruchowej, czyli mówiąc po ludzku: czym innym płaczemy oglądając smutny film, niż kiedy kroimy cebulę.
Z najnowszych badań izraelskich naukowców wynika, że nasze łzy - te powodowane emocjami - są dodatkowym kanałem komunikacyjnym. Okazuje się bowiem, że kiedy płaczemy wysyłamy sygnały chemiczne, które wpływają na zachowanie innych. Być może zatem naukowcom uda się w końcu odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ludzie – w odróżnieniu od innych gatunków- płaczą emocjonalnymi łzami.
Płacz o emocjonalnym podłożu jest słabo zbadanym aspektem ludzkiej egzystencji, a o tyle ciekawym, iż podejrzewa się (i wszystko na to wskazuje), że jesteśmy jedynym gatunkiem na ziemi, który płacze emocjonalnymi łzami.
Z badań nad myszami wynika, iż łzy u tych zwierząt służą jako chemiczny sygnał. To odkrycie postanowiła przenieść na gatunek ludzki grupa izraelskich uczonych z Instytutu Weizmanna. Uznali oni, że skoro obmycie twarzy szczura łzami powoduje obniżenie agresji u pozostałych członków grupy, być może podobne zjawisko zachodzi u ludzi.
Aby przeprowadzić eksperyment naukowcy znaleźli grupę kobiet, które deklarowały się jako „płaczące z łatwością”. Służyły one za swoisty bank łez. Wyświetlano im filmy uchodzące za wzruszające i następnie zbierano ich łzy, które potem dawane były do wąchania młodym mężczyznom (w wieku około 20-30 lat).
Jedna grupa dostawała do wąchania (co miało imitować przytulenie płaczącej kobiety) prawdziwe łzy, a druga solankę, która uprzednio spuszczona była po policzku kobiety. Mężczyźni brali potem udział w dwóch próbach. Jedna z grup proszona była o ocenę seksualnej atrakcyjności kobiet pokazywanych im na zdjęciach.
Ci, którzy wąchali prawdziwe łzy, oceniali kobiety jako mniej atrakcyjne. Inna próba polegała na wprowadzeniu mężczyzn w smutny nastrój, do czego wykorzystano film „Mistrz” i znów badano różnice w reakcjach obu grup mężczyzn.
Okazało się, że wystawieni na działanie prawdziwych łez nie byli bardziej smutni, ale nadal tak jak w przypadku pierwszej próby obniżone było ich pobudzenie seksualne i mieli niższy poziom testosteronu, niż ich koledzy, którzy wąchali solankę.
W świetle tych ciekawych wyników postanowiono powtórzyć próbę analizując odczyt z z rezonansu magnetycznego. Mężczyznom znów dawano do wąchania bądź łzy, bądź solankę i następnie wyświetlano im film „9 i pół tygodnia” w wersji przeznaczonej do dystrybucji w Europie, która uchodzi za bardzo podniecającą.
Wyniki rezonansu były spójne z wynikami poprzednich prób. U mężczyzn, którzy wąchali łzy ośrodki w mózgu odpowiedzialne za pobudzenie wykazywały znacznie niższą aktywność niż u tych, którzy eksponowani byli na solankę.
Na podstawie tych prób naukowcy z Instytutu Weizmana stwierdzili, że łzy emocjonalne u kobiet wysyłają sygnał chemiczny o treści „nie” lub „nie teraz”, co automatycznie powoduje obniżenie pobudzenia u mężczyzn.
W świetle tych badań łzy kobiece ewoluowały, aby obniżyć agresję, także seksualną, wobec kobiet, które aktualnie są w stresie. Byłoby to spójne z wynikami badań, które wskazują na dużo wyższą tendencję do płaczu u kobiet podczas menstruacji, a z biologicznego, czy też ewolucyjnego punktu widzenia, seks w tym czasie jest mało sensowny, bo nie zaowocuje spłodzeniem potomstwa.
Zdaniem Izraelczyków za ten negatywny komunikat odpowiedzialne jest pojedyncze białko, lub steryd, który percypowany jest przez nozdrza.
Naukowcy podejrzewają też, biorąc pod uwagę badania nad myszami i obniżony poziom testosteronu w reakcji na kobiece łzy, że męski płacz u mężczyzn będzie powodował obniżenie agresji. Nie udało im się póki co przeprowadzić takiej próby, gdyż nie mogli znaleźć wystarczająco dużej grupy mężczyzn, którym płacz przychodzi łatwo, a jak również wykazały ich badania, takie działanie mają jedynie świeże łzy – nie działają przechowywane dłużej niż 2 godziny, czy uprzednio zamrożone.
Pozostaje nam zatem czekać na wyniki na męskiej próbie (która podobno jest już gromadzona), w nadziei, że uda nam się znaleźć czynnik obniżający ich agresję, a co za tym idzie być może skuteczne metody walki z nią. Paniom zaś, jak bardzo nie przemawiałaby do nich romantyczna wizja zalewania się łzami, aby odmówić kochankowi, radzimy pozostać przy tradycyjnym „nie”. Nie zapominajmy bowiem, że badania były przeprowadzone na niewielkiej, niekoniecznie reprezentatywnej próbie.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA